Dla księżnej Kiko zabrakło miejsca na czerwonym dywanie. Agata Duda "niejako go zawłaszczyła"

- Sytuacja z całą pewnością nie powinna mieć miejsca - ocenia dr Janusz Sibora, ekspert od protokołu dyplomatycznego, komentując fakt, że dla japońskiej księżnej Kiko nie starczyło miejsca na czerwonym dywanie. Zostało to uwiecznione na jednym ze zdjęć z oficjalnej wizyty japońskiej pary książęcej w Polsce.
Zobacz wideo

W piątek japońska para książęca rozpoczęła oficjalną wizytę dyplomatyczną w Polsce. Książę Akishino z małżonką, księżną Kiko odwiedzili nasz kraj z okazji 100. rocznicy nawiązania stosunków dyplomatycznych między Japonią a Polską. Wizyta była stosunkowo długa - dopiero we wtorek para udała się w dalszą podróż, do Finlandii. Podczas jednego ze oficjalnych spotkań doszło do niezręcznej sytuacji.

Dla księżnej Kiko zabrakło miejsca na czerwonym dywanie

Na zdjęciu opublikowanym w mediach społecznościowych m.in. przez ambasadę RP w Japonii widać, że na czerwonym dywanie stoi Andrzej Duda z małżonką i książę Akishino. Niestety, zabrakło miejsca dla księżnej Kiko, która stoi poza przygotowanym miejscem.

Zwrócili na to uwagę użytkownicy Facebooka, którzy komentowali zdjęcie na profilu polskiej ambasady w Japonii. "Więcej szacunku pierwszy lepszy japoński sprzedawca w tokijskim sklepiku mi okazuje, niż nasz "prezydent" i Dudowa wobec bardzo wyjątkowych Gości z Japonii. Studenci japonistyki lepiej by się zachowali. Widać, że o japońskiej kulturze nie mają pojęcia, książki na temat Japonii w rękach nie mieli, brak klasy i kompetencji, wstyd mi za nich" - napisała jedna z kobiet. "Faktycznie wstyd i rzecz nie do pomyślenia w Japonii. Nie starczyło czerwonego dywanu dla księżniczki..." - stwierdziła inna. 

O sytuację zapytaliśmy eksperta. - Z całą pewnością nie powinna mieć miejsca. Za prowadzenie i właściwe ustawienie jest odpowiedzialny dyrektor protokołu dyplomatycznego od strony polskiej. On powinien wcześniej zwrócić na to prezydentowi uwagę. W momencie, kiedy nie ma w pobliżu dyrektora protokołu, który powinien jednak dyskretnie towarzyszyć prezydentowi, to jego praktyka z ostatnich lat powinna być na tyle wytrawna, że sam powinien zwracać na takie rzeczy uwagę. Sytuacja, w której księżna Kiko znajduje się poza czerwonym dywanem, jest niezręczna, czysto optycznie wygląda nieładnie - skomentował w rozmowie z Gazeta.pl ekspert w dziedzinie protokołu dyplomatycznego, historyk dyplomacji oraz badacz dziejów protokołu dyplomatycznego dr Janusz Sibora.

- Co więcej, na dywanie zostało trochę miejsca. Gdyby małżonka prezydenta przesunęła się o 20 cm w swoją lewą stronę, wówczas księżna mogłaby stanąć na tym dywanie. Żartobliwie można powiedzieć, że Agata Duda niejako zawłaszczyła dywan - dodaje ekspert.

Wizyta japońskiej pary to dla Polski wyzwanie

Jak podkreśla dr Janusz Sibora, wizyta członków rodziny cesarskiej nie jest prostym zadaniem dla polskiego protokołu dyplomatycznego. 

- Członkowie rodziny cesarskiej mają bardzo rozbudowany aparat służb protokolarnych i ceremonialnych, które kontrolują ich publiczne aktywności. Zajmuje się tym agencja Kunaicho (Agencja Dworu Cesarskiego - red.), która liczy około 1100 osób i kontroluje wszystkie aktywności rodziny cesarskiej. Bardzo precyzyjne i profesjonalne ich do nich przygotowuje. Dotyczy to zarówno wydarzeń wewnętrznych, jak i oficjalnych wizyt dyplomatycznych. Strona japońska przywiązuje do tego wielką wagę - mówi specjalista. Podejrzewa, że jeśli media japońskie pokażą to zdjęcie, to zrobią to bardzo pobieżnie lub je przytną, aby nie zwrócić uwagi na sytuację, w której członkowie rodziny cesarskiej zostali w jakiś sposób "niedowartościowani" albo nienależycie uhonorowani. 

- Protokół dyplomatyczny, poprzez przestrzeganie takich drobiazgów, wyraża szczególny szacunek państwa do państwa. W tym przypadku następca tronu reprezentuje majestat cesarstwa Japonii i jemu należy się szacunek. Absolutnie więc nie powinno być tak, że dla księżnej Kiko zabrakło miejsca na czerwonym dywanie. Współwinni są dyrektor protokołu i nasza głowa państwa - tłumaczy dr Janusz Sibora.

Jak dodaje, Japończycy ten szczegół na pewno zauważyli, choć nie będą się na to skarżyć ani nie zwrócą na niego bezpośrednio uwagi. Jednocześnie ekspert wyraża nadzieję, że książę Akishino, który często ma kontakt z mediami i wypowiada się publicznie, podejdzie do incydentu z większym dystansem i "będzie udawał, że tego nie widział".