Katarzyna Lubnauer o groźbach pod jej adresem: Ta osoba mijała mnie na co dzień na korytarzu sejmowym

W rozmowie z Gazeta.pl szefowa Nowoczesnej Katarzyna Lubnauer odniosła się do sprawy funkcjonariusza Straży Marszałkowskiej, który miał grozić jej śmiercią. - To normalne, że my, politycy, dostajemy pogróżki, tym razem było jednak inaczej - opisywała.
Zobacz wideo

W poniedziałek Radio Zet poinformowało, że osobą, która kierowała groźby wobec Katarzyny Lubnauer, jest funkcjonariusz Straży Marszałkowskiej. W nocy z niedzieli na poniedziałek policja ostrzegła posłankę, że ma nie wychodzić z pokoju w hotelu sejmowym, bo podejrzany mężczyzna może być w pobliżu. Przewodnicząca Nowoczesnej skomentowała ten incydent w rozmowie z Gazeta.pl.

Nad ranem próbowałam jeszcze dopytywać policję i szefostwo straży, czy to prawda. Powiedziano mi, że jest śledztwo. Nie dowiedziałam się niczego oprócz tego, że ten funkcjonariusz ma troje dzieci

- przyznała Katarzyna Lubnauer. Komentując informację o tym, że hejterem okazał funkcjonariusz Straży Marszałkowskiej, Lubnauer dodała: - Naprawdę współczuję jego rodzinie. Chcąc zrobić krzywdę mnie, zrobił krzywdę właśnie swojej rodzinie - powiedziała.

Na co dzień dostaję jakieś hejterskie teksty czy to na Twitterze, czy na Facebooku. To normalne, że politycy dostają pogróżki, tym razem jednak sytuacja wyglądała inaczej.

- dodała.

Opowiadając o tym, jak dowiedziała się o pogróżkach, szefowa Nowoczesnej wyznała, że e-mail trafił do TVN-u i to dziennikarze złożyli zawiadomienie na policję. Przyznała również, że policja nie mogła podjąć żadnych czynności, dopóki sama nie udzieliła na to zgody. - Powiedziałam im, że mają moją zgodę. Nie mogłam chować głowy w piasek - przyznała.  

Proszę sobie wyobrazić sytuację, gdy o pierwszej w nocy dostaje się telefon z policji i informację, że ten człowiek nie tylko mi grozi, ale również znajduje się niedaleko mojego domu

- wyznała.

Czuję się zaniepokojona myślą, że osoba, która mi groziła, mijała mnie na co dzień na korytarzu sejmowym. Normalnie nie boję się zostawiać otwartych drzwi. Moje koleżanki wiedzą, że w moim pokoju klucz zawsze znajduje się po zewnętrznej stronie. Teraz, po tym incydencie, zdecydowanie częściej będę przekręcać zamek w drzwiach

- wyznała Lubnauer.

"To jest efekt nakręcania spirali nienawiści w mediach publicznych"

To jest efekt nakręcania spirali nienawiści w mediach publicznych. Jest taka atmosfera, którą nakręcają szczególnie media publiczne. Atmosfera hejtu. Przez nią właśnie ta przemoc w niektórych kręgach staje się 'mile widziana'. Obserwując niektóre paski TVP Info, niektórzy ludzie mogą pomyśleć, że to jest akceptowalne, że takie zachowania to coś normalnego

- mówiła Lubnauer, odnosząc się do przyczyny ataku.

Szefowa Nowoczesnej przyznała jednak, że najgorszą rzeczą, na którą może sobie pozwolić polityk, to dać się zastraszyć. Tłumacząc, dlaczego dopiero dziś postanowiła odnieść się do sprawy, podkreśliła, że wcześniej o tym nie informowała, by nie zachęcać innych do podobnych działań. 

Dzisiaj, kiedy go złapali, uznałam, że to będzie bardzo ważne ostrzeżenie dla tych, którzy mogliby chcieć powtórzyć coś takiego

- dodała.

Strażnik zatrzymany

W niedzielę do redakcji TVN-u przesłano maila, w którym anonimowy nadawca groził śmiercią Katarzynie Lubnauer. W mailu znalazły się groźby o treści "trzeba cię zabić jak tego złodzieja Adamowicza" (Pawła Adamowicza, prezydenta Gdańska śmiertelnie ranionego w styczniu tego roku - red.)

W nocy z niedzieli na poniedziałek stołeczni policjanci zatrzymali mężczyznę podejrzanego o kierowanie gróźb wobec szefowej Nowoczesnej. Okazał się nim funkcjonariusz Straży Marszałkowskiej.

23 września 2019 r. funkcjonariusz Straży Marszałkowskiej, z 19-letnim stażem, został zatrzymany przez Policję w związku z zawiadomieniem dotyczącym kierowania gróźb karalnych pod adresem jednej z osób publicznych. Do dotychczasowego przebiegu jego kilkunastoletniej służby nie było żadnych zastrzeżeń. W związku z powyższym Szef Kancelarii Sejmu, na wniosek Komendanta Straży Marszałkowskiej, niezwłocznie zawiesił obwinionego funkcjonariusza w czynnościach służbowych oraz zażądał podjęcia kroków zmierzających do natychmiastowego wydalenia go ze służby. Jednocześnie, zgodnie z ustawą o Straży Marszałkowskiej, niezwłocznie wszczęto postępowanie dyscyplinarne wobec funkcjonariusza

- podało Centrum Informacyjne Sejmu.

Więcej o: