Konferencja jak z "Misia" chwilę przed rezygnacją Kuchcińskiego. "Nie godzi się słuchać, wybitny mąż stanu"

Chwilę przed ogłoszeniem rezygnacji Marka Kuchcińskiego TVP Info transmitowała konferencję podkarpackich samorządowców, którzy współpracowali z odchodzącym marszałkiem. Działacze nie mogli się go nachwalić. - Mamy moralne prawo, aby udzielić wsparcia panu marszałkowi. Jesteśmy wdzięczni za jego osobiste zaangażowanie i działania, które służą tym, którzy w Bieszczadach żyją - podkreślali.
Zobacz wideo

Samorządowcy z Podkarpacia postanowili wyrazić swoje głębokie poparcie dla Marka Kuchcińskiego. Pół godziny przed ogłoszeniem dymisji marszałka zwołali konferencję prasową, której przebieg przypominał sceny dobrze znane z filmów Stanisława Barei, także styl wypowiedzi był zaskakująco znajomy. 

Konferencja prasowa samorządowców

Na samym początku widzowie TVP Info usłyszeli: - Łączy nas dobro naszego terenu, dobro Bieszczadów i naszych mieszkańców. Łączy nas także pewna przyzwoitość i chęć oddania sprawiedliwości prawdzie.(...) Łączy nas także chęć wsparcia pana marszałka Marka Kuchcińskiego, który załatwiał nasze, bieszczadzkie interesy".

Przedstawiciele starostw saneckiego i leskiego, burmistrz miasta Zagórz, oraz wójtowie gmin Wircza, Cisna, Czarna, Komańcza, Lutowiska, Olszanica, Solina, Trawa Wołoska wystosowali specjalne oświadczanie, które przeczytał burmistrz miasta Zagórz Ernest Nowak. Zaczęli od jasnego stwierdzenia:

Chcemy wyrazić poparcie dla pana marszałka Sejmu RP Marka  Kuchcińskiego oraz dezaprobatę dla formy i treści ataków prowadzonych na jego osobę. Pan marszałek był częstym gościem w Bieszczadach, a jego wizyty były odpowiedzią na zaproszenia samorządów, organizacji społecznych oraz lokalnych społeczności.

Podkreślili, że w trakcie tych spotkań mieszkańcy i samorządowcy mogli mu głośno powiedzieć o swoich bolączkach. "Rozmawialiśmy i poszukiwaliśmy rozwiązań najważniejszych problemów. Pan marszałek (...) zawsze wyrażał duże zainteresowanie naszymi kłopotami i wykazywał wolę pomocy w ich rozwiązaniu" - czytał z zaangażowaniem burmistrz Nowak.

Dlatego też "czynienie zarzutu panu marszałkowi, z tytułu, iż często podróżował w Bieszczady z wykorzystaniem transportu lotniczego jest niesprawiedliwe i wynika ze złej woli".  - W sytuacji, gdy jako marszałek Sejmu we wczesnych godzinach odbywał spotkanie w Warszawie lub za granicą, a wieczorem miał spotkanie w Bieszczadach, jakaż była możliwość dotarcia do celu? - pytał retoryczne Nowak. Dodał, że gdyby zrezygnował z samolotów miałby bardzo ograniczone i niekorzystne możliwości: "W sytuacji bardzo aktywnego sprawowania urzędu przez marszałka, pozostawałoby mu albo zrezygnowanie z funkcji, albo w Bieszczady nie przyjeżdżać" - a tego by nikt nie chciał. 

Mamy moralne prawo, aby w zaistniałej sytuacji udzielić wsparcia panu marszałkowi. Jesteśmy wdzięczni za jego osobiste zaangażowanie i działania, które służą tym, którzy w Bieszczadach żyją i tym, którzy je odwiedzają 

- zakończył burmistrz.

Wójt gminy Cisna o Marku Kuchcińskim: Nie godzi się słuchać, co wyczynia się z tak wybitnym mężem stanu

Potem kolejni wójtowie wyliczali liczne zasługi marszałka Marka Kuchcińskiego. Samorządowcy podkreślali, że przez lata swojej kariery w administracji nie spotkali tak zaangażowanego w sprawy ich regionu polityka. Tak okazało się, że na nartach w Bieszczadach jeździł, bo otrzymał zaproszenie od gminy Cisna. - Nie godzi się słuchać, co wyczynia się z tak wybitnym mężem stanu - podkreśliła wójt gminy Cisna Renata Szczepańska. 

- Tylko naiwni mogą sądzić, że mógł tutaj przyjeżdżać furmanką - padło podczas wystąpienia samorządowców, którzy bronili wyboru środka transportu przez Kuchcińskiego. Dowodem na skromność marszałka miało być również to, że zapraszał samorządowców na pierogi w czasie spotkań w hotelach.

Na sam koniec wystąpienia padło pytanie od dziennikarzy, jak zachwyceni dokonaniami marszałka Kuchcińskiego samorządowcy skomentują fakt, że zabierał ze sobą w służbowe podróże rodzinę. Także tutaj znalazła się odpowiedź. Pani wójt zauważyła, że inaczej nie miałby szans spędzać czasu z rodziną i dodała: - Gdybym ja była żoną marszałka, no też niestety nie jechałabym w Bieszczady osłem czy dorożką.