Polska odda mistrzostwa świata przez brak pieniędzy? Związek siatkówki widzi ratunek w rządzie PiS

Jacek Gądek
Polska razem z Holandią ma być gospodarzem Mistrzostw Świata w siatkówce kobiet w 2022 roku. Polski Związek Piłki Siatkowej będzie musiał wcześniej zapłacić nawet 40 mln zł za licencję, a jeśli do końca roku nie otrzyma od rządu zapewnienia, że pieniądze się znajdą, to zrezygnuje z imprezy. Ministerstwo sportu każe czekać trzy lata i nie obiecuje żadnej konkretnej kwoty.
Zobacz wideo

Gwarancji brak, choć we władzach Związku zasiada europoseł Prawa i Sprawiedliwości Ryszard Czarnecki, wiceprezes ds. międzynarodowych.

W najnowszym wywiadzie na stronach Polskiego Związku Piłki Siatkowej (PZPS) europoseł generalizuje: - Będę przekonywał kolegów z rządu do inwestowania w siatkówkę, bo jest ona obciążona minimalnym stopniem ryzyka. Albo inaczej: siatkówka gwarantuje wysoką stopę zwrotu inwestycji.

Gwarancji nie ma

Póki co żadnych gwarancji ze strony państwa związek nie ma. Środowisko siatkarskie nie na darmo jednak inwestuje w kontakty z obozem rządzącym.

Mówi prezes PZPS Jacek Kasprzyk: - Bardzo liczymy na zaangażowanie Ryszarda. Do wyborów do Parlamentu Europejskiego nasz wiceprezes był pochłonięty kampanią. Teraz, mam nadzieję, będzie mógł się zaangażować w pełnym wymiarze.

I zachwala walory kobiecej imprezy: - Wierzymy, że nasz wiceprezes ze swoimi zdolnościami rzetelnej argumentacji zdoła przekonać odpowiednie osoby i instytucje do zainteresowania, a przede wszystkim zaangażowania się w projekt Mistrzostwa Świata 2022 w Polsce - znakomitą platformę promocji i reklamy naszego kraju, w wydarzenie służące rozwojowi siatkówki.

Czarnecki: powinno być wsparcie państwa

W rozmowie z nami europoseł PiS uspokaja, podpierając się przy tym historią: - Siatkarskie MŚ mężczyzn w Polsce w 2014 r. zostały bardzo mocno wsparte np. przez KGHM [to państwowa spółka - red.]. W tej chwili odbywają się u nas Mistrzostwa Europy kobiet, bo udało się zająć miejsce po Czechach, które się wycofały z powodu braku rządowych gwarancji [ME Polska współorganizuje z Węgrami, Słowacją i Turcją - red.].

I dodaje: - Polski rząd takie gwarancje daje na przykład dla finansowania Igrzysk Europejskich - zresztą pierwszych, które odbędą się na terytorium Unii Europejskiej. Będą one zorganizowane w Małopolsce w 2023 r. Jest dla mnie zatem rzeczą oczywistą, że i inne wielkie imprezy, takie jak MŚ 2022 w siatkówce kobiet, powinni mieć wsparcie państwa polskiego. A to, w jakiej formie będzie się to odbywać, jest już decyzją rządu. Dziś już każde liczące się państwo traktuje podobne imprezy jako promocję kraju i sposób na animowanie turystyki sportowej, która ostatnimi laty bardzo dynamicznie się rozwija.

Kropki nad "i" jednak nie stawia, bo dawanie gwarancji finansowych to nie jego kompetencje, ale rządu i państwowych spółek.

Największa impreza w Polsce w 2022 r.

Mistrzostwa Świata w siatkówce kobiet to będzie największe wydarzenie sportowe w Polsce w 2022 r. Czy państwo będzie je współfinansować? Patrząc na sondaże: teraz i po wyborach będzie to pytanie do rządu Prawa i Sprawiedliwości.

Co zatem na to rząd? Ministerstwo Sportu i Turystyki odpisało nam: "Jeżeli w 2022 r. PZPS przedłoży kompletny i prawidłowo wypełniony formularz oferty, zostanie ona prawdopodobnie rozpatrzona pozytywnie przez Ministerstwo Sportu i Turystyki. Wysokość dofinansowania kosztów organizacji Mistrzostw Świata w siatkówce kobiet w roku 2022 będzie uzależniona od wysokości środków z budżetu państwa pozostających w dyspozycji MSiT, w danym roku kalendarzowym". Słowem: jest szansa, ale okaże się za trzy lata.

Dla PZPS-u to znakomity, ale tylko prognostyk. - Naturalnie złożymy taki wniosek, ale - jak samo ministerstwo zaznacza - wysokość środków, które trafią do MSiT, nie jest jeszcze znana - zwraca uwagę prezes związku. I zauważa, że w praktyce resortowi może chodzić o kilka milionów dotacji, a to niewiele przy kosztach MŚ.

A te są bardzo duże.

Dziesiątki milionów, a nie kilka

Samo ministerstwo podkreśla, że co rok dofinansowuje wiele największych imprez w ramach zadania "Wspieranie promocji sportu poprzez dofinansowanie organizacji imprez mistrzowskich w Polsce". Ale żadnych kwot nie jest w stanie wymienić. Wskazuje jednak środki przyznawane przy okazji innych wydarzeń siatkarskich: prawie 2 mln zł na World Tour Kobiet i Mężczyzn w siatkówce plażowej i 4,8 mln zł na Mistrzostwa Europy w piłce siatkowej kobiet.

Do szacunkowych nawet 40 mln zł za licencję na MŚ 2022 bardzo daleko.

Ministerstwo mimo to zapewnia, że siatkówka "zarówno kobiet, jak i mężczyzn to jedna z najważniejszych dyscyplin z punktu widzenia długofalowej strategii rozwoju polskiego sportu". I podkreśla, że dotacje dla siatkówki są "najwyższe spośród wszystkich dotacji przyznawanych w obrębie gier zespołowych".

Jest polityczna decyzja, jest impreza

W praktyce związkowi jednak nie chodzi o dotację z ministerstwa, ale o polityczną decyzję rządu PiS o wejściu dużych spółek Skarbu Państwa w sponsorowanie MŚ 2022.

- Wysyłamy na rynek sygnał, że mamy znakomitą ofertę promocji Polski, reklamy dla polskich firm, zresztą coraz bardziej ofensywnych na rynkach międzynarodowych. Czas jest dla nas bardzo ważnym elementem. Jeśli nie zdobędziemy środków we wspomnianym przedziale, to chcemy być uczciwi wobec FIVB i w miarę wcześnie poinformować o nasze rezygnacji. Nieprzekraczalnym dla nas terminem jest koniec bieżącego roku - podkreśla prezes PZPS.

Przetłumaczmy to na prostszy język. Piłka jest krótka: jeśli rząd PiS nie da zielonego światła państwowym spółkom, by te sponsorowały MŚ, to mistrzostw w Polsce nie będzie w ogóle.

Wedle związku mistrzostwa świata to świetna okazja dla największych polskich firm na globalną promocję. Czyli nie chodzi o dawanie pieniędzy, ale kupowanie promocji.

- Mistrzostwa świata mężczyzn sprzed pięciu lat (2014) przekazały do niemal 200 krajów obraz Polski jako nowoczesnego, kreatywnego, otwartego i gotowego do przeprowadzenia wydarzeń najwyższej rangi. Nie bez znaczenia są też sukcesy naszej dyscypliny. Dwa tytuły mistrzów świata z rzędu to pierwsze takie wydarzenie w historii gier zespołowych w Polsce i zrobiły też ogromne wrażenie w świecie sportu. Teraz czas na panie - mówi prezes PZPS Jacek Kasprzyk.

Ale imprezy nie ma bez pieniędzy. Międzynarodowa Federacja Piłki Siatkowej (FIVB) oczekuje opłaty - mówi prezes - w wysokości kilku milionów euro. Suma może zatem sięgnąć nawet 40 mln zł. A do tego dochodzą koszty organizacji - kolejnych kilkadziesiąt milionów. - Bez wsparcia zewnętrznego nie podołamy realizacji takiego wyzwania. Zaangażowanie na poziomie 60-70 proc. łącznej kwoty pozwoli na przeprowadzenie mistrzostw w Polsce - dodaje prezes.

Koszty licencji i organizacji powinny się zamknąć w kwocie 60-70 mln zł. Związek liczy zatem na ok. 40 mln zł pomocy od państwa w formie sponsoringu ze strony firm i dotacji od rządu.

Nie "drenować" kieszeni kibiców

A jeśli państwo, czy też spółki SP, nie dadzą gwarancji, to co wtedy? Rezygnacja z imprezy?

- Trudno jednoznacznie odpowiedzieć, ale taką możliwość też rozważamy. Nie możemy pozwolić sobie na ryzyko zaciągnięcia zobowiązań, z których nie będziemy w stanie się wywiązać. Musimy być odpowiedzialni. Nasza federacja regularnie organizuje wydarzenia siatkarskie najwyższej rangi, bo to służy rozwojowi dyscypliny, ale kosztów mistrzostw globu nie możemy przenosić na budżet dedykowany sportowi, ani też "drenować" kieszeni kibiców. Siatkówka jest sportem rodzinnym i ceny biletów na nasze imprezy muszą być skalkulowane na racjonalnym poziomie - mówi prezes PZPS.

Czas nie sprzyjał rozmowom z rządem

Póki co klimatu do rozmów z rządem nie było. Czas temu nie sprzyjał. Dlaczego?

FIVB w styczniu ogłosiła, że Polska z Holandią zorganizuje MŚ. Potem trwała kampania do wyborów europejskich (maj). Potem wakacje i urlopy. A teraz rumieńców nabiera już kampania do Sejmu (październik). Następne będzie się formował nowy rząd (październik-listopad). Uspokojenie sytuacji politycznej ma szansę nastąpić dopiero pod koniec roku. A związek daje sobie czas właśnie do końca roku, by znaleźć finansowanie imprezy.

Rozmów na szczeblu politycznym jeszcze nie było. PZPS: - Póki co sondujemy i czekamy na spotkanie z panem premierem lub osobą przez niego wskazaną do podjęcia tematu. Wiemy, że pan premier Mateusz Morawiecki jest bardzo przychylny inicjatywom służącym promocji Polski.

Naturalnym łącznikiem środowiska siatkarskiego z rządem PiS jest wspominany już wiceprezes PZPS ds. międzynarodowych Ryszard Czarnecki. Sam związek wkupuje się też w łaski rządu - tak premiera jak i ministra sportu - podziękowaniami za 15 mln z dla siatkarzy, co pozwoliło "drużynom narodowym na znakomite przygotowanie się do obecnego sezonu", co owocowało sukcesami, m.in. występem reprezentacji kobiet w Final Six Ligi Narodów. Już tak prozaiczna, ale droższa rzecz jak bilety lotnicze w klasie biznes, a nie ekonomicznej, mają znaczenie dla wyników na imprezach mistrzowskich.

Kobiety dziś niestety na drugim planie

Dziś siatkówka mężczyzn święci triumfy, ale windowanie polskiej siatkówki zaczęły kobiety - osławione "Złotka" pod wodzą nieżyjącego już trenera Andrzeja Niemczyka zdobyły dwa mistrzostwa Europy (w 2003 i 2005 r.). Tak eksplodowała moda na siatkówkę w Polsce. Wszystkie "Złotka" są już na reprezentacyjnej emeryturze.

Dziś na pierwszym planie są panowie, którzy w minionym roku obronili tytuł mistrzów świata i właśnie zakwalifikowali się na Igrzyska Olimpijskie w Tokio. Kobiety są w o tyle gorszej pozycji, że dla reklamodawców są mniejszym kąskiem. Wedle wyliczeń Pentagon Research wartość mediowa siatkówki ligowej kobiet to ok. 126 mln zł, a mężczyzn 633 mln zł. Wedle tych danych siatkówka jest w Polsce trzecią najatrakcyjniejszą dyscypliną - po skokach narciarskich i piłce nożnej.

Odwrót i powrót państwa do siatkówki?

Generalnie siatkówkę dotknął odwrót państwowych spółek od sponsorowania tej dyscypliny po 2015 r.

Jeszcze w latach 2012-2017 ekstraklasa siatkarek miała sponsora tytularnego (Orlen). Niedługo (w 2016 r.) po przejęciu rządów przez PiS państwowy gigant naftowy wypowiedział umowę na sponsorowanie ligi spółce Profesjonalna Liga Piłki Siatkowej S.A., która odpowiada za rozgrywki klubowe (niedawno zmieniła ona nazwę na Polska Liga Siatkówki S.A.).

Z kolei w marcu 2018 r. państwowy Orlen wypowiedział także umowę Polskiemu Związkowi Piłki Siatkowej - czyli na sponsorowanie reprezentacji. Umowa ta miała więc wygasnąć z końcem 2019 r., ale po wywalczeniu przez męską reprezentację mistrzostwa świata Orlen ekspresowo wrócił do rozmów i podpisał nową umowę, by nie porzucać drużyny, która zaczęła przynosić złote medale.

Skąd ten odwrót?

Odkręcane potem tąpnięcie w finansowaniu siatkówki nastąpiło, bo nafciarze kierowali się analizą, jaką dla władz spółki przygotował wcześniej Witold Roman, reprezentant kraju, trener i działacz sportowy. W analizie, którą widziała Gazeta.pl, napisał, że decyzje o sponsorowaniu siatkówki firma powinna podjąć po Mistrzostwach Europy 2017 r. i w zależności od wyników polskich reprezentacji.

W tamtych turniejach mężczyźni zajęli 5. miejsce, a kobiety 8. Sukcesu sportowego więc nie było, zatem Orlen zaczął się wycofywać ze sponsorowania siatkówki. Analiza przewidywała w takim wariancie scenariusz, że trzeba się przygotować na "kilka lat bez spektakularnych sukcesów". Mimo takiej kasandrycznej wizji Polacy wywalczyli rok później mistrzostwo świata. Naftowy gigant zaczął więc ekspresowo negocjować nową umowę na sponsorowanie siatkówki. Z kolei rząd pospieszył z pieniędzmi: 15 mln (w tym 5 mln zł na nagrody dla zawodników i sztabu).

Negocjacje się udały, kontraktu brak

Co ciekawe, po rozwodzie z Orlenem w 2018 r., Liga negocjowała z innym państwowym gigantem energetycznym - Tauronem. Umowa była sformułowana, a do rady nadzorczej delegowano już nawet reprezentanta spółki. Gdy gotowej umowy ostatecznie jednak nie podpisano, to członek rady zrezygnował.

Wedle naszych informacji na wynegocjowanej umowie zabrakło już tylko podpisów. Na 5 grudnia 2018 r. zaplanowano nawet konferencję Ligi i Tauronu w stołecznym klubie siatkarskim nad Wisłą. Przygotowano na to wydarzenie scenografię i ściągnięto dzieci ze szkół, by narybek ładnie się prezentował na obrazku. Na wydarzenie miał przyjechać też premier Mateusz Morawiecki, ale ostatecznie nie pozwolił na to jego kalendarz.

Gorzkie żale w liście

Dalej wszystko posypało się jak domino. Firma wycofała się z podpisania umowy w ostatniej chwili, potem KPRM odebrała już tylko pełny żalu list od władz Ligii. W liście tym czytamy: - Ośmielamy się zwrócić do pana premiera z prośbą o wsparcie umożliwiając nam pozyskanie sponsora spośród sektora spółek Skarbu Państwa.

I opisano, jak upadła umowa z państwowym gigantem energetycznym: - Jednak z nieznanych nam powodów przedstawiciele Tauron w ostatniej chwili przed zapowiedzianą konferencją prasową odwołali w niej swój udział. Zaproszeni dziennikarze zostali odwołani na trzy godziny przed ustalonym terminem konferencji.

I dalej: - Szanowny panie premierze, uprzejmie prosimy o wystąpienie w imieniu budowy ważnych wartości dla polskiego sportu i pomoc naszej pięknej i bardzo utytułowanej dyscyplinie sportu w podpisaniu umowy sponsorskiej pomiędzy Ligą a Tauronem.

Dołączono strategię, którą wynegocjowano. Odzewu ze strony KPRM nie było. Podpisania umowy też nie sfinalizowano. Sprawa upadła.

Sam Tauron tłumaczył to później m.in. tym, że w obliczu rosnących cen prądu - a Tauron jest jego wytwórcą - minister energii nakazał oszczędności także w sferze sponsoringu. Koncern wyraził gotowość do powrotu do rozmów w kwietniu, ale nic z tego nie wyszło.

Po upadku rozmów Ligi z Tauronem, do gry weszła kolejna państwowa spółka, by pozostać sponsorem tytularnym ligi kobiet. Ale i te rozmowy upadły.

Teraz zdaniem PZPS jeśli nie ruszą rozmowy i nie będzie obietnicy wsparcia ze strony spółek SP, to padnie też plan zorganizowania MŚ kobiet w 2022 roku.