Czy Wiosna skończy się 26 maja? Po kiepskiej passie ostatnich tygodni dla partii Biedronia nadchodzi chwila prawdy

Kampanię europejską Wiosna Biedronia zaczęła z wysokiego "C", jednak na ostatniej prostej zmagań wyraźnie złapała zadyszkę. Powodem kryzysu mogą być afery i wpadki wizerunkowe, które przydarzyły się partii w ostatnim czasie.
Zobacz wideo

Na kilkadziesiąt godzin przed wyborami do Parlamentu Europejskiego, Wiosna może liczyć na ledwie 6,3 proc. poparcia – wynika z przeprowadzonego 21 maja na zlecenie „Rzeczpospolitej” sondażu IBRiS. To o 0,8 mniej niż w badaniu tej samej pracowni z pierwszej połowy maja. Na tym jednak kłopoty partii Roberta Biedronia się nie kończą. W najnowszym sondażu IBRiS Wiosnę dogania narodowo-populistyczna Konfederacja. Formacja, której twarzami są m.in. Janusz Korwin-Mikke, Robert Winnicki czy Grzegorz Braun, może liczyć na 6 proc. głosów.

Pieskie życie polityka

Sondaże to dziś jednak wcale nie największy problem ugrupowania byłego prezydenta Słupska. W badaniach z poprzednich dni – m.in. Kantara dla „Gazety Wyborczej”, Gazeta.pl i TOK FM – Wiosna mogła liczyć na 7,5-10 proc. głosów. Większym problemem jest to, że w ostatnich dniach kampanii o Wiośnie jest głośno nie ze względu na działania jej kandydatów, aktywność w temacie pedofilii w polskim Kościele czy wizytę wiceszefa Komisji Europejskiej Fransa Timmermansa, który udzielił partii zdecydowanego poparcia.

Jednym z najgłośniejszych tematów ostatniego tygodnia kampanijnych zmagań jest sprawa psów posłanki Joanny Scheuring-Wielgus. "Fakt" opisał, że "dwójka" na warszawskiej liście Wiosny, w przeszłości angażująca się w ochronę praw zwierząt, oddała do schroniska swoje dwa psy. Powód: przeprowadzka z domku jednorodzinnego do mieszkania w kamienicy i... alergia, którą polityczka ma, jak sama przyznała, od 20 lat.

Scheuring-Wielgus odniosła się do publikacji we wpisie na Facebooku i być może to był największy błąd, bo jej tłumaczenia zostały przyjęte fatalnie. We wspomnianym oświadczeniu napisała m.in.: "Zamiast przywiązać do drzewa, uśpić lub zostawić na autostradzie - co niestety się zdarza - znalazłam moim ukochanym psiakom Czarnej i Mambie dom w dobrym schronisku dla zwierząt". Dwa następne dni upłynęły pod znakiem potężnej krytyki zachowania i tłumaczeń posłanki. Post z wyjaśnieniami ostatecznie został usunięty, a sama polityczka przyznała na antenie Radia ZET:

Moje oświadczenie było rzeczywiście bez sensu. Przyznaję, nigdy bym już następnym razem nic takiego nie napisała

Wydawałoby się, że typowo tabloidowa sprawa przejdzie bez większego echa. Niestety dla Wiosny zyskała olbrzymi rozgłos. Z raportu zajmującego się trendami w mediach społecznościowych serwisu Politykawsieci.pl wynika, że tylko w środę 22 maja sprawa psów posłanki miała zasięg rzędu 16,5 mln (chodzi o liczbę profili, które zetknęły się z tematem) i aż 39 tys. wzmianek. Tego dnia w polskich "społecznościówkach" nie było popularniejszego tematu.

Dla Wiosny jest to o tyle niebezpieczne, że od chwili swojego wejścia do polskiej polityki partia kreowała się na proekologiczną i prozwierzęcą. Wystarczy wspomnieć, że jako jedyna ma w swoim programie zapowiedź powołania Rzecznika Praw Zwierząt. Sama Scheuring-Wielgus też poważnie zaszkodziła swojej wiarygodności. Przecież w grudniu 2018 roku przed jednym z toruńskich schronisk zachęcała ludzi do przygarniania porzuconych czworonogów, zamiast kupowania nowych, rasowych psów.

W dużych miastach i metropoliach, czyli tam, gdzie Wiosna cieszy się największym poparciem, takie tematy są wyjątkowo nośne. Wielkomiejscy wyborcy gros swoich informacji o świecie czerpią z internetu i aktywnie korzystają z mediów społecznościowych. A w tym tygodniu Wiosna nie ma w nich lekkiego życia.

W kierownictwie partii zachowują jednak urzędowy optymizm. - To nie jest kwestia, która rozpala naszych wyborców. Podczas spotkań z nimi tego tematu nikt nie podnosi - w rozmowie z Gazeta.pl przekonuje Krzysztof Gawkowski, sekretarz zarządu Wiosny. I dodaje:

Jest finisz kampanii, naprawdę dużo jeżdżę po Polsce, spotykam się i rozmawiam z ludźmi. Nasi wyborcy pytają nas, czy nie wycofamy się z rozdziału państwa od Kościoła, czy będziemy tępić zjawisko pedofilii w Kościele, czy utrzymamy '500 plus', czy podniesiemy płacę minimalną. Tym żyją nasi wyborcy

Kwestia fundamentalnej wiarygodności

Tyle że sprawa psów posłanki Scheuring-Wielgus, chociaż zyskała zupełnie zaskakujący rozgłos, jest tylko wierzchołkiem góry lodowej. W ostatnich tygodniach Wiosna musiała zmagać się także z dwoma innymi kryzysami wizerunkowymi.

Pierwszy dotyczy oskarżeń o mobbing w lubelskich strukturach partii. Na początku maja na swoim profilu na Facebooku sformułował je Przemysław Stefaniak, koordynator tamtejszej młodzieżówki Wiosny. Sprawa jest o tyle poważna, że wedle jego wersji mobbingu miała się dopuszczać Monika Pawłowska - regionalna koordynatorka Wiosny i "dwójka" na lubelskiej liście europarlamentu.

Wiośnie zdecydowanie nie pomogło, że niemal od razu po wyjściu niewygodnych faktów na światło dzienne dała się przyłapać na kłamstwie. Na antenie Polsat News Krzysztof Śmiszek, jeden z liderów Wiosny i „jedynka” partii w okręgu dolnośląsko-opolskim, zapewniał, że Stefaniak "nie przyszedł do niego" z problemem. Kilkanaście godzin później 18-latek opublikował na Facebooku screeny ze swojej rozmowy z politykiem, podczas której informuje go o problemach, pyta o procedury antymobbingowe w partii i prosi o pomoc. Dla Wiosny, która przez wszystkie przypadki odmienia równouprawnienie, poprawę warunków pracowniczych i pomoc słabszym nie mogło być mocniejszego ciosu.

W partii słyszymy, że początkowo sprawa Pawłowskiej została zrzucona na karb stresu i nadmiaru obowiązków. Nikt nie chciał dać wiary, że w takiej formacji jak Wiosna działaczka mogła traktować swoich młodszych współpracowników w sposób opisany przez Przemysława Stefaniaka. A ten w swoim wpisie nie przebierał w słowach, rozpoczynając go od słów: "Opowiem wam jak byłem mobbingowany w wiośnie i jak nie znalazłem nigdzie pomocy".

Szybko okazało się, że sprawa jest bardzo poważna. Dlatego Wiosna powołała wewnątrzpartyjną komisję, która zajmuje się sytuacją w lubelskich strukturach. Na rozwiązanie problemu partia dała sobie miesiąc.

Nie ma miejsca w Wiośnie na tego typu zachowania i ja nie będę takich zachowań tolerował. Osobiście będę pilnował tej sprawy. Nasza reputacja musi być niepodważalna

- zapewnił Robert Biedroń, cytowany przez Polską Agencję Prasową. Tyle że koordynatorka lubelskich struktur partii nie została nawet zawieszona w pełnieniu obowiązków. Nadal jest także kandydatką Wiosny w eurowyborach, formalnie nie ma możliwości wycofania jej z zatwierdzonych przez Państwową Komisję Wyborczą list.

Mówi jeden z kandydatów Wiosny do Parlamentu Europejskiego: - W takich sytuacjach możliwa jest tylko jedna reakcja. Najpierw człowieka zwalniasz albo odsuwasz od obowiązków, a później zadajesz pytania i badasz sprawę. Jeśli okaże się niewinny, to super. Najwyżej wznawiasz z nim współpracę. Jeśli okaże się winny, masz czyste sumienie, że zareagowałeś właściwie. Wiem, brzmi okrutnie, ale nie można inaczej. Zwłaszcza, jeśli na sztandarach masz takie hasła jak Wiosna. To dla nas kwestia fundamentalnej wiarygodności.

"Kto nam uwierzy?"

Wiarygodności Wiosny w ostatnich tygodniach nie pomogła też z pewnością sprawa Marcina W. - innego lubelskiego polityka partii i kolejnego kandydata Wiosny do europarlamentu. Na tydzień przed wyborami okazało się, że W. zataił przed kierownictwem partii istotną informację na swój temat. Jest bowiem podejrzany o wyłudzenie 16,5 mln zł z Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. W grudniu 2018 roku, wraz z kilkoma innymi osobami, został w tej sprawie zatrzymany przez Centralne Biuro Śledcze. Z ustaleń śledczych wynika, że W. m.in. składał fałszywe dokumenty dotyczące wydatków grupy producentów. Prokuratura wciąż zbiera materiał dowodowy. W. grozi do ośmiu lat więzienia.

Także w sprawie W. głos zabrał sam Biedroń. W przekazanym mediom oświadczeniu stwierdził, że "kandydat złożył do niezgodne z prawdą oświadczenie, o tym, że nie jest prowadzone w stosunku do niego jakiekolwiek postępowanie, nie ma postawionych zarzutów i jest niekarany". "W związku z powyższym stanowczo odcinamy się od kandydata i podkreślam, że w Wiośnie nie ma miejsce dla osób łamiących standardy i zasady postępowania etycznego" - zapewnił prezes partii. W Wiośnie dowiadujemy się, że W. nie należał do partii, więc o wyrzuceniu go nie może być mowy. Jednak nie to jest największym problemem. Wiośnie najbardziej szkodzi fakt, że podobnie jak w przypadku Moniki Pawłowskiej nie można usunąć go z listy partii do europarlamentu.

Sprawa W. jest głośno komentowana w samej Wiośnie.

Jak to świadczy o weryfikowaniu przez nas ludzi na listach wyborczych? Przecież to idzie na konto partii

- irytuje się jeden z polityków Wiosny. Inny dodaje, że to mocny cios w wizerunek partii, która od początku swojego istnienia zapewnia, że do polskiej polityki chce wnieść nową jakość i wyższe standardy. - Kto nas teraz będzie traktować poważnie? - słyszymy. - Okazało się, że tego, co chcemy tępić u innych nie potrafimy wytępić u siebie - żali się nasz rozmówca.

Szefostwo Wiosny nie traci jednak nadziei, że problemy z ostatnich tygodni nie wpłyną na wynik partii w wyborach do Parlamentu Europejskiego.

Jestem dobrej myśli. Z tego, co widzę i wiem, myślę, że w niedzielę możemy być bardzo pozytywnie zaskoczeni

- przekonuje w rozmowie z Gazeta.pl Dariusz Standerski, dyrektor programowy partii. - W bezpośrednich spotkaniach ludzie reagują na nas bardzo dobrze, a o tych tematach się nie słyszy. Żyją tym media i internet. Drzwi przed Wiosną dopiero się otwierają - zapewnia sekretarz zarządu Wiosny Krzysztof Gawkowski.

Robienie dobrej miny do złej gry? Dowiemy się wieczorem 26 maja. Jeśli sekretarz Gawkowski nie ma racji, może się okazać, że drzwi, które otwierają się przed Wiosną, to tak naprawdę drzwi wyjściowe z wielkiej polityki.

Zobacz wideo