Ryszard Terlecki do posła: "Niech się pan puknie w czoło!". Poszło o oświadczenia majątkowe

Ostatni dzień obrad Sejmu przed wyborami obfituje w emocje. - Niech się pan puknie w czoło - tak brzmiała odpowiedź wicemarszałka Ryszarda Terleckiego na krytykę noweli ustawy o oświadczeniach majątkowych parlamentarzystów. Janusz Sanocki, pod którego adresem padły te niecenzuralne słowa, nie pozostał wicemarszałkowi dłużny.
Zobacz wideo

Ryszarda Terleckiego poniosły emocje na sali sejmowej - nie po raz pierwszy i zapewne również nie ostatni. Tym razem była to odpowiedź na krytykę ustawy, której dopuścił się równie "złotousty" parlamentarzysta. Janusz Sanocki, bo o nim mowa, ma na koncie takie wypowiedzi jak: "jędze napaliły się skrętów" (o kobietach na komisji sejmowej), "nie przerywaj mi, gówniarzu" (do posła Arkadiusza Myrchy), "w d*pie mam pańskie uwagi" (do działacza fundacji Viva!, w rozmowie z nami tłumaczył później, że "diabeł go podkusił") czy też "wsadźcie sobie tę blokadę w d*pę" (do strażników miejskich). 

Sanocki: przykład debilizmu prawnego

Debata dotyczyła projektu ustawy dotyczącego konieczności rozszerzenia informacji zawartych w oświadczeniach majątkowych parlamentarzystów na dodatkowych członków rodziny. Do osób, których majątek należy ujawnić zostały dopisane "dzieci własne, dzieci małżonka i dzieci przysposobione". Wywołało to głośne protesty opozycji.

- Złożę poprawki poprawiające tę ustawę w tym zakresie. Nie można oczekiwać, że poseł, senator, wysoki urzędnik państwowy zawsze i wszędzie będzie wiedział, jaki jest stan majątkowy jego dorosłych dzieci, z którymi nie zawsze musi mieć przecież kontakt - zapowiedział oburzony poseł KO Jarosław Urbaniak, cytowany przez Polsat News. Dodał. że skandaliczna jest propozycja PiS: partia rządząca chce wprowadzić do ustawy zapis o tym, że osoba odbierająca oświadczenie może zdecydować o objęciu informacji, zawartych w oświadczeniu ochroną przewidzianą dla informacji niejawnych.

Janusz Sanocki (koło poselskie Przywrócić Prawo) był jeszcze bardziej dosadny. - To znaczy, że polityką i funkcjami publicznymi mogą zajmować się ludzie, którzy nie mają żony, nie mają dziecka, mają kota tylko chyba, bo kot nie ma majątku. Dopiszmy kota! - oznajmił, na co wicemarszałek Ryszard Terlecki odparował: - Panie pośle, niech się pan puknie w czoło i kończy!

Sanocki postanowił jednak, że ostatnie słowo będzie należało do niego: - Panie marszałku, niech pan się puknie w czoło razem ze swoim kolegami (...). To jest przykład debilizmu prawnego! - odparował.

 

Podczas debaty wokół "majątkowej" noweli padło dużo więcej gorzkich sformułowań. Krzysztof Truskolaski z KO ocenił, że projekt nowelizacji to "zwykły bubel prawny". Marek Sowa, również z KO, ocenił, że "prawdziwym problemem jest ukrywanie majątku przez premiera Mateusza Morawieckiego. 

Pełna jawność: naprzeciw oczekiwaniom społeczeństwa

Partia Jarosława Kaczyńskiego podkreśla, że nowela wychodzi naprzeciw społecznym oczekiwaniom i oznacza "pełną jawność" zarobków parlamentarzystów, co z kolei ma się przekładać na wzrost zaufania do polityków. Według zapisów projektowanej ustawy, której drugie czytanie odbyło się po południu w Sejmie, do ujawniania majątków rodzin zobowiązani mają być: premier, ministrowie, posłowie, posłowie do PE, senatorowie, prezesi TK, NSA i SN, marszałkowie i wicemarszałkowie Sejmu i Senatu, prezesi NIK i NBP, sekretarze i podsekretarze stanu, przewodniczący KNF, wojewodowie, prezesi: zarządów PFRON i NFOŚiGW, NFZ, Agencji Mienia Wojskowego, Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości i ARMiR.