"Po wyborach KE leży, więc można ich teraz dobijać". Rekonstrukcja rządu przykuje uwagę

Jacek Gądek
PiS chce iść za ciosem i po wygranej w wyborach europejskich nie pozwolić podnieść się opozycji. - Po wyborach Koalicja Europejska leży, więc można ich teraz dobijać - mówi Gazeta.pl jeden z członków rządu. Temu, ale tylko przy okazji, przysłuży się też konieczna rekonstrukcja gabinetu Mateusza Morawieckiego - przyćmi świętowanie 4 czerwca z Donaldem Tuskiem w Gdańsku, a uwagę na nowo przykuje do PiS-u.

Prawo i Sprawiedliwość nie liczyło się z ryzykiem tak wysokiej wygranej w wyborach do Parlamentu Europejskiego, a w efekcie z koniecznością odejścia minister rodziny Elżbiety Rafalskiej, która wyjedzie do Brukseli. Podobnie też Joanny Kopcińskiej, rzeczniczki rządu.

W przypadku ministrów, którzy znajdowali się na miejscach "biorących" list do PE, prezes Jarosław Kaczyński - jak mówił nam już kilka tygodni temu jeden z polityków PiS - miał swoje pomysły, ale jeszcze się z nimi nie zdradzał.

Po środowym spotkaniu na szczycie politycy PiS deklarują, że decyzje personalne zapadły, ale też nie zdradzają się z nimi. A jest o czym decydować. Najważniejszą kwestią jest obsada MSWiA po Joachimie Brudzińskim. Nazwisko Pawła Szefernakera (dziś wiceministra w tym resorcie) jako następcy miało upaść, bo mimo że jest jednym najbardziej perspektywicznych polityków PiS i ma protektora w osobie Brudzińskiego, to wciąż jest za młody (32 lata) na tak ogromny resort. Jego wiek - i ten argument padał w wewnętrznych dyskusjach - mógłby odebrać powagę rządowi, bo MSWiA kierowali partyjni notable: Brudziński, a wcześniej Mariusz Błaszczak. Za Szefernakerem miał optować Mateusz Morawiecki, ale dla Jarosława Kaczyńskiego młody wiek ministra jest przeszkodą.

Swoją kandydatkę miała do MSWiA i Beata Szydło - jedną ze swoich najbliższych współpracownic, Elżbietę Witek. Ale - takie sygnały dochodzą z Nowogrodzkiej - faworytem jest już Jacek Sasin, czyli partyjny wyjadacz i lojalny człowiek partii. Sasin jest dziś szefem Komitetu Stałego Rady Ministrów - trzyma rękę na rządowych projektach ustaw. Z kolei Witek łatwiej byłoby wejść z powrotem w buty rzeczniczki rządu, choć gdy pełniła tę rolę w gabinecie Szydło, to od pierwszego dnia chciała ten fotel opuścić. Tak zresztą już na starcie się umówiły: że to tylko na krótki czas. Wtedy zastąpił ją Rafał Bochenek.

Gdy gruchnęła informacja o tym, że Elżbieta Rafalska zdobyła nieplanowany mandat do PE, to pierwszym pomysłem było w PiS zastąpienie jej wiceministrem, który zna ten resort. - Spokojny i kompetentny - tak o Stanisławie Szwedzie mówi jeden z członków rządu. To Szwed jest na ten moment faworytem do przejęcia schedy po Rafalskiej.

O podlaskim pośle PiS Dariuszu Piontkowskim politycy obozu rządzącego mówią już jako o "pewniaku" w Ministerstwie Edukacji Narodowej, który opuści Anna Zalewska.

Do PE również dość niespodziewanie wyjedzie Andżelika Możdżanowska - wiceminister rozwoju. Jej stanowisko to był okup za przejście z PSL do PiS. Nikt w PiS po niej nie będzie płakał.

Ministerialny fotel przy okazji rekonstrukcji ma też opuścić minister sportu Witold Bańka. Tekę najprawdopodobniej przejąć ma posłanka Anna Krupka - od niedawna wiceminister w tym resorcie, a prywatnie jedna z ulubienic Jarosława Kaczyńskiego. Jej kandydatura jest sceptycznie przyjmowana przez polityków obozu władzy, ale z racji jej bliskiej relacji z prezesem nikt publicznie nie piśnie o niej złego słowa. Choć Bańka ma zostać szefem Światowej Organizacji Antydopingowej (WADA) dopiero 1 stycznia 2020 r., to - mówi nam jeden z członków rządu - wcześniej musi się do tej funkcji przygotować. I stąd spodziewana dymisja Bańki.

Innym ministrem, który ma się załapać na rekonstrukcję, choć nie wyjeżdża do Brukseli, jest minister finansów Teresa Czerwińska, dla której szykowane jest miękkie lądowanie. Jak pisaliśmy, może trafić do zarządu Europejskiego Banku Inwestycyjnego (EBI), a ostatnie przecieki mówią o zarządzie NBP.

Z kolei odejście do PE Beaty Kempy sprawia, że Solidarna Polska musi dostać w zamian - tak stanowi umowa partii Zbigniewa Ziobry z PiS - fotel ministra konstytucyjnego dla innego swojego polityka. W SP można usłyszeć, że stanowisko ministra pełnomocnika ds. pomocy humanitarnej jest kiepskie więc Ziobro chciałby wywalczyć coś poważniejszego. Jeśli mu się nie uda, to zapełni i ten stworzony na siłę urząd ds. humanitarnych.

W rządzie nie pozostanie za to pustka po wicepremier ds. społecznych Beacie Szydło, szefowej komitetu społecznego. Ale dlatego, że nie jest tajemnicą fasadowość tego komitetu, stworzonego, by nie marnować potencjału popularności Szydło (patrząc na jej rekordowy wynik w wyborach do PE - udanie) i podkreślać wagę spraw społecznych dla PiS.

Przy okazji kolejnych rekonstrukcji zawsze wraca nazwisko ministra infrastruktury Andrzeja Adamczyka - to również człowiek Szydło. - Jest kiepski, ale pewnie zostanie w gabinecie - słyszymy od rozmówcy z rządu. I sugeruje, że na swoim stanowisku pozostanie - przymierzany już do MON albo MSWiA - szef kancelarii premiera Michał Dworczyk.

Rekonstrukcja najprawdopodobniej stanie się faktem w przyszłym tygodniu podczas ceremonii w Pałacu Prezydenckim. - Wszyscy będą mówić o nowych ministrach, a nie o jakimś tam kolejnym przemówieniu Donalda Tuska - podkreśla rozmówca z szeregów obozu rządzącego. Jak dodaje, zmiany w rządzie na nowo przykują uwagę opinii publicznej do PiS, a opozycja, która i tak jest pogrążona w kryzysie po porażce w wyborach do PE, będzie gasnąć na marginesie.

Zobacz wideo