To nie proroctwa kandydatów PiS. Afera z numerem listy to efekt... partyjnego przekazu i nierozgarniętych polityków

Od kilku dni w sieci krążyły zdjęcia lub nagrania, na których udokumentowano, że jeszcze przed losowaniem numerów list, znaleźli się tacy kandydaci PiS, którzy na materiałach wyborczych już zamieścili - poprawny - numer listy. Okazuje się, że to żadna "ustawka" czy prorocze zdolności polityków PiS. Wszystkiemu winne są partyjne przekazy i najzwyklejsza w świecie niechlujność.
Zobacz wideo

W piątek opisywaliśmy "proroka", czyli senatora Leszka Piechotę, który jeszcze przed rozlosowaniem numerów list wyborczych, w swoich materiałach promocyjnych już miał zapisany numer listy. W dodatku poprawny, czyli "2" - taki sam, jaki później PKW wylosowało dla Prawa i Sprawiedliwości, z którego list startuje senator.

Takich przypadków - jak się okazało - jest więcej. Na Twitterze można znaleźć np. nagranie Anity Sowińskiej przy plakatach Grzegorza Lorka, który również na plakacie ma zapisane "Lista nr 2", podobnie jest w przypadku kandydata Damiana Godzińskiego.

Niektórzy rozpoczęli spekulować, że to jakaś forma "ustawki", jednak wyjaśnienie na tego zbiegu okoliczności jest o wiele bardziej banalne, niż się wydaje.

Wcale nie "prorocy". To niechlujność kandydatów PiS

Spojrzenie na sprawę zmienia się, gdy przyjrzymy się numerom kandydatów na listach. Godziński, Piechota, jak i Lorek startują z szóstych miejsc. Dominika Długosz z "Newsweeka" rozwikłała tę zagadkową koincydencję: okazuje się, że Prawo i Sprawiedliwość przed wyborami wysłało do kandydatów "formatkę", czyli przykładowy plakat, by ich materiały wyborcze były spójne.

Zdjęcie, obok nazwisko a pod spodem numer listy i pozycja na liście. I na tym właśnie przykładowym plakacie numer listy to 2. Pozostali kandydaci, którzy wcześniej zamawiali plakaty numer listy wykasowali

- czytamy na Newsweek.pl.

W tej przykładowej wersji wykorzystano... Listę nr 2 i miejsce nr 6. O ile inni kandydaci zrozumieli, że to tylko "formatka", tak wspomniani wcześniej - już nie. Zamiast afery i sztabu "proroków", mamy więc do czynienia po prostu ze zbytnim zaufaniem do materiałów partyjnych lub też lekkim niechlujstwem kandydujących, którzy nie tylko nie zmodyfikowali "gotowców", ale też nie zorientowali się, że losowania jeszcze nie było.