Chce pozwać państwo za reformę edukacji. "Przeprowadzono na dzieciach makabryczny eksperyment"

Ojciec 14-latki zapowiedział pozew zbiorowy przeciwko państwu w związku z problemami, jakie w szkołach wywołała reforma edukacji. - Władze naszego państwa przeprowadziły na naszych dzieciach makabryczny eksperyment, obciążyły ich psychikę, ograniczyły ich dostęp do edukacji - twierdzi Dobrosław Bilski.
Zobacz wideo

Dobrosław Bilski, pedagog i ojciec 14-letniej uczennicy z Łodzi przygotowuje pozew zbiorowy przeciwko państwu. Jego córka, podobnie jak wiele innych dzieci w całej Polsce, mimo świetnego wyniku na teście kończącym podstawówkę, nie jest pewna, czy trafi do liceum, które wybrała. Przygotowanie pozwu Bilski zapowiedział już tydzień temu w odezwie na Facebooku. Wezwał w niej innych rodziców, by się do niego przyłączyli. Obecnie, jak twierdzi, 280 osób razem z nim chce pozwać państwo.

Reforma edukacji. Ojciec 14-latki chce pozwać państwo

Jak tłumaczy w rozmowie z oko.press, obecnie rodzice pracują nad dokumentacją. - Zbieramy m.in. orzeczenia lekarskie, diagnozy psychologiczne i psychiatryczne, by pokazać podniesiony poziom stresu u uczniów podwójnego rocznika, uszczerbek na zdrowiu - wyjaśnia Bilski. Jak dodaje, zebranie dokumentacji zajmie miesiąc lub dwa. Grupie pomaga kilku prawników, którzy "analizują przepisy prawne" i rozważają, czy podejmą się reprezentowania rodziców. - Na razie zastanawiają się, kogo powinniśmy pozwać: ministerstwo edukacji, parlament, który uchwalił tę reformę edukacji, czy prezydenta, który ją podpisał. A może zrezygnować ze szczebla krajowego i nie tracąc czasu od razu zwrócić się do europejskich trybunałów? - wyjaśnia w rozmowie z oko.press Bilski. 

Mężczyzna w rozmowie z portalem przekonuje, że zrzucanie przez MEN winy na samorządy to "kiepski argument". - Łatwo wykazać, że samorządy mają ograniczony wpływ na ratowanie szkół i uczniów przed skutkami reformy, jaką przygotowało ministerstwo, a później uchwalił Sejm i podpisał prezydent. Sama ustawa realizowana przez minister Annę Zalewską była i jest absurdalna - stwierdza.

"Już zapłaciła za reformę"

Inicjator pozwu podnosi, że podwójny rocznik w szkole "wymaga teoretycznie dwa razy więcej miejsca, dwa razy więcej klas, dwa razy więcej nauczycieli". - Zapewnienie zwłaszcza kadry odpowiedniej jakości po prostu nie było możliwe. Żaden odpowiedzialny samorząd nie mógłby tyle zainwestować w podwójny rocznik, zwłaszcza, że jak skończy on edukację przyjdą kolejne roczniki niżu - mówi.

Bilski wyznaje, że jego córka "już zapłaciła za reformę". - Stres, jaki przeżywała przez te dwa lata odbił się na jej zdrowiu, zareagował układ pokarmowy. Wielu rodziców z naszej grupy ma podobne doświadczenia i też gromadzi dokumenty od lekarzy - opowiada.

Według niego jego córka oraz inne uczennice i uczniowie żyli "w poczuciu zagrożenia, że nie uda im się dostać do odpowiedniej szkoły". - Uzbierała 176,65 pkt lub 177,65 (w zależności od tego, do której klasy/szkoły liczyć). Normalnie w Łodzi to by otworzyło drzwi każdego liceum, progi były zawsze po maksymalnie 168 pkt, sporadycznie 172 pkt - wyjaśnia Bilski. Jak dodaje, 14-latka aplikowała do siedmiu klas w sześciu szkołach i wyniki będą znane we wtorek. Problemem może być to, że do klasy, na której najbardziej jej zależało, podania złożyło 18 olimpijczyków, a miejsc jest 26.

"Makabryczny eksperyment na dzieciach"

- Rodzice w naszej grupie są zdania, że bez względu, czy się uda, czy nie, musimy spróbować. Bo nie zrobienie niczego zostawi nas w poczuciu wstydu i winy - mówi. Jak przyznaje, większość dzieci z grupy ostatecznie "wyląduje w jakimś liceum czy technikum". - Przypadków kompletnej klęski będzie niewiele. Ale to niczego nie zmienia: władze naszego państwa przeprowadziły na naszych dzieciach makabryczny eksperyment, obciążyły ich psychikę, ograniczyły ich dostęp do edukacji - stwierdza.