Mateusz Morawiecki chce przejąć "królestwo Kazimierza Kujdy". Jego człowiek ma udobruchać UE

Jacek Gądek
Jak ustaliła Gazeta.pl, Mateusz Morawiecki polecił ministrowi środowiska Henrykowi Kowalczykowi wyrzucić do kosza wyniki konkursu na prezesa Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Faworytem premiera w nowym konkursie jest Piotr Woźny, jego zaufany człowiek. Tak szef rządu chce przejąć kontrolę nad "królestwem Kazimierza Kujdy".
Zobacz wideo

- Premier nie jest zadowolony z tego, jak wyglądają relacje z Komisją Europejską. Chce więc oddać NFOŚ w ręce osoby, która będzie bardziej sprawcza - mówi nam osoba bliska ministerstwu i NFOŚ-a. - W KPRM-ie doszli do wniosku, że trzeba znaleźć kogoś, kto będzie w stanie z jednej strony spełnić oczekiwania KE ws. programu "Czyste powietrze", a z drugiej robić to, co robił dzisiejszy p.o. prezesa Marek Ryszka - dodaje.

Nowy prezes NFOŚiGW ma zatem przede wszystkim udobruchać Komisję Europejską, która zagroziła odebraniem nawet 8 miliardów złotych na program "Czyste Powietrze". Piotr Woźny jest obecnie pełnomocnikiem premiera do spraw tego programu.

Piotr Woźny nowym prezesem? - Jeżeli znajdzie się w gronie kilku najlepszych kandydatów, to jego szanse nie są małe. Jedne z większych - słyszymy.

Na giełdzie nazwisk pojawiał się też wiceminister środowiska Michał Kurtyka, ale on jest aktualnie prezydentem COP24 (to Konferencja Narodów Zjednoczonych w sprawie Zmian Klimatu) i jego kadencja trwa tam do grudnia.

Gigant z miliardami

Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej jest główną instytucją finansującą ochronę środowiska w Polsce. NFOŚ to więc ogromne pieniądze: ma 13,5 mld zł kapitału. Z kolei łączny budżet programu "Czyste Powietrze" w latach 2018-29 to 103 mld, a 6 - 8 mld zł miała dać Unia Europejska.

Fundusz to też dobre narzędzie w polityce, bo jest dobrodziejem Polski lokalnej - rozdziela przecież pieniądze na inwestycje. Przez długie lata NFOŚ był "królestwem Kazimierza Kujdy". Jednak w lutym okazało się, że Kujda był zarejestrowany przez komunistyczną SB jako tajny współpracownik "Ryszard". Złożył dymisję, ale cały czas jest w kręgu Jarosława Kaczyńskiego, czeka na autolustrację przed sądem.

Gdy w lutym Kujda odchodził z NFOŚ-a, minister środowiska Henryk Kowalczyk obiecywał szybkie wyłonienie następcy. Po pół roku widzimy, że nie dotrzymał słowa.

Pilny konkurs do kosza

Po pilnym konkursie 8 marca rada nadzorcza NFOŚ wysłała do Kowalczyka swoją uchwałę z trzema nazwiskami najlepszych kandydatów - wśród nich był też obecny p.o. prezesa Marek Ryszka. Prawo ochrony przyrody mówi w art. 400i: "Prezes Zarządu Narodowego Funduszu powoływany [jest] przez ministra właściwego do spraw środowiska, spośród osób wyłonionych w drodze otwartego i konkurencyjnego naboru, oraz odwoływany przez ministra właściwego do spraw środowiska - na wniosek Rady Nadzorczej Narodowego Funduszu". Rada zrobiła więc swoje.

A minister? Kowalczyk po ponad czterech miesiącach odesłał Funduszowi tę uchwałę rady, ale z drobnym dopiskiem: "bez wyboru". De facto Kowalczyk więc wyrzucił cały konkurs do kosza, choć pół roku temu naciskał na jego szybkie rozpisanie i rozstrzygnięcie.

Wedle naszych informacji w Ministerstwie Środowiska przed wyrzuceniem zakończonego konkursu do kosza doszło do scysji, czy to w ogóle zgodne z prawem. - Ilu prawników, tyle opinii - bagatelizuje jeden z urzędników bliski resortowi.

Prof. Marek Chmaj, kierownik Katedry Prawa Publicznego i Praw Człowieka Wydziału Prawa w Warszawie Uniwersytetu SWPS: - Skoro jest przepis ustawy, który stanowi, że minister powołuje prezesa NFOŚiGW spośród kandydatów wyłonionych przez radę nadzorczą w konkursie, to ma obowiązek go powołać. Praktyka urzędnicza często jednak idzie w innym kierunku - jeśli minister nie jest usatysfakcjonowany żadnym z kandydatów, to nakazuje powtórzenie konkursu. Wypadałoby jednak, aby uzasadnił, dlaczego nie dokonuje wyboru, do którego jest zobowiązany przez prawo. Moim zdaniem minister miał tutaj obowiązek dokonać wyboru, chyba że odmawiając takiego wyboru swoją decyzję uzasadnia i nakazuje ponowne przeprowadzenie konkursu.

Jak pisaliśmy na Gazeta.pl, ostateczne rozstrzygnięcie, kto ma być prezesem Funduszu, wstrzymywał do tej pory premier Mateusz Morawiecki. P.o. prezesa utrzymywano w stanie nieformalnego okresu próbnego. Ten - zdaniem premiera - wypadł zbyt słabo.

- Czas realizacji i możliwości sprawcze dzisiejszego p.o. prezesa nie są oceniane celująco, ale dostatecznie. A to za mało, żeby na gorący przez wybory parlamentarne czas powierzać mu NFOŚ. Okres jest taki, że nie bierzemy pod uwagę konfliktów i błędów - słyszymy od rozmówcy bliskiego rządu.

Rada nadzorcza Funduszu rozpisała już nowy konkurs. Dziś faworytem do schedy po Kujdzie jest zaufany człowiek premiera - Piotr Woźny. Co ciekawe, Woźny był już krótko wiceprezesem Funduszu, ale szybko popadł w konflikt z Kujdą, który ma opinię zamordysty, i odszedł.

Co przeważyło o wyrzuceniu konkursu do kosza? Jak słyszymy od urzędnika bliskiego NFOŚ-owi i resortowi, czarę przelał bardzo ostry list Marca Lemaitre, dyrektora generalnego KE do spraw polityki regionalnej i miejskiej. - Zdziwiliśmy się, że ton listu z Komisji Europejskiej jest aż tak ostry - słyszymy od jednego z urzędników. 

Przeczytaj także:

Synowie Kujdy i Tomaszewskiego z posadami w państwowym banku

J. Kaczyński mówi, że nie wiedział o Kujdzie. Ale do teczki "Ryszarda" zajrzano, gdy został premierem

W czerwcu list ten ujawniła "Gazeta Wyborcza". Komunikat Brukseli był prosty: program "Czyste Powietrze" nie działa, a jeśli strona polska go nie usprawni wedle oczekiwań UE, to przepadnie dofinansowanie z unijnych środków (nawet 8 mld zł). - Obecny program nie kwalifikuje się do uzyskania funduszy strukturalnych - napisał w liście Lemaitre.

Utrata takich pieniędzy w przededniu wyborów parlamentarnych to dla PiS byłaby koszmarna wpadka.

Komisja Europejska oczekiwała, że minister środowiska pozwoli bankom oraz samorządom dzielić unijne pieniądze na walkę ze smogiem. Już wcześniej Komisja Europejska przekazała Polsce swoje uwagi i prosiła o ustosunkowanie się do nich do 21 czerwca 2019. Ale odpowiedzi nie było, stąd groźba Brukseli.

W KPRM uznano, że obecny p.o. prezesa NFOŚ nie rozładuje kryzysu na linii z Brukselą, ale może to zrobić dopiero faworyt premiera Piotr Woźny, pseudonim "Kudłaty". Woźny po wyborach 2015 r. pielgrzymuje po kolejnych urzędach.

Piotr Woźny jest prawnikiem, specjalizuje się w prawie telekomunikacyjnym. W 2015 r. trafił do Ministerstwa Cyfryzacji, a następnie do Ministerstwa Przedsiębiorczości i Technologii - i tu, i tu był wiceministrem. Gdy w rządzie PiS cięto etaty zastępców, to Woźny stracił fotel w rządzie. Premier mianował go jednak na swojego pełnomocnika do spraw programu "Czyste Powietrze" - tę funkcję pełnić miał, jak zapewniała rzeczniczka rządu, bez wynagrodzenia. Jednak Woźny trafił też do gabinetu politycznego szefowej ministerstwa przedsiębiorczości i technologii Jadwigi Emilewicz i tam pobierał pensję. Z kolei w zarządzie NFOŚ zasiadał w 2018 r., a potem przesunięto go do rady nadzorczej, gdzie zasiada do dziś.

Dosłownie w ostatnich dniach Woźny wypłynął, gdy zapłacił 900 zł za rejs statku wycieczkowego w Szczecinku, wstrzymany z uwagi na spotkanie prezydenta Andrzeja Dudy z mieszkańcami. Z wysłaniem przelewu ubiegł prezydenta, który na Twitterze napisał zaskoczony tym rachunkiem, że może go zapłacić z własnej kieszeni.