Onet pyta sędziego Cichockiego, czy istniała grupa "Kasta". "Nie będę zaprzeczał z jednego powodu"

- Nie będę zaprzeczał z jednego powodu. Głupio to zabrzmi, ale ilość wiadomości przesyłanych przeze mnie na WhatsApp w ciągu miesiąca była liczona w tysiącach - mówi sędzia Arkadiusz Cichocki, zapytany przez portal Onet o grupę "Kasta", na której komunikowali się sędziowie.
Zobacz wideo

Onet opublikował nieautoryzowany wywiad, po przeprowadzeniu którego kontakt z sędzią Arkadiuszem Cichockim się urwał. Z relacji portalu wynika, że Arkadiusz Cichocki opisał dziennikarzom, w jakich okolicznościach objął funkcję prezesa Sądu Okręgowego w Gliwicach. Jak wynika z publikacji portalu, rozmowa została przeprowadzona, gdy sędzia przebywał w szpitalu. Nie wiemy, w jakim stanie był Cichocki, gdy rozmawiał z dziennikarzami.

"Stwierdził, że w całą aferę z hejtem wobec sędziów krytycznych wobec władzy został 'wciągnięty'. Umówił się z nami na rozmowę twarzą w twarz w sobotę. Na komunikatorze WhatsApp przysłał nam adres szpitala i oddziału, na którym przebywał" - opisuje Onet. Ostatecznie jednak redakcja ustaliła z sędzią, że najpierw rozmowa odbędzie się telefonicznie. 

Arkadiusz Cichocki o "Kaście" na WhatsAppie 

Sędzia wskazał dziennikarzom swoją pełnomocniczkę, która miała odpowiadać za autoryzację rozmowy. Przekonywał, że "ufa jej całkowicie". Po rozmowie kontakt z Cichockim miał się urwać, a sama prawniczka, która miała autoryzować tekst stwierdziła, że nie reprezentuje sędziego.

Na pytanie, czy sędzia zaprzecza istnieniu grupy "Kasta" na WhatsAppie, Cichocki stwierdził, że "nie będzie zaprzeczał z jednego powodu". - Głupio to zabrzmi, ale ilość wiadomości przesyłanych przeze mnie na WhatsApp w ciągu miesiąca była liczona w tysiącach, ilość grup, do których należałem, może się liczyć może nie w dziesiątkach, ale na pewno było kilkanaście tego typu sytuacji. Zdarzało mi się stworzyć grupę dla potrzeb konkretnej rozmowy, dlatego, że jeśli potrzebowałem z trzema osobami omówić jakiś temat, to tworzyłem na ten krótki moment określoną grupę - wyznał.

Jak dodał, "istniały grupy, na których rozmawiali ze sobą prezesi tzw. dobrej zmiany". - Miały różne nazwy. “Kasta” jest raczej nietypową nazwą dla grupy prezesów dobrej zmiany, raczej podejrzewam, że istniała jakaś grupa, być może przez jakiś czas takiej nazwy używano, natomiast krótko byłem użytkownikiem grup na Whatsapp, więc nie sądzę… Mogło tak być, ale przepraszam, nie jestem w stanie tego potwierdzić - powiedział.

"Wyborcza" rozmawiała z ojcem Cichockiego

Onet nie jest jedyną redakcją, z którą kontaktował się Cichocki, gdy przebywał na OIOM-ie. W czwartek rozmowy z sędzią opisywała "Wyborcza", sędzia przyznał dziennikowi, że screeny z "Kasty" są autentyczne.

W tym przypadku kontakt również się urwał. Z "Wyborczą" skontaktował się ojciec sędziego. Twierdził, że życie jego syna "jest zagrożone". - W nocy z niedzieli na poniedziałek na oddział kardiologiczny szpitala w Bytomiu, gdzie leżał syn, przyszli policjanci i powiedzieli pielęgniarkom, że życie syna jest zagrożone, że ktoś może go odwiedzać i wymuszać na nim zeznania czy informacje. Policjanci kazali zamknąć oddział i uważać na syna - powiedział.