Podbić albo zaszczuć, czyli prawicy polityczna wojna o Gdańsk [ANALIZA]

Prezydent Aleksandra Dulkiewicz działa na rządzących jak czerwona płachta na byka. Podobnie zresztą jak i sam Gdańsk. Stolica Pomorza permanentnego konfliktu z Prawem i Sprawiedliwością może co prawda nie przegrać, ale i tak wyjdzie z niego znacznie bardziej poobijana niż obóz władzy.
Zobacz wideo

Historia konfliktu na linii Gdańsk - "dobra zmiana" jest długa. Sięga jeszcze czasów śp. prezydenta Pawła Adamowicza, który był jednym z "ulubieńców" polityków PiS-u i prorządowych mediów. Wiele osób myślało, że po zabójstwie Adamowicza na początku 2019 roku, relacje między obiema stronami ulegną poprawie. Nic bardziej mylnego.

Najnowsza odsłona tego konfliktu dotyczy trzydniowych obchodów 80. rocznicy wybuchu drugiej wojny światowej. Organizują je Fundacja Pojednanie i organizacja Marsz Życia. Jednym z punktów uroczystości będzie poświęcony relacjom polsko-niemieckim "Marsz Życia”, który wywołał ogromne emocje po stronie „dobrej zmiany”.

Wszystko przez informacyjną notkę, którą 30 lipca opublikowano na oficjalnej stronie internetowej miasta. Można było w niej przeczytać, że marsz będzie "radosnym pochodem", a zakończą go "koncert, tańce i wspólne świętowanie". Już dzień później wpis został skorygowany, zniknęło słowo "radosny", a w "tańce i wspólne świętowanie" zastąpiło "pokazy tradycyjnego tańca i wspólne przeżywanie rocznicy".

Zabrakło ewidentnie zdania, które mówiłoby, że Marsz Życia i także taniec, o którym mówił pastor, jest elementem godnościowym tych obchodów i nikt nie robi kpin z obchodów wybuchu II wojny światowej w Gdańsku

- tłumaczył w rozmowie z dziennikarzami Daniel Stenzel, rzecznik prasowy gdańskiego ratusza. Prezydent Gdańska Aleksandra Dulkiewicz dodała na Twitterze: "Od rana krążą kłamstwa o 80. rocznicy wybuchu II WŚ. Sugestie, że @gdansk chce naruszyć godność ofiar wojny są absurdalne i wypaczają przesłanie MARSZU ŻYCIA! Haniebne jest wzbudzanie wojny polsko-polskiej dla osiągnięcia celów politycznych".

Trzy kości niezgody

Kilka, może kilkanaście godzin wystarczyło, żeby wokół uroczystości i samego wpisu rozpętała się burza.

Chcemy szacunku. Chcemy, by władze Gdańska podeszły do tej rocznicy normalnie - w zadumie i ciszy, bez tego typu happeningu Traktujemy to jako prowokację, żeby Polaków dzielić

- mówił podczas konferencji prasowej Kacper Płażyński, miejski radny i niedoszły prezydent miasta.

W swojej krytyce nie był odosobniony.

W Gdańsku będą śpiewać i będą się radować z tego, że Niemcy napadli na Polskę, że Polska tak została dotknięta okupacją

- atakował w "Kwadransie politycznym" w TVP1 szef MON Mariusz Błaszczak. - Fundamentem pojednania powinno być nazwanie rzeczy po imieniu. A nie zamazywanie różnicy pomiędzy ofiarami, a katami - dodał.

Gdy zielone światło dali politycy, do swojej części roboty przystąpiły prorządowe media z serwisem wPolityce.pl i "Wiadomościami" na czele. Flagowy program informacyjny Telewizji Polskiej tylko 31 lipca wyemitował trzy materiały o obchodach rocznicy wybuchu drugiej wojny światowej. To jednak i tak nic przy serwisie braci Karnowskich, który w podobnym czasie temu tematowi poświęcił... trzynaście materiałów. Większość z nich mówiła o "obłędzie", "prowokacji", "utracie rozumu" czy "nienormalności".

To zresztą nie pierwszy w tym roku przypadek ostrego spięcia na linii Gdańsk - PiS. Pierwszą kością niezgody między stronami była przyszłość Europejskiego Centrum Solidarności. Resort kultury i dziedzictwa narodowego obciął 3 mln zł finansowania, które chciał przywrócić pod warunkiem uzyskania wpływu na kierownictwo i strukturę Centrum (chciał m.in. obsadzić stanowisko wicedyrektora i utworzyć nowy dział im. Anny Walentynowicz). Gdański samorząd te warunki odrzucił.

Druga sprawa dotyczyła specustawy, na mocy której rządzący przejęli działkę w Gdańsku pod budowę muzeum Westerplatte. Jako powód podali niemożność porozumienia się z gdańskim samorządem.

Wczoraj byliśmy świadkami kolejnego etapu procesu legislacyjnego, który ma doprowadzić do tego, by to miejsce, w którym się znajdujemy, zostało przejęte przez państwo polskie

- komentowała decyzję posłów prezydent Gdańska Aleksandra Dulkiewicz. - Nie byłoby pewnie w tym nic złego, gdybyśmy wszyscy jak tu jesteśmy - środowiska kombatanckie, historycy, muzealnicy, wszyscy wspólnie razem - przy jednym stole ustalili, jak ma wyglądać pamięć tego miejsca - dodała.

Zarówno w przypadku ECS, jak i Westerplatte sporom towarzyszyła medialno-polityczna ofensywa wymierzona we władze Gdańska i przedstawiająca Gdańsk jako miasto podatne na obce wpływy i buntujące się przeciwko polskiej racji stanu. Tygodnik "Sieci" na początku lipca alarmował ze swojej okładki: "Czy Gdańsk chce do Niemiec?". Podtytuł głosił zaś: "Wstrząsający reportaż: Dlaczego opozycja kultywuje tradycję Wolnego Miasta Gdańska, w którym Polacy byli prześladowani, szalał antysemityzm i rósł nazizm? Dlaczego mało tam troski o polskość?". Za okładkę i artykuł "Wojna Gdańska z Polską" prezydent Dulkiewicz zapowiedziała złożenie pozwu przeciwko gazecie.

Równie mocno w Gdańsk uderzyły "Wiadomości" TVP. 24 lipca wyemitowały materiał, w którym padały takie sformułowania jak: "władze Miasta Gdańska otwarcie gloryfikują nazistowską kartę w historii Gdańska", "władze Miasta Gdańska przypisują Polakom współodpowiedzialność za wybuch II Wojny Światowej", "władze Miasta Gdańska odwołują się do nazistowskiej spuścizny". W odpowiedzi gdańsku ratusz zażądał przeprosin i wpłaty 100 tys. zł na WOŚP.

Gdańsk, czyli cierń w oku PiS-u

Przywiązanie PiS-u do Gdańska na pozór może wydawać się niezrozumiałe, a nawet irracjonalne. Jednak tylko na pozór. Gdy spojrzeć bardziej wnikliwie, okazuje się, że Gdańsk jest w Polsce PiS-u miejscem szczególnym. Z wielu powodów.

Po pierwsze, powód historyczny. Oczkiem w głowie "dobrej zmiany" jest polityka historyczna, którą PiS wykorzystuje do kształtowania świadomości społecznej i prowadzenia bieżącej polityki. Do tego dochodzi twórcze podejście do faktów z przeszłości. Gdy nie zgadzają się z wizją i celami partii... tym gorzej dla faktów. PiS hołduje zerojedynkowej wersji historii, w której nie ma miejsca na czarne karty w przeszłości Polaków. Lubi też, wedle uznania, wyolbrzymiać lub pomniejszać role różnych osób w dziejowych wydarzeniach z przeszłości (tak oto Lech Kaczyński miał nigdy nie pić wódki w Magdalence, choć kadry z nagrań dowodzą czegoś przeciwnego, a jego brat był rzekomo jedną z czołowych postaci podziemia antykomunistycznego).

Tak się składa, że w Gdańsku rozegrało się wiele ważnych z perspektywy historii Polski wydarzeń, a przez - nazwijmy to - raczej chłodne stosunki miasta z rządem, przejęcie kontroli nad pamięcią historyczną dotyczącą tychże kart z historii Polski jest utrudnione. To wywołuje konflikty. Jak ten o Muzeum II Wojny światowej, Europejskie Centrum Solidarności czy Muzeum Westerplatte. A na tym z pewnością nie koniec.

Po drugie, powód polityczny. Pomorze, zwłaszcza Gdańsk, to matecznik Platformy Obywatelskiej, czyli odwiecznego wroga PiS-u. Formacja Grzegorza Schetyny jest tu chyba najsilniejsza w całej Polsce. Przez cztery lata rządów PiS zdołało odbić już swoim przeciwnikom takie terytoria jak Śląsk czy Dolny Śląsk, ale Pomorze wciąż jest dla nich politycznie nieosiągalne. A skoro nie można czegoś mieć, to dlaczego nie zdecydować się na warianty siłowe?

Po trzecie, powód ambicjonalny. Będąc na fali społecznego poparcia, PiS próbowało odbić Gdańsk z rąk Platformy, wykorzystując jej konflikt z Pawłem Adamowiczem. Początek był obiecujący, bo młody i szerzej nieznany Kacper Płażyński zdołał pokonać Jarosława Wałęsę i wejść do drugiej tury wyborów prezydenckich w stolicy Pomorza. Tam jednak został zmiażdżony przez Adamowicza - 64,8 do 35,2 proc. PiS otrzymało zimny prysznic. Tak wyraźna przegrana w sytuacji, gdy masz niczym nieograniczoną władzę nad państwem, a wszystko i wszystkich jesteś w stanie nagiąć do swojej woli jest niezwykle frustrująca. Na Nowogrodzkiej wyszli więc z założenia, że skoro nie możemy (przynajmniej na razie) zdobyć Gdańska, to przynajmniej będziemy utrudniać mu życie i próbować przejmować je kawałek po kawałeczku.

Po czwarte, powód personalny. Ten powód nazywa się Aleksandra Dulkiewicz. Obecna prezydent Gdańska to polityczna wychowanka Pawła Adamowicza, na którego w PiS-ie reagowano wręcz alergicznie. Co więcej, utrzymuje bliskie relacje z Donaldem Tuskiem, a więc wrogiem publicznym numer jeden dla prawicy. Już tylko te dwie kwestie wystarczyłyby, żeby na linii Gdańsk - rząd wiało chłodem. Tymczasem do tego dochodzi jeszcze charakter i sposób uprawienia polityki przez Dulkiewicz. Ma wyraziste poglądy (zgoła odmienne od pisowskiej wizji Polski i świata), zadziorny charakter i lubi stawiać na swoim. Wie, że w swoim mieście cieszy się wysokim poparciem. Wie również, że politycznie PiS w Gdańsku i na Pomorzu jest słaby. To ją ośmiela.

Działa tu podobny mechanizm jak w przypadku PiS-u i rządzenia Polską - wskazanie wroga i straszenie tym wrogiem powoduje, że obywatele gromadzą się wokół silnej władzy. Wytwarza się syndrom oblężonej twierdzy, poparcie dla przywódcy się umacnia. Prezydent Gdańska musi jednak pamiętać, że nie sztuką jest być cały czas na kontrze, nawet jeśli druga strona dąży do zwarcia, bo konflikt wyniszcza. W pewnym momencie nawet antypisowscy wyborcy w Gdańsku mogą mieć dosyć ciągłego stanu wyjątkowego i wybrać po prostu święty spokój.

Więcej o:
Komentarze (287)
Konflikt o Westerplatte. Spór o ECS. Konflikt PiSu z Gdańskiem
Zaloguj się
  • krynolinka

    Oceniono 52 razy 32

    To nie jest tylko utrudnianie życia. To jest systemowe zohydzanie miasta, mieszkańców i władz samorządowych. Podłość systemowa. Pisiory są pod tym względem bezwzględne.

  • lesnojeziorska

    Oceniono 46 razy 28

    PiS nie jest żadną prawicą, zacznijmy od tego podstawowego faktu.

  • sasquatch-junior

    Oceniono 43 razy 25

    Wiele z ważnych wydarzeń historycznych gdańszczanie widzieli na własne oczy: rok 1970 czy 1980. Ponadto stąd pochodzi (chociaż jest przyjezdnym) Wałęsa, Tusk i wiele innych postaci sceny politycznej. Tu narodził się polski big beat, tak nielubiany przez PZPR.... Jako gdańszczanin powiem autorowi, że my nie zgodzimy się na 'święty spokój', czyli PiS.

  • tempa-dzida2

    Oceniono 36 razy 22

    Jednym słowem, Gdańsk nie da się złamać. Nie mają swojego Kałuży ... Ale to dobrze.
    Pierwsza "rewolucja" rozpoczęła się w Gdańsku.
    MOŻE MAMY DO CZYNIENIA Z KOLEJNĄ ????

  • antropoid

    Oceniono 40 razy 22

    Na hołotę z PiS wszystko, co nie z PiS działa jak płachta na byka - mścili się nawet na 100-letnim powstańcu warszawskim - który ich skrytykował za robienie bydła i agitacji na Powązkach 1.VIII.

    Taka już natura hołoty.

  • fakiba

    Oceniono 40 razy 16

    Oni inaczej nie potrafią , tylko zaszczuć albo zniszczyć przeciwnika , tak działa pis

  • fctheduck

    Oceniono 19 razy 11

    PiS to narodowy socjalizm, a nie żadna prawica. To populistyczna partia nazistowska działająca ręka w rękę z największym pasożytem czyli kościołem katolickim. Co wy z tą prawicą?

  • pronti75

    Oceniono 33 razy 11

    Gdańsk nie dał się kupić za "pincet". Tego pissdzielskie bolszewiki nie mogą zdzierżyć...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX