Poseł Sanocki awanturował się w urzędzie wojewódzkim. "Za Hitlera tego nie było"

Poseł Janusz Sanocki awanturował się w Urzędzie Wojewódzkim w Opolu. Nie chciał się wylegitymować przed wejściem do opolskiej delegatury Krajowego Biura Wyborczego. Zamiast tego wyłamał jedną z bramek. Z urzędu wyprowadziła go policja. - To bezprawne działanie, a także ograniczanie swobód obywatelskich - skomentował polityk.
Zobacz wideo

W Urzędzie Wojewódzkim w Opolu Janusz Sanocki pojawił się w poniedziałek koło południa. Chciał dostać się na spotkanie do opolskiej delegatury Krajowego Biura Wyborczego. Zaskoczyła go jednak obecność bramek, które funkcjonują tam od kwietnia. Aby móc przez nie przejść, należy podać cel wizyty, a następnie wylegitymować się. Następnie otrzymuje się specjalną przepustkę - informuje "Nowa Trybuna Opolska"

Poseł Sanocki wyłamał bramkę w opolskim Urzędzie Wojewódzkim

Januszowi Sanockiemu najwyraźniej nie spodobały się nowe zasady opolskiego Urzędu Wojewódzkiego. - Dostałam informację z biura ochrony, że mamy dziwne, agresywne zachowanie jednego pana, który przyszedł do urzędu i zaczął krzyczeć. Nie chciał podejść do biura przepustek, żeby ją otrzymać i wejść na teren urzędu, tak jak to jest przyjęte zgodnie z procedurami. Podszedł do bramki i wykrzykiwał, że i tak tu wejdzie. Chwycił za bramkę, wyłamał ją i wszedł dalej - powiedziała w rozmowie z TVN 24 Izabela Bryja, dyrektor generalny Urzędu Wojewódzkiego w Opolu.

Pracownicy urzędu byli zmuszeni wezwać policję, która ostatecznie wyprowadziła Janusza Sanockiego z budynku. Całą sytuację zarejestrował opolski radny PO Przemysław Pospieszyński. 

Sanocki: Czyn rewolucyjny

Według posła Janusza Sanockiego postawienie bramek w opolskim Urzędzie Wojewódzkim jest niezgodne z prawem. - Dlaczego tak ograniczać wolność obywatelską? Ja walczyłem o wolność! O wolną Polskę! A nie o to, że byle urzędnik może z nami zrobić wszystko. Tu nigdy nie było żadnych przepustek, bo one są niepotrzebne! Dlatego zbuntowałem się i wyłamałem bramkę. Zrobiłem to w interesie obywateli - tłumaczył "Nowej Trybunie Opolskiej". Rozmawiając z TVN 24 nazwał swoje zachowanie "czynem rewolucyjnym".

- Tego nigdy nie było. Za Stalina tego nie było, za Hitlera tego nie było w tym urzędzie - to jest budynek, który Hitlera pamięta - usprawiedliwiał się poseł w rozmowie z RMF FM.

Janusz Sanocki zapowiedział, że podobnie jak marszałek Sejmu Marek Kuchciński wpłaci pieniądze na kontro Caritasu w ramach zadośćuczynienia za zniszczenie bramek. Nie wiadomo jeszcze, czy urząd wojewódzki pociągnie posła do odpowiedzialności.

To nie pierwszy taki wybryk posła Sanockiego

Janusz Sanocki, obecnie poseł niezrzeszony, a wcześniej związany z ruchem Kukiz '15, znany jest ze swoich dość kontrowersyjnych reakcji. W marcu tego roku zasłynął dzięki swoim żartom na temat gejów przed posiedzeniem Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka. "A wiesz, jak Jasiu się pyta w szkole: proszę pani, a jak się rozmnażają geje, przez podział czy przez pączkowanie? A pani mówi: Jasiu, ani tak, ani tak - przez indoktrynację" - dzielił się m.in. takimi żartami, co zarejestrowały kamery TVN.

Nieco ponad rok wcześniej podczas obrad tej samej komisji puściły mu nerwy, kiedy przerwał mu poseł Arkadiusz Myrcha. - Nie przerywaj mi, gówniarzu! Nie przerywaj mi! - takie i inne podobne zdania wtedy wykrzykiwał.

Więcej o: