Koalicja przegrała, bo była zbyt liberalna? Publicyści i politycy tańczą, jak PiS im zagra [ANALIZA]

Wiktoria Beczek
Politycy Koalicji Europejskiej i przychylni im publicyści orzekli unisono, że PiS wygrało, bo opozycja okazała się zbyt liberalna. Nie dopuszczają do siebie myśli, że partia rządząca wygrała, bo była skuteczniejsza, więc zamiast tworzyć program, grają tak, jak prawica im zagra, by się do niej upodobnić.
Zobacz wideo

Politycy Koalicji Europejskiej prześcigają się we wzajemnych oskarżeniach o winę za przegrane wybory, publicyści - w stawianiu diagnoz na temat wyników. I tak Michał Szułdrzyński z "Rzeczpospolitej" uznał, że przyczyną była "pogarda wielkomiejskich elit dla uczuć religijnych ich współobywateli" (chodzi o "zdjęcia celebrytów z bananami, Matkę Boską z tęczową aureolą, atak na Kościół w wykonaniu Leszka Jażdżewskiego przed wystąpieniem Donalda Tuska czy gdańską parodię procesji Bożego Ciała"). Wtórował mu Konrad Piasecki z TVN24, pisząc o ludziach, którzy "wpychają opozycję na ścianę bezpardonowej walki z Kościołem, natychmiastowej aborcji na życzenie i cieszą się ze 'świętej waginy' na Paradzie Równości". Nie odstawał rzecz jasna Tomasz Lis, który napisał o "wojnie ideologicznej" będącej "prezentem dla PiS".

Można zastanawiać się, jak uczucia religijne obrażają zdjęcia z bananami, przekonywać, że "święta wagina" (jakkolwiek by się nie oceniało tego happeningu) nijak nie przypomina monstrancji i tłumaczyć, że postulat utworzenia komisji ds. przypadków pedofilii nie jest żadną wojną z Kościołem. Ale to wszystko bezcelowe. Centryści znaleźli kozła ofiarnego i orzekli, że zbyt liberalna ta Koalicja, trzeba się zbliżyć do PiS, wtedy na pewno się uda.

Wyście wszystko zapomnieli

Nagle wszyscy przeciwnicy "wojny światopoglądowej" zapomnieli, jak oburzali się po seansie filmu "Tylko nie mów nikomu", zapomnieli o księdzu, który zabrał dziecko na Wyspy Kanaryjskie, by gwałcić je kilka razy dziennie, zapomnieli o księdzu, który twierdził, że dopóki nie ma wytrysku, nie ma grzechu i zapomnieli o płaczu kobiety, która po latach skonfrontowała się ze swoim oprawcą, a ten - w ramach przeprosin - próbował pocałować ją w rękę.

Oni wszyscy zapomnieli też o tym, jak rząd PiS był o krok od wprowadzenia całkowitego zakazu aborcji i tym samym ustanowienia najbardziej zamordystycznego prawa w Europie. Przeciwko tym planom na ulice wyszły dziesiątki tysięcy kobiet, co sprawiło, że partia rządząca wycofała się ze swoich planów, mimo nacisku hierarchów Kościoła Katolickiego.

Centryści z radością przymknęli oczy na to, że na trasie Trójmiejskiego Marszu Równości, obok "obrazoburczego" performance’u stała grupka osób z transparentem "Nie będziesz obcował z mężczyzną, tak jak się obcuje z kobietą. To jest obrzydliwość! - o karze przeczytajcie sobie sami". Chodzi o karę śmierci. Udają więc, że nie widzą kilkunastometrowego transparentu z życzeniem śmierci, ale ich uwadze nie uchodzi kawałek kartonu na kiju. Również prezydentka Gdańska w swoim alarmistycznym liście oświadcza, że czuje się "urażona", "oszukana" i oskarża o "przemoc symboliczną", ale realna groźba przemocy zdaje się nie być warta nawet wzmianki.

Szczucie mniej oburzające niż karton na kiju

Takiego oburzenia jak kilkugodzinny performance nie wzbudzało oczywiście wiele miesięcy szczucia na osoby LGBT+. Politycy PiS - bez większego sprzeciwu opozycji i rzekomo liberalnych publicystów - mówili, że osoby nieheteroseksualne "zagrażają narodowi", Kaczyński wykrzykiwał "wara od naszych dzieci!" i przekonywał, że ktoś będzie "podważał naturalną tożsamość chłopców i dziewczynek". Zgodny chór powtarzał spin o "deprawacji dzieci", związane z PiS media ogłaszały z okładek nadejście "homoterroru", a szczególnie zaangażowany w sprawę Patryk Jaki mówił o "wydawaniu milionów na dziadostwa LGBT" i chwalił kibiców z transparentem "Warszawa wolna od pedalstwa". To trwało od początku marca i tylko osoby nieheteroseksualne wiedzą, ile kosztowało - strachu, nerwów i zdrowia. Nie przypominam sobie, żeby osoby, które dziś piszą np., że happening z Gdańska "wpycha ruchy LGBT do pudełka z napisem 'kurioza i dziwolągi'", był równie stanowczy w swoich osądach i gniewie, gdy ten ściek płynął bezustannie.

Zapewne po części ma to związek z prywatnymi poglądami wyżej wymienionych, które pod przykrywką publicystycznych diagnoz znalazły swoje ujście. Łatwo jest bowiem orzekać, że czyjeś prawa, a co za tym idzie - czyjeś życie - jest nieważne, gdy nie dotyczą one nas samych. Ale diagnozy te nie znalazłyby miejsca w mainstreamie, gdyby nie przesunięta skrajnie na prawo debata.

Prawica językiem wygrała sprawę aborcji

O przesunięciu dyskursu pisałam przed rokiem, w apogeum sporu o zakaz aborcji. Prawa strona w kontekście aborcji posługuje się językiem ostrym i bezkompromisowym - mówi o "zabijaniu" i "holokauście dzieci nienarodzonych", nie ma oporów przed wyświetlaniem w podstawówkach pełnego kłamstw filmu "Niemy krzyk" i uczeniem piosenki o śmietniku, na którym leżą "szczątki twarzy" płodu. W tym czasie druga strona chodzi na paluszkach, żeby nie zadrażniać, żeby nie zostać nazwana "mordercami" i niechętnie broni nawet i tak już bardzo restrykcyjnego prawa. To nie sprawia, że prawica szanuje "kompromis", wręcz przeciwnie - dyskurs przesunął się skrajnie na prawo i jesteśmy dociskani do ściany. A przecież ostatecznie nie o dyskurs chodzi, a o elementarne prawa kobiet!

W Polsce idealny liberał, na Zachodzie - skrajna prawica

To przesunięcie widać szczególnie wyraźnie, gdy przejrzymy się w oczach Europy. Pokazała to kandydatura Jacka Rostowskiego, byłego wicepremiera i ministra finansów na europosła. Rostowski, jako osoba z podwójnym obywatelstwem, kandydował do Parlamentu Europejskiego z Wielkiej Brytanii, z list anty-brexitowej partii Change UK. Polakowi przyjrzeli się brytyjscy dziennikarze i okazało się, że Rostowski, w Polsce uchodzący za wzór liberała z Sevres, idealnie kulistego Platformersa, nie jest żadnym centrystą. Z takimi poglądami na prawa człowieka bliżej mu do skrajnej prawicy.

Owen Jones z "Guardiana" był jednym z dziennikarzy, który informowali o wypowiedziach Rostowskiego, choćby o tej na temat stabilnego społeczeństwa, które - jego zdaniem - "jest zbudowane na heteroseksualnych relacjach". Przypominał też jak polityk nazwał przyznawanie praw osobom LGBT+ "równią pochyłą". Jones odkrył również, że strona Rostowskiego na Wikipedii została wyedytowana krótko przed wyborami - usunięto z niej informacje o tym, że polityk opowiada się za zakazem in vitro, przeciwko związkom jednopłciowym i przeciwko aborcji. Zmieniono to na stwierdzenie, że Rostowski choć jest przeciwko aborcji, to opowiada się za wolnością wyboru, popiera związki partnerskie i uważa, że in vitro powinno być refundowane. To wszystko, miało - jak ujął dziennikarz - "sprawić, by wyglądał na liberała".

Rostowski tłumaczył, że jego poglądy się "fundamentalnie zmieniły", dlatego edytował swoją stronę na Wikipedii, by "odzwierciedlała jego obecne poglądy". Stwierdził również, że w Polsce pracował nad ustawą o związkach partnerskich. Przy czym nazywanie tamtego projektu PO "ustawą o związkach partnerskich" jest mocno na wyrost. Pamiętam to dobrze, bo debatę obserwowałam z galerii sejmowej. PO odrzuciła wtedy wszystkie trzy przedstawione projekty - SLD, Ruchu Palikota i swój własny, nazywany "kadłubkowym", bo był niezwykle skromny. Praca nad ustawą, o której pisze Rostowski, była de facto pracą nad dalszym ograniczaniem "kadłubkowego" projektu, by nie denerwować prawego skrzydła Platformy. Koniec końców nie przeprocedowano nawet tego uwłaczającego ludzkiej godności skrawka, który zakładał, że pary będą rejestrować się u notariusza jako spółki cywilne.

I można by nawet przyjąć, że Rostowski w Londynie zmienił swoje poglądy, ale widocznie na polskim podwórku wraca na swoją dawną pozycję. Miesiąc przed wyborami polityk oświadczył wprawdzie, że szczucie przez PiS na osoby LGBT "budzi jego oburzenie", ale dodał, że to "szczyt hipokryzji", bo "wszyscy wiedzą, że nie ma partii politycznej w Polsce, gdzie jest więcej niezadeklarowanych gejów niż w PiS-ie i szczególnie na najwyższych pozycjach". Rostowskiemu wtórował Stanisław Gawłowski, który zamieścił na Twitterze dawne zdjęcie Jarosława Kaczyńskiego i Pawła Rabieja, który otwarcie mówi o tym, że jest gejem, z podpisem "kiedyś byli razem".

Opozycja przegrała, bo była słabsza, a nie zbyt liberalna

Z licznych badań wynika, że Polacy coraz chętniej popierają liberalne postulaty. W kwietniowym sondażu Kantar dla "Gazety Wyborczej" 58 proc. badanych uznało, że prawo aborcyjne należy zliberalizować i kobiety powinny mieć prawo do przerwania ciąży na żądanie do 12. tygodnia jej trwania (przeciwko było 35 proc.). Co ciekawe, w przeprowadzonym miesiąc wcześniej sondażu Ipsos dla Oko.press, nawet wśród wyborców partii KORWiN i Ruchu Narodowego co trzecia osoba opowiedziała się za liberalizacją przepisów. Podobnie jest z opinią na temat formalizacji związków osób LGBT+. W sondażu Oko.press z lutego 56 proc. badanych opowiedziała się za prawem do zawierania związków partnerskich (38 proc. było przeciw). To wyraźnie pokazuje, że społeczeństwo jest znacznie bardziej postępowe niż politycy. 

Diagnozy na temat przegranej Koalicji Europejskiej w związku z rzekomą jej liberalizacją są wygodne, bo pozwalają na stworzenie prostej recepty - należy być bardziej konserwatywnym i wygrana w kieszeni. Dużo trudniej przyznać, że opozycja była zwyczajnie słabsza, nie miała programu (bo i jak miała mieć, przy takim rozrzucie wchodzących w jej skład ugrupowań?), nie potrafiła się "sprzedać" i - rzecz jasna - nie miała do dyspozycji budżetu. 

Politycy związani z KE i jej klakierzy mogą dalej przekonywać, że Polacy dali się kupić za 500 plus i 13. emeryturę, ale w ten sposób tylko poprawiają swoje samopoczucie, zupełnie nie dopuszczając do siebie, że wielu osobom taki zastrzyk gotówki przywrócił godność, a obrażany przez opozycję elektorat już nigdy na nią nie zagłosuje.

Oczywiście, PiS w ubiegłym roku próbował odbierać godność kobietom, w ostatnich miesiącach - osobom LGBT+, a od 2015 roku wszystkim tym, których nazywa "zdradzieckimi mordami" czy "esbekami" i "gorszym sortem". Ale akolici opozycji, na wyścigi odcinając się od osób nieheteroseksualnych, a więc grając tak, jak im PiS zagra, robią dokładnie to samo. A po jesiennych wyborach zagrają larum, że - parafrazując mistrza Bareję - wszystkich wyborców mamy poobrażanych.

Zobacz wideo
Więcej o:
Komentarze (552)
Koalicja przegrała, bo była zbyt liberalna? Publicyści i politycy tańczą, jak PiS im zagra [ANALIZA]
Zaloguj się
  • asperamanka

    Oceniono 72 razy 52

    Pani Redaktor ma prawo do swojej opinii, ale prawda jest taka, ze PO nigdy nie była liberalna, i podczas ośmiu lat swoich rządów w kwestii dopuszczalności przerywania ciąży, związków partnerskich, rozdziału państwa od kościoła, praw LGBT, itd., nie zrobiła NIC. Ba, sam Donald Tusk przed wyborami przypomniał sobie, że jest głęboko wierzący i brał ślub kościelny po 20+ latach od cywilnego. PO chodziła na pasku kościoła tak samo jak PiS, a jedyna różnica polegała na tym, że publicznymi pieniędzmi futrowała nie „dzieła” ojca Rydzyka, a jakoby „liberalny” kościół łagiewnicki z don Stsnislao na czele.

    PO w liberalnym przekazie jest po prostu niewiarygodna, i proszę nie mieć wyborców za misiów o małym rozumku i bez pamięci.

  • komentarz.24

    Oceniono 57 razy 25

    Przestańcie w końcu rozpowszechniać propagandę: "...partia rządząca wygrała, bo była skuteczniejsza..." albo "...transfery socjalne..."!
    Nie była skuteczniejsza; miała więcej pieniędzy i więcej środków, za które nie płaciła.
    Zrozumcie w końcu, że kampania wyborcza kosztuje kosztuje! Trzeba płacić za wszystko z własnych pieniędzy. Żaden z krzykaczy, mających za złe opozycji, że nie dotarła do każdej wsi, nie rozumie, że partia rządząca ma do dyspozycji za darmo cały aparat państwowy, wraz z całym systemem państwowej propagandy. Za darmo, gdyż utrzymują go podatnicy, a korzysta partia. Jeżdżą służbowymi samochodami, latają śmigłowcami, biorą diety. Mogą dotrzeć bezpośrednio do każdej wioski, bo nic ich to nie kosztuje. A jak nie dojadą, to i tak w partyjnej telewizji zobaczą, jak "ludzkie pany" jeżdżą po wsiach, rozmawiają ze "zwykłymi" ludźmi.
    Na ma też żadnych "...transferów socjalnych...". Jest tylko w najczystszej postaci korupcja wyborcza, czyli kupowanie głosów w wyborach za pieniądze! Najbardziej otwarcie wciskana "kiełbasa wyborcza" i nic więcej.
    Wprost przyznała to w dniu 15.04.2019 na antenie TOK FM p. Jadwiga Emilewicz - Minister Przedsiębiorczości, wszelkie programy "coś tam+" nie mają być i nie są żadnym działaniami socjalnymi. Podkreślam: była to wypowiedź ministra obecnego rządu, a nie opinia przedstawiciela opozycji, ani bezstronnego biegłego.
    Korupcji wyborczej nie można mylić z polityką socjalną, czyli pomaganiem potrzebującym; to rzecz kosztowna, ale akceptowana społecznie, oczywiście do poziomu rozsądnego opodatkowania tych, którym pieniądze się zabiera.
    Korupcja polityczna to rozdawnictwo wszystkim, jak leci, biednym i bogatym, bez względu na ich potrzeby, za to za nadzieją, że obdarowany zrewanżuje się przy urnie. A najlepiej, jeżeli obdarowanego trwale uzależni się od świadczenia, które jest społecznie nieakceptowane; wtedy będzie się odwdzięczał do końca; swojego lub budżetu państwa.
    To trwałe uzależnienie wyborców próbowali zwalczać twórcy Konstytucji 3 Maja, pozbawiając prawa głosu "szlachtę" kupczącą głosami na sejmikach.
    Uczmy się na czyichś błędach, to najtańsza nauka!

  • rattus-rattus

    Oceniono 50 razy 24

    Bardzo dobra analiza. Liberalna partia zawsze przegra, jeśli zacznie się odcinać od swoich fundamentów (przypomnę casus SLD, które w pewnym momencie próbowało się prześcigać z prawicą w robieniu dobrze Kościołowi).
    Jeśli ideologicznie opozycja upodabnia się do prawicy to jaki sens zmieniać rząd? PiS przynajmniej daje pińćset...

  • year68

    Oceniono 29 razy 15

    KE zbyt liberalna, ciekawe gdzie... Konserwa głosuje na PiS, Kukiza i Konfederację i nigdy nie zagłosuje na PO, choćby nie wiem co obiecywało.

  • kamuimac

    Oceniono 26 razy 14

    kompletna bzdura. światopogląd nie miał tunic do rzeczy bo statystyczny kowalski ma w du...ie gejów i kościoł .

    statystyczny kowalski jest pragmatykiem - jak w 2014 robił na budowie/remontówce to janusz biznesu płacił mu 2500 na rękę - teraz płaci mu 4-5tys na rękę plus dostaje kase z 500 plus.

    w ciagu 4 lat stopa życiowa skoczyła mu na tyle że nie musi już myśleć o tym żeby co jakiś czas jechać do reichu i dorobić na budowie tam.

    i dlatego nie ma znaczenia co mówi PO ani co z demokracją robi PIs - ważne jest to co widać np w piatek wieczorem w biedrze - kiedy ludzie ciągna nie 1 ale już 2 wózki z żarciem i płacą rachunki już nie po 300 ale po 600-700 zł na raz.

    ty myślisz że kowalskiego interesuje że mu ceny skoczyły o 20 % jak on do ręki dostaje 70-80% wiecej niż pare lat temu ?

    ale cóż cenię dobre dziennikarstwo - kompletnie oderwane od realiów życia przecietnego polaka . tak to jest jak artykuły pisze warszawka której sie nie chce ruszyc 50km poza miasto żeby przepytać zwykłych ludzi jak im się poprawiło życie

  • waznezdanie

    Oceniono 22 razy 10

    Opozycja nie ma programu, nie ma lidera, nie ma pomysłu! Jedynie co ma, to hasło "PiS jest zły"...a w to suweren po trzech latach rządów nie wierzy bo mu lepiej...

  • wladek2408

    Oceniono 15 razy 9

    1. Znaczna część społeczeństwa zupełnie nie jest zainteresowana odcieniami ideologicznymi tylko jest pragmatyczna i lubi kasę nade wszystko.
    2. Propaganda PiS jest skuteczna dla prawie połowy społeczeństwa.
    3. W dalszym ciągu opozycja nie przedstawiła ANI JEDNEGO POZYTYWNEGO POMYSŁU, CO ZROBI JAK WYGRA WYBORY. Jedyne informacje, które przychodzą z tej strony jest ODSUŃMY PIS OD WŁADZY. Poza tym nie ma żadnego planu działania, nie ma nawet żadnych (nieważne czy to wiarygodnych czy nie) obietnic. Brak wizji przyszłości po zmianie władzy.
    W porównaniu do tego PiS jest zabójczo precyzyjny i konkretny. I niestety wiarygodny w sprawach konkretnych dla ich wyborców. Nawet dobra kampania wyborcza opozycji z podaniem KONKRETNEJ MAPY DROGOWEJ ODNOSNIE DZIAŁANIA NOWEGO RZĄDU nie gwarantuje sukcesu. A mamy miałkie wypowiedzi i ideologiczne hasła o sądach, prawie konstytucji. To jest ważne, ale nie tak, aby wyborcy którzy są za socjałem zmienili poglądy. Hasło NIE LUBIMY PIS I CHCEMY ICH ZMIENIĆ bez czegokolwiek więcej i tak dało AŻ 38%. Ale jeżeli nie pojawi się nic nowego w tym zakresie to wynik wyborczy opozycji nie będzie lepszy przy tak beznadziejnym podejściu i w praktyce BRAKU JAKIEGOKOLWIEK PROGRAMU. Myślenie "wygramy wybory a potem dogadamy się w partiach i cos tam będziemy robić" na tle konkretnego programu PIS jest miałkie i beznadziejne. Co by nie powiedzieć Polacy są pragmatyczni. I samymi górnolotnymi hasłami i propagandą bez konkretów nie ma szans na odsunięcie obecnie rządzących. Zatem może tak politycy opozycji zacznijcie robić cos konkretnego, a nie gadać, gadać, gadać…

  • antyruski

    Oceniono 21 razy 9

    Prawie zgoda poza kwestią 500+ i 13. emerytury - to jak najbardziej była ordynarna łapówka wyborcza, a nie żadne przywracanie godności, to jest język z Dziennika TVPiS! I miało to kluczowe znaczenie dla mobilizacji wioskowego elektoratu plus - oczywiście - zalecenia proboszcza i straszenie potworem LGBT.

  • maks1956

    Oceniono 19 razy 9

    Opozycja przegrała bo była zbyt leniwa była niewidoczna we wsiach miasteczkach i miastach zbyt mało bezpośrednich spotkań z wyborcami . A oni sobie biegali po studiach TV czy radiowych i gadanie głupot bo tak jest najwygodniej, tylko rozmowy bezpośrednie z ludźmi i okazywanie im szacunku.Taką kampanie właśnie miał Bartoś Arłukowicz efekt jest taki ze zdarł kilka par butów przejechał kilkaset wiosek miasteczek kilkaset spotkań ale zdobył 240 tys głosów i wygrał mandat europosła.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX