Kaja Godek straciła posadę w państwowej spółce, wraz z nią 3,4 tys. zł pensji. Firma zajmuje się wtryskami do silników

Kaja Godek straciła miejsce w radzie nadzorczej państwowej spółki - donosi "Puls Biznesu". Zarabiała tam ponad 3,4 tys. zł, a gdy to ujawniono rok temu, przekonywała, że to i tak lepiej dla budżetu państwa, że zasiadała w radzie nadzorczej.
Zobacz wideo

Kaja Godek, niedawna kandydatka Konfederacji w wyborach do europarlamentu, a nieustannie działaczka Fundacji Życie i Rodzina, od grudnia 2015 roku zasiadała w radzie nadzorczej państwowej spółki. O ile przyjęcie dobrze płatnej i stosunkowo bezpiecznej posady wzbudziło kontrowersje, to o wiele większe oburzenie związane było z tym, w jakiej branży działa spółka, w której obsadzono Godek.

Kai Godek przypadło bowiem miejsce w radzie nadzorczej Warszawskich Zakładów Mechanicznych PZL-WZM, produkujących komponenty do układów wtryskowych silników wysokoprężnych. Tymczasem kojarzona głównie z akcjami antyaborcyjnymi Godek nie ma w swoim CV kwalifikacji, które pozwalałyby sądzić, że zadania w radzie nadzorczej będzie wypełniać na podstawie doświadczenia i wiedzy. Nie ma m.in. choćby tytułu inżyniera.

Teraz, jak donosi "Puls Biznesu", po kilku latach, Kaja Godek straciła dobrze płatne stanowisko. WZM PZL-WZM wybrało w ubiegłym tygodniu nową radę nadzorczą, w której nie było miejsca dla Godek.

Ile zarabiała Kaja Godek w PZL-WZM?

Kaja Godek tym samym straciła - zgodnie z jej deklaracją sprzed lat - 3416 zł miesięcznie. Tyle wynosiło jej wynagrodzenie za zasiadanie w radzie nadzorczej państwowej spółki. Gdy informowała o tym w marcu 2018 roku, wspominała też, że gdy podejmowała pracę, to zrezygnowała z wielu dodatków.

Zrezygnowałam z zasiłku dla niepracujących rodziców wychowujących niepełnosprawne dziecko 1500 zł i 500 zł na pierwsze dziecko w ramach programu 500 plus. Gdybym nie pracowała, obciążałabym podatników kwotą 2000 zł miesięcznie. Podejmując pracę dostaję o 1400 zł więcej, niż nie pracując i są to pieniądze z zysku wypracowanego przez firmę

- pisała na Facebooku, a w jej wpisie padało też stwierdzenie: "Chyba w Polsce lepiej pobierać zasiłki - nie pracować i mieć święty spokój".

Więcej o: