Sędzia Szmydt zabrał głos ws. afery Piebiaka. "Nie ma dowodu, który by potwierdzał jakąkolwiek moją winę"

- Nie ma dowodu, który by potwierdzał jakąkolwiek moją winę (...). Absolutnie nie wiem kto to konto [Kasta Watch - red.] prowadzi, nic wspólnego z tym kontem nie mam - powiedział sędzia Tomasz Szmydt w rozmowie z RMF FM. W środę został on odsunięty od pracy w Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym w Warszawie. Prywatnie jest mężem hejterki Emilii Sz., z którą jest w trakcie rozprawy rozwodowej.
Zobacz wideo

Jak podaje RMF FM, w środę 28 sierpnia sędzia Tomasz Schmydt został czasowo odsunięty od pracy przez prezesa Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie. Wcześniej Szmydt został też odwołany z dyrektorskiego stanowiska w Krajowej Radzie Sądownictwa.To jeden z bohaterów tzw. afery Piebiaka, a prywatnie mąż Emilii S., internetowej hejterki, która - według ustaleń Onetu - na zlecenie byłego wiceministra sprawiedliwości miała wysyłać anonimowe donosy i wiadomości szkalujące sędziów przeciwnych reformie sądownictwa przygotowanej przez PiS.

Tomasz Szmydt: Nie ma dowodu, który by potwierdzał jakąkolwiek moją winę

Z informacji podanych przez "Gazetę Wyborczą" wynika, że Tomasz Szmydt był członkiem zamkniętej grupy na WhatsAppie o nazwie "Kasta", która miała inspirować ataki na sędziów niepopierających reform przygotowywanych przez resort Zbigniewa Ziobry. W rozmowie z RMF FM Szmydt po raz pierwszy odniósł się do oskarżeń. - Nie ma dowodu, który by potwierdzał jakąkolwiek moją winę, winę kogokolwiek innego, a są wyciągane konsekwencje na podstawie informacji prasowych, które nie są w żaden sposób potwierdzone - powiedział w w rozmowie z Patrykiem Michalskim z RMF FM.

Jak dodał, nie brał udziału w działaniach zmierzających do oczerniania sędziów, a jego nazwisko pojawiło się w kontekście tzw. afery Piebiaka ze względu na jego żonę, Emilię. Powiedział też, że jest w trakcie rozprawy rozwodowej z Emilią S.. Szmydt powiedział, że nie wie również, kto prowadzi konto Kasta Watch na Twitterze (oprócz zamkniętej grupy na WhatsUppie o podobnej nazwie, to właśnie z tego konta była dystrybuowana część informacji inspirujących ataki).

Absolutnie nie wiem kto to konto [Kasta Watch - red.] prowadzi, nic wspólnego z tym kontem nie mam. Moja jeszcze obecna żona wskazywała, że rachunki były przelewane na konto sędziego Cichockiego. Ja się domyślam, że były związane z romansem, to jest już sprawa głośna, mogę o tym mówić, że państwo mieli romans, ja o tym romansie też się dowiedziałem. Toczy się sprawa rozwodowa z winy mojej małżonki

- dodał w rozmowie z RMF FM.

Przypomnijmy, że sędzia Arkadiusz Cichocki, o którym wspomina Szmydt, po wybuchu tzw. afery Piebiaka został odwołany z delegacji do Sądu Apelacyjnego. Z doniesień medialnych wynika, że miał współpracować z Emilią S. w celu dyskredytowania sędziów. Już wcześniej "Fakt" informował, że sędzia wysyłał kobiecie swoje nagie zdjęcia, a także miał przelewać pieniądze na jej konto. To właśnie sędzia Cichocki według Oko.press miał stać za przekazaniem w 2018 r. internetowej hejterce Emilii Sz. informacji (wraz z niepotwierdzonymi plotkami) o sędzi Kamili Przeczek z Sądu Rejonowego w Rybniku, skazanej za spowodowanie wypadku. Z kolei Emilia Sz. te informacje miała dostarczyć dziennikarzowi Wojciechowi Biedroniowi z portalu wPolityce.pl.