Kiedyś Marek Kuchciński wymyślił hasło "TKM". Dziś mówi nam "teraz kur... ja"

Jacek Gądek
Jeszcze w latach 90. Marek Kuchciński wymyślił hasło "Teraz kur.. my". Podchwycił je Jarosław Kaczyński i opisywał nim rozpasanie kolejnych rządów. Dziś Kuchciński jest drugą osobą w państwie, a latając z rodziną rządowym samolotem na trasie Warszawa-Rzeszów, de facto mówi "teraz, kur... ja". Prezes PiS się obrusza, ale krzywdy lojalnemu marszałkowi nie zrobi, choć ten staje się balastem.
Zobacz wideo

Z długowłosego w młodości hipisa o pseudonimach "Penelopa" i "Członek" Marek Kuchciński stał się kostycznym politykiem o marsowej minie, stroniącym od mediów. Zawiódł już prezesa PiS nie raz, ale rekompensuje to lojalnością. Jest bowiem jednym z "zakonników PC" - tworzył pierwszą partię Jarosława Kaczyńskiego (1990 r.) - to klucz do kariery Kuchcińskiego.

Nieco politycznych wykopalisk z książki Jarosława Kaczyńskiego "Porozumienie przeciw monowładzy" o tym, jak zrodziło się hasło "TKM" - "teraz kur... my":

Jak Kuchciński "TKM" wymyślił

Jarosław Kaczyński wspomina: "Dla mnie kabaretem coraz bardziej był AWS ze swoimi Spółdzielniami, teorią, że "Solidarność" wie wszystko najlepiej, a wybitni przedstawiciele narodu przychodzą na świat tylko w małych miastach (…). Tak zrodziło się TKM. (…) Nie ja wymyśliłem ten skrót. Usłyszałem go po raz pierwszy od Marka Kuchcińskiego jeszcze w 1990 r. W sierpniu wybrałem się (…) do Rzeszowa i Przemyśla. W Przemyślu rozmawiałem ze znanym mi już wcześniej szefem tamtejszego PC, czyli właśnie Markiem. Zapytałem go, jaka partia jest u niego najsilniejsza. Zastanowił się przez chwilę, roześmiał i powiedział - najsilniejsza jest TKM. Nie znałem tego skrótu. Marek go rozszyfrował, mówiąc o grupie ludzi bez żadnych określonych poglądów i przeszłości politycznej, którzy się pchają".

Kuchciński akurat poglądy ma - to poglądy jego szefa. Ma też przeszłość polityczną - przez całą swoją karierę pełni rolę usługową wobec Jarosława Kaczyńskiego. I pcha się tam, gdzie oczekuje tego prezes PiS. Zakładał Porozumienie Centrum na Podkarpaciu w 1990 r., a szczyt jego kariery to rok 2015 i wybór na marszałka Sejmu - formalnie drugą osobę w państwie. Ta funkcja go jednak przerasta.

Kryzysowy marszałek

W PiS nie jest żadną tajemnicą, że choć Kuchciński jest lojalny do bólu, to ma słabe nerwy i nie wytrzymuje ciśnienia. Dotychczas najbardziej zawiódł, gdy sprowokował "pucz" opozycji w Sejmie pod koniec 2016 r.

Wówczas to Kuchciński radykalnie ograniczył wstęp dziennikarzy do Sejmu. Protestowali przeciwko temu politycy opozycji. Marszałek bez wyraźnego powodu wykluczył z obrad posła PO Michała Szczerbę, który na chwilę wyjął kartkę z napisem "Wolne media", ale na żądanie Kuchcińskiego ją schował. Zadając niewinne pytanie o salę koncertową dla orkiestry Sinfonia Varsovia, Szczerba zwrócił się do marszałka per "panie marszałku kochany…". Marszałek pękł i wykluczył posła PO z obrad, na co opozycja zareagowała okupacją mównicy.

Tak zaczął się "pucz" - wielodniowa okupacja Sejmu i demonstracje wokół niego. Kuchciński widząc, że głupio sprowokował kryzys w Sejmie, rozsypał się psychicznie, chcąc nawet odejść z fotela marszałka. Ale na to nie było zgody prezesa PiS.

By wytłumaczyć, co się dzieje, Kaczyński ukuł całą narrację o "próbie puczu" dokonanej przez opozycję. Narracja to kabaretowa, ale do dziś obowiązuje w PiS i mediach publicznych. Dowodem na przygotowywanie "puczu" miały być nawet kanapki w liczbie okrągłego tysiąca, które przywieziono posłom.

Prezes PiS przekonywał wówczas w tygodniku "Sieci": - "Byli przygotowani na tę akcję. Zamówili kanapki w Sejmie, mieli gotową scenę i zmobilizowany aktyw przed Sejmem. To była planowana awantura".

Nikt najwyraźniej prezesa nie poinformował, że kanapki zamówiła jednak Kancelaria Sejmu na wniosek konwentu seniorów (zasiada w nim m.in. sam Kuchciński i szef klubu PiS prof. Ryszard Terlecki), bo szykowały się długie głosowania. Posłowie mieli je zakąszać w przerwie między oddawaniem głosów. Głupio wyszło z tym dowodem na zaplanowanie "puczu" - prezes PiS tylko się ośmieszył.

"Air Kuchciński"

Szkodliwość dla PiS tamtej nieudolności marszałka to jednak nic w porównaniu do rozpasania Kuchcińskiego dziś. Radio Zet, a następnie "Gazeta Wyborcza", podało że Kuchciński latał rządowym samolotem Gulfstream G550 do Rzeszowa i Krakowa, a na pokład zabierał też swoją żonę oraz dzieci.

Koszt godziny lotu takiej maszyny to kilkanaście tysięcy złotych. Najpierw Kancelaria Sejmu kłamiąc ukrywała informacje o lotach marszałka z rodziną. Gdy afera wybuchła Centrum Informacyjne zarzekało się, że przecież każda podróż Marka Kuchcińskiego samolotem rządowym miała charakter służbowy, a - to ważne - "obecność dodatkowych osób na pokładzie nie wpływa w żadnej mierze na koszt przelotu".

Narracja jednak się zmieniła, gdy Jarosław Kaczyński zauważył oczywistą rzecz: marszałek nie powinien wozić członków swojej rodziny rządowym samolotem, a politycznie szkodzi to PiS-owi. Prezes się oburzył na Kuchcińskiego podobnie jak przed laty Donald Tusk miał w zwyczaju "wściekać się", gdy jego ludzi robili coś, co było nie do obrony, i interweniował.

Kuchciński miał na koncie 15 tys. zł. Zapłaci za loty... też 15 tys. zł

Prezes PiS krzywdy jednak marszałkowi nie zrobi. Zwrot zryczałtowanego kosztu (572,40 zł za lot w jedną stronę) za wszystkie loty Kancelaria Sejmu oszacowała na w sumie 15 tys. zł - dla Kuchcińskiego wydawać by się mogło, że to drobniaki. Ale tu ciekawostka: w najnowszym oświadczeniu majątkowym marszałek wpisał, że ma dokładnie 15 tys. zł oszczędności w rodzimej walucie i jeszcze skromne 200 euro.

Gdyby prezes PiS stosował podobny standardy wobec marszałka co do (byłego już) ministra Dawida Jackiewicza, albo (również byłych) posłów Adama Hofmana czy Mariusza A. Kamińskiego, to powinien go strącić z fotela i usunąć z partii. Ale oni nie są "zakonnikami" i pochodzą z innego pokolenia, niż sam prezes. Kuchcińskiemu włos z głowy nie spadnie. I to mimo, że za PiS-em od teraz będzie się ciągnąć "afera samolotowa", a partia zbierze za nią zasłużone cięgi.

Prawo ad hoc

Próba przecięcia sprawy "Air Kuchciński" to kolejny dowód na to, że J. Kaczyński faktycznie czasami pełni rolę opozycji do własnego obozu. I jest też dowodem, że PiS działa reaktywnie w momentach kryzysu.

Gasząc pożar, prezes PiS uprzejmie poprosił ministra obrony narodowej, szefa KPRM i prezydenta, by stworzyć przepisy regulujące loty służbowe, gdy rodzina VIP-a korzysta z przelotu. Za żony albo dzieci płacić mają jak za bilet rejsowy.

Podobnie zachowało się PiS - de facto to decyzje prezesa - w czasie innych kryzysów. Na finiszu kampanii europejskiej zapowiedziano stworzenie państwowej komisji ds. pedofilii. A gdy "Gazeta Wyborcza" pisała o interesach premiera Mateusza Morawieckiego i jego żony ubijanych na ziemi kupowanej od Kościoła, to prezes zapowiedział ustawę o jawności majątków małżonków. Tej drugiej ustawy wciąż nie ma.

Ekspresowo - co ogłosił szef KPRM Michał Dworczyk - zmieniono już zarządzenie ws. podróży. Za zabranie żony na pokład rządowej maszyny, by poleciała z nim do Rzeszowa, będzie musiał zapłacić tyle, ile średnio kosztuje bilet rejsowy na tej trasie - podobne zapisy mają się znaleźć w regulacjach kancelarii Sejmu, Senatu i prezydenta. Sprawa ma być zamknięta do końca tygodnia. PiS sprawnie gasi pożar, który samo wywołało.

Więcej o:
Komentarze (437)
Kiedyś Marek Kuchciński wymyślił hasło "TKM". Dziś mówi nam "teraz kur... ja"
Zaloguj się
  • Jan Winnicki

    Oceniono 104 razy 94

    Dorwanie i trwanie przy szerokim i głębokim korycie, to główny i w zasadzie jedyny motor napędowy takich jak ten Kuchciński miernot. Dzięki głupocie durnego polandyjskiegi ludka, zwanego wyborcami, takie miernoty zawsze mieć się będą dobrze.

  • wicipinski

    Oceniono 84 razy 78

    A czym się różni latanie rodziny badylarza Kuchcińskiego od wsadzenia takiego Obajtka na stołek prezesa Orlenu? Takie samo ordynarne złodziejstwo.

  • wicipinski

    Oceniono 69 razy 61

    Badylarz-globtroter.
    A szwedzki minister podał się do dymisji, bo go dziennikarze przyłapali jak w drodze z roboty jego kierowca zatrzymał się na moment pod sklepem służbową limuzyną. Takie są standardy w cywilizowanych krajach. W Azji natomiast najpierw się kłamie, ze się nie latało, potem że tylko raz, a jak już pokażą czarno na białym, to się ukradzione pieniądze wpłaca na fundację. Najlepiej na którąś powiązaną ze "Srebrną".
    Na wschód od Konina, Azja się zaczyna.

  • ochujek

    Oceniono 40 razy 36

    W PiS wszyscy wierni tej linii TKM.

  • cedar_wood

    Oceniono 43 razy 35

    Po czyms takim, jak wożenie nieuprawnionej rodziny rządowym samolotem na koszt Państwa, w każdym innym kraju byłaby dymisja, i to z hukiem, a polityk skompromitowany do końca swoich dni. A u nas - wpłata symbolicznej kwoty na cel charytatywny, zmiana przepisów, i co? I nic, głupiemu suwerenowi nie przeszkadza, że władza kradnie w żywe oczy, bo władza się z nim dzieli 500+... Suweren poszedł do Biedry i doszczętnie zgłupiał, za 500+ jest gotów wiele wybaczyć i na wiele przymknąć oczy. Smutne.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX