Ryszard Petru o sprawie Falenty: Sugeruje, że politycy PiS-u namawiali go do nagrywania. To szantaż

- Jeżeli on [Marek Falenta - red.] sugeruje, że ma inne taśmy i sugeruje, że politycy PiS-u namawiali go do tego, żeby nagrywał, to należałoby to sprawdzić - mówił Ryszard Petru w rozmowie z Gazeta.pl. Lider partii Teraz! skomentował wniosek Marka Falenty, w którym biznesmen domaga się ułaskawienia od Andrzeja Dudy i grozi, że jeśli go nie otrzyma, to "ujawni wszystkie szczegóły" afery podsłuchowej.
Zobacz wideo

Lider partii Teraz!, Ryszard Petru, w rozmowie z Gazeta.pl skomentował wniosek o ułaskawienie skierowany przez Marka Falentę do prezydenta Andrzeja Dudy. W jego treści Falenta wskazuje, że został "oszukany" przez Prawo i Sprawiedliwość, a działacze partii mieli obiecywać mu "wiele korzyści i łupów politycznych" za nagrywanie w warszawskich restauracjach polityków Platformy Obywatelskiej i PSL (łącznie nagrano nielegalnie ponad sto osób podczas 66 spotkań).

Petru o sprawie Falenty: Albo ma te taśmy, albo nie. To jest typowy szantaż

Falenta wskazuje we wniosku, że jeśli Andrzej Duda go nie ułaskawi, to "ujawni wszystkie szczegóły" dotyczące przebiegu afery podsłuchowej. Zdaniem Ryszarda Petru biznesmen nie jest wiarygodny, ale poruszone przez niego wątki należałoby wyjaśnić.

Oczekiwałbym od polskiego państwa działania w tym zakresie. Jeżeli on sugeruje, że ma inne taśmy i sugeruje, że politycy PiS-u namawiali go do tego, żeby nagrywał, to należałoby to sprawdzić
Ułaskawienie przez prezydenta byłoby potwierdzeniem tego, że to wszystko jest prawda. To jest typowy szantaż

- stwierdził Petru.

Na pytanie, co na taśmach mógł mówić premier Mateusz Morawiecki [Falenta twierdzi, że dysponuje dotychczas nieujawnionymi nagraniami z jego udziałem - red.], lider Teraz! odparł:

Prawdziwi bankowcy nie rozmawiają w taki sposób, jak Mateusz Morawiecki. On nie prowadził biznesowych rozmów, on prowadził rozmowy polityczne albo polityczno-układowe. Był elementem układu Platformy Obywatelskiej

Jak podkreślił, nie rozumie sytuacji, w której "polskie państwo nie ma pełnej wiedzy dotyczącej tego, co kto nagrał".