Jest "przepraszam", ale nie ma dymisji. Myślicie, że afera z Kuchcińskim zmiecie PiS? Nic bardziej mylnego [ANALIZA]

Lotnicza afera z Markiem Kuchcińskim i jego rodziną jest najpoważniejszym polityczno-wizerunkowym problemem Prawa i Sprawiedliwości w ostatnich miesiącach. Zwłaszcza że wbrew przypuszczeniom marszałek Sejmu nie podał się do dymisji. Jeśli jednak ktoś myśli, że "afera samolotowa" zatopi obóz władzy, powinien przestać się łudzić.
Zobacz wideo

Około 100 lotów marszałka Marka Kuchcińskiego, koszt: co najmniej cztery mln zł. Liczby nie kłamią. Proceder korzystania z rządowej floty samolotów i śmigłowców przez marszałka Sejmu zakrojony był na ogromną skalę. Druga osoba w państwie nie tylko traktowała rządowe maszyny jak osobiste powietrzne taksówki (Kuchciński latał do domu na weekendy i święta, a wracał na posiedzenia Sejmu), ale też często przewoziła nimi członków swojej rodziny. 

Wszystkie loty marszałka miały status HEAD, co oznacza, że Służba Ochrony Państwa musiała zapewnić im szczególne zabezpieczenie (obejmujące m.in. zapasowy samolot albo śmigłowiec), właściwe dla przewozu najważniejszych osób w państwie. Status HEAD, jak wyliczyli dziennikarze Onetu, oznacza też dwukrotne zwiększenie kosztów podróży. To dlatego 98 lotów marszałka Sejmu od marca 2018 do maja 2019 roku, które wziął pod lupę Onet, kosztowało polskiego podatnika co najmniej 4 mln zł.

Sprawę, z oczywistych powodów, szybko podchwyciły opozycja i media, więc Jarosław Kaczyński zaordynował Kuchcińskiemu wpłacenie na Caritas 15 tys. zł (to koszt przewozu członków rodziny na trasie Warszawa-Rzeszów po cenach rejsowych biletów LOT-u). Prezes PiS-u zapowiedział też uregulowanie przepisów dotyczących służbowych lotów najważniejszych osób w państwie w sposób, "w jaki oczekuje tego opinia publiczna".

Teoretycznie powinno to zamknąć całą sprawę, tak jak zawsze działo się w przeszłości, jednak na światło dzienne zaczęły wychodzić kolejne niewygodne dla PiS-u fakty związane z podróżami marszałka Sejmu (m.in. ich coraz większa liczba, horrendalne koszty czy fakt, że media były w tej sprawie okłamywane). Wydawałoby się, że taki skandal powinien zatopić PiS, ponieważ uderza w fundamenty wizerunku, który wykreowali sobie rządzący - partii bliskiej ludziom, skromnej, uczciwej, przedkładającej dobro państwa nad własne interesy. Tyle że logika nie ma tu nic do rzeczy. Żeby zrozumieć, dlaczego tak nie będzie, trzeba wyjść z własnej wielkomiejsko-medialno-towarzyskiej bańki. O tym poniżej.

POWÓD NR 1: Może i kradną, ale dzielą się bogactwem państwa

Rozmawiając z wyborcami i sympatykami PiS-u albo czytając ich komentarze o "aferze samolotowej" w mediach społecznościowych, można wysnuć prosty wniosek: nawet jeśli "dobra zmiana" ma coś za uszami, to przynajmniej jako pierwsza dzieli się z narodem bogactwem państwa. Truizmem jest stwierdzenie, że miażdżąca większość obywateli (może nawet wszyscy?) w ocenie sytuacji politycznej i swoich politycznych wyborach kieruje się własnym interesem i położeniem. Zwłaszcza materialnym i zawodowym. Tymczasem skoro tutaj nie ma powodów do narzekań (rozszerzone "500 plus", 300 zł na wyprawkę dla uczniów, niższy wiek emerytalny, wyższa stawka godzinowa czy wyższa płaca minimalna), to co obchodzi ich jakiś latający rządowymi samolotami jegomość, który żyje w odległej stolicy i dla mas jest "człowiekiem z telewizora"? To historia nie z ich świata i na ich świat nijak niewpływająca, a skoro tak, to nie przywiązują do niej większej wagi.

POWÓD NR 2: Może i kradną, ale poprzednicy też kradli

Drugi z koronnych argumentów przewijających się w dyskusji nad procederem, którego dopuścił się marszałek Kuchciński, jest taki, że przecież nie zrobił niczego nowego. Politycy zawsze latali i jeździli za państwowe. Tu pojawiają się dwa sztandarowe przykłady z czasów poprzedniej ekipy - premiera Donalda Tuska i marszałka Senatu Bogdana Borusewicza.

Faktycznie, Tusk często latał rządowym samolotem, żeby weekendy spędzać w domu w Sopocie. Jak wyliczył w 2011 roku tygodnik "Wprost", przez pierwsze trzy i pół roku kadencji Tusk odbył 175 lotów na trasie Warszawa-Gdańsk i Gdańsk-Warszawa, które łącznie mogły kosztować budżet państwa nawet sześć mln zł. Borusewicz dla finansów państwa był znacznie mniejszym obciążeniem, bo chociaż w latach 2007-13 odbył aż 713 lotów pomiędzy Warszawą i Gdańskiem, to jak ustalił "Super Express", na Pomorze i z Pomorza latał samolotami rejsowymi. Koszt podróży wyniósł więc niecałe 400 tys. zł.

Powyższy przekaz konsekwentnie powtarzają politycy obozu władzy i sekundujący im dziennikarze prorządowych mediów. W myśl zasady: może i kradniemy, ale oni też kradli. Jakby zapominając przy tym, że PiS od koalicji PO-PSL miało się odróżniać właśnie wyższością moralną, większą etyką pracy i szacunkiem zarówno do państwa, jak i obywateli. Dla najzagorzalszych wyborców PiS-u ta linia obrony jest w zupełności wystarczająca. Jeśli za znienawidzonej Platformy można było tak robić, to dlaczego teraz ma być z tego powodu raban? Tym bardziej że jako społeczeństwo od lat mamy o polityce i politykach jak najgorsze zdanie - prestiż tego zawodu szoruje po dnie, podobnie jak zaufanie do polityków i instytucji państwowych (czytaj: jako społeczeństwo nie oczekujemy od polityków, że będą zachowywać się jak należy).

POWÓD NR 3: Pomocna dłoń z Woronicza

W utwierdzaniu Polek i Polaków w takim przeświadczeniu partii rządzącej, jak zawsze, wymiernie pomaga Telewizja Polska i inne zaprzyjaźnione z władzą redakcje. W ich tekstach i materiałach o biurze podróży "Marszałek Travel" - tak sprawę Kuchcińskiego złośliwe określają politycy opozycji - usłyszymy co najwyżej o hipokryzji opozycji i mediów, którym podobne standardy za poprzedniej ekipy rządzącej nie przeszkadzały. Rzecz w tym, że o lotach Tuska czy Borusewicza nikt nigdy by się nie dowiedział, gdyby nie takie redakcje jak "Newsweek", "Wprost" czy "Super Express". Dzisiaj chyba nikt nie wyobraża sobie, że aferę wokół lotów Kuchcińskiego ujawnia i nagłaśnia "Gazeta Polska", "Sieci" albo wPolityce.pl.

POWÓD NR 4: Kowalski ma na głowie inne rzeczy

Rozpatrując sprawę lotów Kuchcińskiego oraz jej potencjalną siłę rażenia dla PiS-u dziennikarze, komentatorzy i politycy opozycji zbyt często i zbyt mocno skupiają się na wielkomiejsko-medialnej bańce, w której żyją na co dzień. Tymczasem patrzenie na problem z perspektywy liberalno-lewicowych metropolii albo towarzystwa wzajemnej adoracji na Twitterze i Facebooku znacząco wypacza percepcję całości. O tym, jaka jest realna waga podniebnych wojaży Kuchcińskiego dla partii Kaczyńskiego mówi to, jak patrzy na ten temat prowincja. Tymczasem prowincji ta sprawa nie obchodzi, bo ani jej nie dotyczy, ani jej nie szkodzi.

Dlaczego to ważne? Bo właśnie na prowincji bije serce "dobrej zmiany". To na wsi Zjednoczona Prawica w eurowyborach zdobyła niemal 50 proc. głosów. Polską prowincję znacznie bardziej od sprawy Kuchcińskiego obchodzą takie tematy jak coraz mocniej drożejąca żywność, ciągnące się w nieskończoność kolejki do lekarzy specjalistów, wykluczenie komunikacyjne (choćby brak PKS-ów, które rząd miał przywrócić) czy klęski naturalne i ich skutki.

POWÓD NR 5: Klucz to pozory

Wreszcie, jeśli chodzi o sytuacje kryzysowe, PiS jest mistrzem gry pozorów. Najpierw bada, czy dana sprawa rzeczywiście ma szansę "żyć" medialnie dłużej niż dwa, trzy dni. Ergo - czy jest potencjalnym zagrożeniem wizerunkowym albo politycznym. Potem sprawdza, jak problematyczną kwestię postrzegają ich wyborcy. Czasami jest to kwestia wsłuchania się w komentarze w mediach społecznościowych, czasami zebrania głosów z "terenu", a czasami zlecenia badań fokusowych. W końcu partia wykonuje ruch - pozorne lub nieznaczne ustępstwo, które co prawda nie rozwiązuje istoty problemu, ale w budowaniu politycznej narracji pozwala przyjąć stanowisko "No, przecież już coś w tej sprawie zrobiliśmy. Temat zamknięty". Zazwyczaj wiąże się to z konferencją albo wywiadem prezesa Kaczyńskiego, który na Nowogrodzkiej ma status najwyższej instancji w sprawach wszelakich. Ostatni etap to czekanie - aż sprawa umrze śmiercią naturalną albo opozycja i sprzyjające jej media ją "przegrzeją". W międzyczasie "odpowiednie" zachowanie rządzących nagłaśnia i gloryfikuje grupa zaprzyjaźnionych z władzą redakcji.

Dokładnie tak samo było w przypadku lotów marszałka Kuchcińskiego, który musiał przekazać 15 tys. zł na Caritas. Dodatkowo prezes Kaczyński zarządził zmianę przepisów określających loty najważniejszych osób w państwie. Dlaczego? Bo, jak stwierdził w wywiadzie dla Polskiej Agencji Prasowej, "trzeba się liczyć z opinią publiczną, to istotny aspekt demokracji". Po raz pierwszy to jednak nie wystarczyło. Konieczna była dogrywka w postaci konferencji marszałka Kuchcińskiego, który przeprosił wszystkich urażonych jego służbowymi podróżami i obiecał wpłacić 28 tys zł na Fundusz Modernizacji Sił Zbrojnych (to cena za lot, który z Rzeszowa do Warszawy rządowym samolotem odbyła jego żona).

STAN GRY: W tym szaleństwie jest metoda

Brak dymisji marszałka Kuchcińskiego to odważna decyzja Nowogrodzkiej. Ktoś powiedziałby, że lekkomyślna i niebezpieczna, ale to nie do końca prawda. Jeśli po półtora tygodnia polityczno-medialnego "grillowania" drugiej osoby w państwie kierownictwo PiS-u doszło do wniosku, że Kuchciński zostaje, to nie ma w tym przypadku czy zwłaszcza sentymentów do starego druha z Zakonu PC. Zawczasu musiały zostać zlecone szczegółowe badania elektoratu, z których wyszło, że "afera samolotowa" nie stanowi większego ryzyka w kontekście jesiennych wyborów. Co za tym idzie, nie trzeba wybierać między dobrem partii a lojalnością wobec jednego z zaufanych ludzi prezesa.

Decyzja o pozostawieniu Kuchcińskiego na stanowisku ma też jednak swoje minusy. Oczywiste. To doskonałe paliwo dla opozycji, która - jeśli marszałek Sejmu będzie piastować swoją funkcję do końca kadencji - przez kolejne trzy miesiące będzie mogła opowiadać Polakom o rozpasaniu władzy i złamaniu obietnic złożonych w 2015 roku (dla tych, którzy nie pamiętają: miało nie być buty i arogancji władzy). Koalicja Obywatelska, Lewica i Koalicja Polska będą mogły uderzać PiS w najwrażliwsze dla niego miejsce, czyli wizerunek partii pryncypialnej, uczciwej i wyznaczającej najwyższe standardy moralne w polityce.

Inna rzecz, że ocalenie głowy Kuchcińskiego oznacza koniec marzeń Zjednoczonej Prawicy o poważniejszym wejściu do metropolii i dużych miast. Zapowiadał to m.in. wicepremier Jarosław Gowin, świadomy tego, że na dłuższą metę efektywne rządzenie państwem bez poparcia wielkich miast albo nawet w kontrze do nich będzie nieefektywne i trudne. To w największych miastach PiS miało też rezerwy, jeśli chodzi o mobilizację wyborców i wyborcze punkty. To tam jest wielu wyborców wahających się, na kogo głosować albo czy głosować w ogóle. Oszczędzając marszałka Sejmu, PiS z pewnością nie pozyskało ich poparcia, a być może zachęciło ich do głosowania na opozycję.

Co ważne, choć na razie sondaże partii władzy ani drgną, to wskutek powyższego perspektywa zdobycia większości konstytucyjnej staje się nierealna. Nawet więcej, PiS-owi z rąk powoli zaczyna wymykać się też większość trzech piątych, która pozwalałaby odrzucać prezydenckie weto, a która do tej pory wydawała się jak najbardziej realnym celem na jesienne wybory. O tym, czy straty w wyniku "afery samolotowej" będą większe, zadecyduje dalszy przebieg kampanii w wykonaniu (zwłaszcza) Zjednoczonej Prawicy i Koalicji Obywatelskiej. Pewne jest jedno - rządzący właśnie bardzo mocno ograniczyli sobie margines błędu.

Więcej o:
Komentarze (692)
Afera samolotowa. Loty Marka Kuchcińskiego rządowymi samolotami
Zaloguj się
  • czarnyminio

    Oceniono 154 razy 134

    Jestem po niedzielnym obiedzie z bratem i jego rodziną . Pisiaki . Nieprzemakalni , zamknięci na argumenty. Albo nie chcą słuchać albo twierdzą ,że powtarzam zasłyszane kłamstwa i mi współczują ,że jestem taki głupi. Tragikomedia. Przeraża mnie to ,że duża część Polaków to tacy ludzie jak moi bliscy. Cienko to wszystko widzę.

  • ar.co

    Oceniono 124 razy 114

    Wniosek: elektorat PiS to dokładnie tacy sami złodzieje, jak Kuchciński, tylko nie ma możliwości okradzenia budżetu na 4 miliony. Więc zadowala się łapówkami wyborczymi w postaci 500+, rozgrzesza tych kłamców z PiS, którzy okradają go na miliony i liczy, że jeszcze jakieś resztki "dojna zmiana" mu rzuci.

  • oloros11

    Oceniono 83 razy 77

    to jest nasz chłopaK , ziom - patrz ma okazje to bierze /krAdnie?/ nie jest jakas gapa no i Prawdziwy-Polak -KATOLIK, NASZA KREW

  • kaczyzmowi_stop

    Oceniono 77 razy 69

    Sposób myślenia jaki usłyszałem od jednego pisbolszewika. O wójcie, który przywłaszczył sobie milion złotych. No i co z tego, że wziął dla siebie? Przecież załatwił z Uni 24 miliony złotych. Załatwił światłowód, wyasfaltował drogę, odnowił szkołę, wybudował boisko. Inny by więcej ukradł i nic nie zrobił.
    Jest przyzwolenie na kradzież dla tych co się "dzielą".

  • jottsp

    Oceniono 63 razy 61

    Kuchciński - Marszałek Sejum RP -kłamał, jak i kłamała jego kancelaria, kancelaria Marszałka Sejmu RP !!!! I tacy ludzie chcą ustanawiać standardy moralne i kandydować na posła RP !!!

  • bezy2008

    Oceniono 62 razy 58

    Ile kilogramów ośmiorniczek zeżarła rodzinka Kuchcińskich na pokładzie tych samolotów?

  • 1-mark-adams

    Oceniono 48 razy 46

    Proponuję nie płacić za przejazd pociągami, autobusami, tramwajami. Przecież i tak jeżdżą. Chyba że nas złapią, ale wtedy nie będziemy płacić żadnej kary, tylko za normalny bilet. Tak przecież jest uczciwie.

  • kamuimac

    Oceniono 50 razy 46

    pisowi nic sie nie stanie - polacy mają jasny pogląd " wszyscy politycy kradli - ci są dobrzy bo sie dzielą"

    a tradycja oszustwa i złodziejstwa ma sie w narodzie bardzo dobrze

  • rggg

    Oceniono 47 razy 43

    Prezydent marionetka, premier kłamca, marszałek złodziej, prezio dewiant a suweren daje PiS'owi 45% procent poparcia! Piękny jest ten nasz kraj!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX