Ardanowski podjął decyzję ws. krów z Deszczna. Nie zostaną wybite, trafią do izolacji

Ministerstwo Rolnictwa zdecydowało, że zdziczałe stado krów z Deszczna nie zostanie wybite. Minister Jan Krzysztof Ardanowski poinformował, że krowy zostaną odizolowane i przebadane w państwowym gospodarstwie.

Krowy z Deszczna (woj. lubuskie) błąkają się po okolicy od lat. Stado, liczące 185 sztuk bydła, w tym wiele cielaków, nie jest zarejestrowane i nie ma właściciela, który by o nie dbał i regularnie badał ich zdrowie. Zwierzęta pasą się więc na polach należących do innych rolników. Niedawno zdecydowano o tym, że całe dzikie stado powinno zostać wybite, ponieważ stanowi zagrożenie dla innych zwierząt i utrudnia życie mieszkańcom. Protestowali przeciwko temu aktywiści działający na rzecz praw zwierząt.

Krowy z Deszczna uratowane po interwencji Jarosława Kaczyńskiego

W sprawie u ministra rolnictwa Jana Ardanowskiego interweniował nawet Jarosław Kaczyński. Prezes PiS tłumaczył w TVP Info, że zwierzęta należy ocalić. Tłumaczył, że jest to kwestia humanitarna i także kwestia dotrzymywania słowa. - Jest to również kwestia relacji - relacji tego rządu i naszej formacji politycznej - z tą częścią społeczeństwa, która jest wrażliwa, która lubi, kocha zwierzęta i angażuje się w tego rodzaju sprawy - mówił Jarosław Kaczyński. Również Andrzej Duda zwracał się w tej sprawie do Ardanowskiego oraz Bogdana Konopki, głównego lekarza weterynarii

Ostatecznie szef resortu rolnictwa poinformował, że zwierzęta nie zostaną wybite. -  Krowy z Deszczna nie trafią do uboju. Zostaną odizolowane w jednym z państwowych gospodarstw - powiedział Ardanowski.

Jak dodał, zwierzęta od kilkunastu dni zabezpiecza samorząd. Dzienny koszt utrzymania stada opłacany przez gminę to trzy i pół tysiąca złotych. W tej chwili trwają poszukiwania gospodarstwa dla krów. Minister Ardanowski zapewnił, że znajdą się publiczne środki na utrzymanie krów, ale zaapelował też do organizacji obrońców praw zwierząt, by te równolegle zorganizowały zbiórkę na ten cel.

Na początku było ich kilkanaście

Jak opisywało TOK FM, krowy na terenie gminy Deszczno żyją od niemal dekady. Zajmują popegeerowskich łąkach nad Wartą, na początku, gdy właściciele przestali się nimi zajmować, było ich zaledwie kilkanaście, teraz jest łącznie ponad 180. Zwierzęta żyły bez jakiejkolwiek opieki weterynaryjnej, skarżyli się na nie rolnicy, według których zwierzęta szkodzą uprawom i hodowlom.

W związku z tym resort podjął decyzję o wybiciu krów, co spotkało się krytyką aktywistów, którzy organizowali w obronie krów demonstracje i pilnowali ich. Wysłali też petycję w tej sprawie do premiera. Gdy ministerstwo uznało, że krowy należy wybić, aktywiści zaczęli się zbierać na łące, by ich pilnować.