"Pawlak myślał, że przyjedzie jako wybawca na białym ursusie". PSL postawiło na Kosiniaka-Kamysza

Ostatnie tygodnie w PSL nie należą do spokojnych. Najpierw obserwowaliśmy powyborcze rozliczenia w ramach Koalicji Europejskiej, a ostatnio wewnątrzpartyjne spory dotyczące formuły startu ludowców w jesiennych wyborach parlamentarnych. W tle buzuje natomiast generacyjny konflikt liderów stronnictwa i dezorientacja partyjnych struktur.
Zobacz wideo

- Podjęliśmy decyzję o budowie bloku na wybory do parlamentu polskiego na czele z PSL, zapraszamy tych wszystkich, którzy podzielają nasze wartości - oznajmił po Radzie Naczelnej PSL prezes Władysław Kosiniak-Kamysz. O jakie wartości chodzi? - Chrześcijańskie, demokratyczne, ludowe i narodowe - doprecyzował szef ludowców. Nowa inicjatywa ma się nazywać Koalicja Polska, a PSL zaprasza do współpracy "tych, dla których ta idea i te wartości są bliskie".

Wydawałoby się, że powyższa deklaracja zakończy burzliwy powyborczy okres w szeregach PSL i pozwoli skoncentrować się na pracy przed jesiennymi wyborami do Sejmu i Senatu. Tym bardziej, że jeśli ludowcy myślą o samodzielnym starcie, pracy czeka ich całe mnóstwo. Ale nic bardziej mylnego, Rada Naczelna PSL tylko podgrzała i tak już gorącą atmosferę w partii.

Trzy drogi ludowców

Ani w PSL, ani w opozycji nikt nie traktuje decyzji ludowców jako ostatecznej i nieodwołalnej. Z naszych źródeł wynika, że to raczej pierwszy krok do wypracowania jak najlepszej pozycji przed ewentualnymi negocjacjami o wyborczych koalicjach. Nasi rozmówcy z PSL wskazują, że to dlatego pomysł tworzenia Koalicji Polskiej został poddany wewnątrzpartyjnym konsultacjom. Ostateczna decyzja co do formuły startu PSL ma zostać podjęta na kolejnej Radzie Naczelnej partii.

To jest akurat zagrywka pod ugłaskanie struktur. Poza tym, Kosiniak-Kamysz zabezpiecza się, żeby potem mu nie powiedzieli, że narzucił partii swoją decyzję

- przekonuje nas osoba świetnie orientująca się w partyjnych układankach.

Bo budowa szerokiej chadecko-konserwatywnej koalicji wokół PSL to tylko jedna z możliwych opcji na jesień. Tyle że nie rokuje na dobry, dwucyfrowy wynik. Ludowcy rozmawiają bowiem z podmiotami o marginalnym znaczeniu na polskiej scenie politycznej. Wśród nich m.in. Prawicą Rzeczypospolitej, Unią Europejskich Demokratów czy słabnącym z wyborów na wybory Kukiz'15 (tu dodatkowo mają bardzo poważną konkurencję ze strony Prawa i Sprawiedliwości, które chętnie wkomponowałoby kukizowców w szeregi Zjednoczonej Prawicy). Do wspólnego projektu PSL próbuje też przekonać popularnych konserwatywnych polityków takich jak Marek Biernacki czy Bogdan Zdrojewski.

Drugą opcją na jesień jest chadecko-konserwatywny sojusz z Platformą Obywatelską. Ale z nikim więcej. Miałby to być powrót do korzeni i zawalczenie o polityczne centrum. Zalety: spójność programowa, wiele lat udanej wzajemnej współpracy, wiarygodność (takiego sojuszu Zjednoczona Prawica nie mogłaby rozbijać światopoglądowymi "wrzutkami"). To najpopularniejsze rozwiązanie w szeregach samych ludowców. W Platformie na współpracę z PSL też patrzą przychylnie i z dużą wiarą w to, że jesienią obie partie spotkają się w jednej koalicji.

Mówi polityk z kierownictwa Platformy: - Jesteśmy koalicjantami od dwunastu lat i to było dwanaście lat bardzo dobrej współpracy. Teraz może na to nie wygląda, ale na pewno się dogadamy.

Dopytywany o szanse na porozumienie nasz rozmówca stwierdza wprost, że "co najmniej 90 procent, jestem optymistą". 

Ten pierwszy etap pozycjonowania się po wyborach, zwłaszcza jeśli były przegrane, zazwyczaj jest bardzo widowiskowy i odbywa się poprzez media. Ale to w zaciszu gabinetów wykuwają się porozumienia i wspólne listy

- podkreśla.

Rzecz w tym, że PO widziałaby PSL w odnowionej Koalicji Europejskiej, co nie uśmiecha się ludowcom. Ci są kategorycznie przeciwko kolejnemu "skrętowi w lewo", który ich zdaniem osłabia pozycję partii na wsi i w małych miasteczkach. Nie chcą sojuszu z Inicjatywą Polska i Nowoczesną, nawet ewentualne porozumienie z SLD ma w formacji Kosiniaka-Kamysza wielu krytyków.

To zaś otwiera drzwi dla opcji, o której na antenie RMF FM mówił niedawno poseł Marek Sawicki. Chodzi o możliwy sojusz z PiS-em. - Jeśli bylibyśmy - co mówię z dużym znakiem zapytania - w ewentualnej koalicji z PiS-em z pewnością też bylibyśmy takimi hamulcowymi, którzy by na łamanie konstytucji nie pozwolili - zaznaczył były minister rolnictwa. Jego słowa spotkały się z pozytywnym odbiorem w obozie rządzących.

O możliwości współpracy z PSL po jesiennych wyborach kilkukrotnie mówił m.in. wicepremier Jarosław Gowin. Według naszych rozmów, gdyby chodziło o samych wyborców ludowców, taki sojusz byłby wielce możliwy. Problemem są partyjne elity ludowców. - W PSL jest absolutny rozstrzał między wyborcami a partyjnymi elitami, bo wyborcy są wobec PiS-u letni, a partyjne elity się z PiS-em nienawidzą - mówi nam jeden z polityków PSL. I dodaje, że kością niezgody między "partyjnymi elitami" jest przede wszystkim "wycinanie" działaczy PSL w samorządach przez ludzi "dobrej zmiany". - Gdzie tylko wchodzą PiS-owcy, miotła idzie po całości - słyszymy w PSL.

Ostra rozgrywka

Słowa Sawickiego zmusiły do reakcji prezesa Kosiniaka-Kamysza, który (także na antenie RMF FM) zdecydowanie odciął się od wypowiedzi byłego ministra. - Nie wyobrażam sobie koalicji z PiS-em, bo nie spełniają tych kryteriów, które przedstawiliśmy w propozycji ideowej, ale też programowej - zapewnił szef ludowców.

Specyficzna wymiana zdań za pośrednictwem mediów na linii Sawicki - Kosiniak, to nie tylko spór o formułę startu w jesiennych wyborach parlamentarnych. To element większej całości. Konkretnie - generacyjnego konfliktu, jaki od pewnego czasu trwa w szeregach PSL. - Jest ostra rozgrywka starych z młodymi - słyszymy w PSL.

Stara gwardia ZSL-owska przegrywa z młodymi, których promuje Kosiniak-Kamysz. Zresztą ten konflikt przekłada się na dwie zupełnie różne koncepcje PSL, czyli ludową partię klasową, której chcą starzy i nową, polską chadecję, którą budują młodzi

- tłumaczy nasz rozmówca.

Patrząc na skład ścisłego kierownictwa partii, trudno nie przyznać racji stwierdzeniu, że to młodzi rozdają dzisiaj karty w partii. Prezesem jest 37-letni Kosiniak-Kamysz, a jego zastępcami Krzysztof Hetman (44 lata), Dariusz Klimczak (38), Adam Jarubas (44) i Urszula Pasławska (42). Z partyjnej starszyzny wiceprezesem jest tylko Adam Struzik (62).

Jedną z głównych odsłon wspomnianej walki pokoleń w PSL było płomienne wystąpienie byłego prezesa partii Waldemara Pawlaka podczas ostatniej Rady Naczelnej. - Albo mamy kręgosłup i jaja i potrafimy robić politykę, z której wynika coś dobrego dla kraju, dla Polski, dla Europy, dla ludzi, albo się trzęsiemy i wysuwamy, koncepcje, antykoncepcje, żeby się załapać na byle co - grzmiał były premier.

Od Pawlaka oberwało się nawet prezesowi Kosiniakowi-Kamyszowi.

Siedział między Tuskiem i Jażdżewskim. Ja bym wtedy wyszedł. Wyszedłbym z tego piep******* spotkania po takim wstępie, jak Jażdżewski zrobił

- nie przebierał w słowach były szef ludowców.

Co ciekawe, na samej Radzie Naczelnej zabrakło dwóch największych krytyków działań partii w ostatnich miesiącach - posłów Marka Sawickiego i Eugeniusza Kłopotka. Być może przestraszyli się złości kolegów i koleżanek z partii, którzy - wedle naszych informacji - mieli być wściekli za publiczne pranie brudów i krytykowanie kierownictwa partii.

Kilka osób bardzo szykowało się, żeby zabrać głos i ostro ich ochrzanić za to, że chodzą po mediach i piep*** głupoty

- mówi nam jeden z prominentnych polityków PSL.

Pawlak na Radę Naczelną przyszedł, ale też musiał wysłuchać kilku szorstkich słów. - My w taki sposób rozmawiamy na każdej Radzie Naczelnej. Po męsku, bo tylko w ten sposób można wypracować dobrą decyzję. Nie spijamy sobie tam z dzióbków, tylko każdy artykułuje to, co ma do powiedzenia - tak o przebiegu Rady Naczelnej mówił w TVN24 europoseł i wiceprezes PSL Krzysztof Hetman. Zaznaczył jednak, że Pawlak "to jest osoba, której słucha się w PSL. Ma w PSL autorytet, z którym się liczymy".

Pawlak na białym ursusie

Tyrada Pawlaka na Radzie Krajowej nie powinna dziwić. W tzw. terenie od dłuższego czasu mówi się, że były premier z uczuciem patrzy w stronę obozu "dobrej zmiany". Wcześniej po strukturach PSL krążyła plotka, że Pawlak myśli o odbiciu partii z rąk Kosiniaka-Kamysza, ale wynik wyborów do Parlamentu Europejskiego nie był dla PSL tak zły, żeby obecny prezes przypłacił go głową.

Pawlak to krew z krwi starego PSL, ciągle bardzo szanowany w partii, ale od jakiegoś czasu w takim swoim Sulejówku

- tłumaczy nam jeden z polityków PSL. I dodaje: - Przyczaił się, uznał, że pozwoli młodym się wyszaleć, niech popróbują wejść do miast i budować nowoczesną chadecję, a jeśli nic z tego nie wyjdzie, to partia obróci się przeciwko nim i najwyżej on przyjedzie jako wybawca na białym ursusie.

Po ostatniej Radzie Naczelnej odbicie partii nie wchodzi w grę.

Młodzi okazali się zbyt silni i jest ich po prostu więcej. Zresztą nawet część starych działaczy widzi i rozumie, że trwanie w formule partii klasowej to droga na polityczny skansen

- słyszmy w "terenie" PSL. Co innego transfer do Zjednoczonej Prawicy, który wydaje się znacznie bardziej prawdopodobną opcją. - Gowin szuka sojuszników, żeby Kaczyński go nie wyciął lub nie zmarginalizował. Dlatego chętnie przygarnia wszystkich zbuntowanych z innych partii. Jakby dogadał transfer Pawlaka, miałby bardzo duży atut w rozmowach z prezesem - mówi nam osoba dobrze znająca wicepremiera Gowina.

O ile "dobra zmiana" może próbować "wyciągnąć" Pawlaka z PSL - wcale nie jest powiedziane, że im się to uda - o tyle nawet w przypadku sukcesu, nie mają co liczyć na przejście razem z nim szerokiego grona partyjnych działaczy. - Może trochę wyborców by za nim poszło, ale z działaczy to raczej pojedyncze osoby. Prawda jest taka, że dzisiaj Pawlak po prostu nie ma szabel - tłumaczy nam jeden z naszych rozmówców.

Z naszych rozmów z działaczami i politykami jasno wynika, że w PSL dominuje przekonanie o konieczności przebudowy partii i pozbycia się łatki ugrupowania rolników. Struktura polskiej wsi w ostatnich latach zmieniła się na tyle, że opieranie się wyłącznie na jednej grupie zawodowej nie gwarantuje już politycznego bytu. A mówiąc wprost, jest przepisem na zniknięcie PSL z politycznej mapy Polski w perspektywie kilku, kilkunastu lat. To dlatego prezes Kosiniak-Kamysz otrzymał po wyborach mocny mandat i duży kredyt zaufania. - Wszyscy mówią, że tylko na nim można zbudować nowe oblicze partii - zapewnia nas jeden z działaczy.

Więcej o: