Dera: Dymisja Piebiaka nie kończy sprawy. "Jestem ciekaw, co z tej wrzawy medialnej wyjdzie"

- Jesteśmy w czasie kampanii wyborczej i takie sprawy się załatwia szybko, żeby one nie rzutowały na kampanię wyborczą, stąd domyślam się, że jest dymisja. Jednak dla mnie to nie kończy tematu - stwierdził Andrzej Dera, minister w Kancelarii Prezydenta. Podkreślił jednocześnie, że każda strona ma prawo do obrony i wyjaśnień.

Sprawa byłego już wiceministra sprawiedliwości Łukasza Piebiaka, który miał utrzymywać kontakty ze znaną internetową hejterką Emilią i w ten sposób nadzorować akcję dyskredytowania sędziów niezgadzających się z reformą wymiaru sprawiedliwości, nadal rozgrzewa polityków i opinię publiczną. W środowym odcinku programu "Tłit" Wirtualnej Polski na ten temat wypowiadał się prezydencki minister Andrzej Dera

Dera: Takie sprawy załatwia się szybko

Andrzej Dera nie traktuje doniesień portalu Onet.pl jako afery. - Dziennikarze mogą wszystko napisać, ale o aferze można mówić, jeśli coś zostanie udowodnione. Na razie są zarzuty postawione przez dziennikarzy. Proszę zwrócić uwagę, że wczoraj wieczorem ukazał się też list męża tej pani mówiący o tym, że ta osoba jest chora. Więc to też rzuca jakby inne światło - podkreślił.

Jak dodał, znaczenie ma fakt, że trwa kampania wyborcza. - Takie sprawy się załatwia szybko, żeby one nie rzutowały na kampanię wyborczą, stąd ja domyślam się, że jest dymisja. Natomiast nie odmawiam każdej z takich osób prawa do obrony swojego imienia, czy to robił, czy nie robił. I wtedy będziemy mogli rozmawiać o tym, czy rzeczywiście to miało miejsce, czy to są tylko, nie wiem, wymysły tej pani - stwierdził prezydencki minister.

Według ministra Bery będzie dalszy ciąg sprawy

Andrzej Dera zaznaczył, że dla niego "dymisja nie kończy tematu". Wyjaśnił jednak, że chodzi mu o to, że Łukasz Piebiak ma prawo do obrony i powinien to zrobić. - Mnie będzie interesował dalszy ciąg tego, bo myślę, że dalszy ciąg będzie. To jest sprawa już tej osoby, która postawione miała w ten sposób zarzuty, ma prawo do obrony i jestem ciekaw, co z tej całej na razie bardzo mocnej wrzawy medialnej wyjdzie - powiedział.

Andrzej Dera nie uważa jednocześnie, że przeszkodą będzie fakt, że zarówno prokuratura, jak i Ministerstwo Sprawiedliwości, w którym miało dochodzić do łamania prawa, podlegają Zbigniewowi Ziobrze. Tłumaczy, że skoro Łukasz Piebiak chce bronić swojego dobrego imienia, to podczas postępowania cywilnego, nie karnego, będzie musiał przedstawić dowody na to, że to dobre imię zostało naruszone i że nic z tego, co opisał Onet, nie miało miejsca. - Orzekał w tej sprawie będzie sąd, nie prokuratura - podkreśla minister w Kancelarii Prezydenta.

"To, co się działo, nie dotyczy Ministerstwa Sprawiedliwości"

Według prezydenckiego ministra nie ma uzasadnienia dla dymisji Zbigniewa Ziobry, której domaga się opozycja. - To, co się działo, nie dotyczy Ministerstwa Sprawiedliwości. To są czyny indywidualne, które nie działy się w Ministerstwie Sprawiedliwości, tylko poza nim, o ile Łukasz Piebiak prowadził jakąś korespondencję - stwierdził Andrzej Dera.

Zobacz wideo