"Zdarzyło mi się płakać godzinami i nie przespać paru nocy". Ta afera może zatopić marzenia Wiosny Biedronia o sukcesie wyborczym [ANALIZA]

Dla partii politycznej, która przez wszystkie przypadki odmienia równość, pomoc słabszym i sprawiedliwość społeczną, trudno znaleźć większe zagrożenie niż afera mobbingowa. A właśnie o domniemanym mobbingu w Wiośnie Biedronia pisze były już szef lubelskiej młodzieżówki tej formacji.
Zobacz wideo

Przemysław Stefaniak jest 18-latkiem z Poniatowej, tegorocznym maturzystą jednego z lubelskich liceów. Do niedawna - lubelskim koordynatorem Przedwiośnia, młodzieżówki Wiosny Biedronia. Jeszcze kilkadziesiąt godzin temu nie znał go nikt, teraz mówią o nim największe media w Polsce. Wszystko dlatego, że młody (były już) działacz opisał na Facebooku, jak w Wiośnie miała traktować go szefowa lubelskich struktur ugrupowania, Monika Pawłowska, dwójka Wiosny na tamtejszej liście do Parlamentu Europejskiego. Swój wpis chłopak zaczyna od bardzo wymownego zdania: "Opowiem wam, jak byłem mobbingowany w Wiośnie i jak nie znalazłem nigdzie pomocy".

Nastolatek nie przebiera też w słowach, opisując zachowania przełożonej: "zaatakowała mnie przy trzech osobach że 'jakim cudem ona kur** nie wie, że pierd***** dzieciarnia organizuje jakieś kur** malowanie tęczy'", "w prywatnych rozmowach o nas - młodzieżówce mówiła per 'pierd***** dzieciarnia', bo nie realizowaliśmy targetów zbierania podpisów dla osób do europarlamentu", "innym razem zostałem skurw**** za to, że dostatecznie szybko nie podałem jej ręki (…), wzięła mnie na stronę i powiedziała, że 'jak jeszcze raz kur** nie wstanę od razu, żeby się przywitać, to mnie rozkur**'". Partyjna wierchuszka zgodnie zapewnia, że sprawa jest wyjaśniania, a w Wiośnie nie było, nie ma i nie będzie miejsca na mobbing.

Potrójny problem Wiosny

Wpis 18-latka i cały ciąg zdarzeń, które nastąpiły po jego upublicznieniu, to jednak dla Wiosny olbrzymi problem. Z trzech powodów.

Po pierwsze, uderza w fundamenty politycznego wizerunku Wiosny. Partia Roberta Biedronia od początku funkcjonowania na polskiej scenie politycznej przedstawiała się jako "nowa jakość" i formacja, która diametralnie różni się od "starych partii". W swojej aktywności publicznej i propozycjach programowych politycy Wiosny bardzo mocno akcentowali takie wartości jak pomoc słabszym, równouprawnienie, przywracanie sprawiedliwości społecznej czy walka ze wszelkiego rodzaju przemocą i wykluczeniem. Podejrzenia o mobbing w szeregach partii są dla nich ciosem w samo serce.

Po drugie, w niecałą dobę od publikacji postu Stefaniaka jeden z czołowych polityków Wiosny został przyłapany w tej sprawie jeśli nie na kłamstwie, to na bardzo niepokojącym kluczeniu. Kilka godzin po ukazaniu się wpisu 18-latka o sformułowane w nim zarzuty na antenie Polsat News zapytany został dr Krzysztof Śmiszek - jeden z liderów partii, jedynka Wiosny do Parlamentu Europejskiego w okręgu dolnośląsko-opolskim, a prywatnie partner Roberta Biedronia.

Śmiszek stwierdził, że Stefaniak "nie przyszedł do niego" z opisywanym problemem. Kilkanaście godzin później chłopak opublikował na Facebooku screeny ze swojej rozmowy ze Śmiszkiem, w której informuje go o sytuacji i pyta, czy w partii są jakieś procedury antymobbingowe. "Niestety, nie wiem nic o takich procedurach" - odpisał mu polityk, po czym polecił kontakt z koordynatorem okręgu albo szefostwem całej młodzieżówki.

- Przemysław Stefaniak poprosił mnie o informację, czy są procedury wewnętrzne, o których ja nie słyszałem. Poprosiłem go z koordynatorką Przedwiośnia, żeby przesłał nam więcej faktów, byśmy mogli podjąć działania - tak w rozmowie z Gazeta.pl Śmiszek tłumaczy całą sytuację. I dodaje: - Niestety nie odezwał się, a potem napisał takiego posta. Nie dostarczył nam informacji, o które go prosiliśmy, chcieliśmy się zająć tym na poważnie.

To też nie do końca prawda, bowiem Stefaniak zgodnie z poleceniem napisał o swoich problemach do współprzewodniczącej młodzieżówki Wiosny - Karoliny Molskiej. Screen z tej rozmowy także zamieścił na Facebooku, odpierając pojawiające się w komentarzach zarzuty, że nie przedstawia twardych dowodów i wywleka na światło dzienne wewnętrzne sprawy partii.

Wreszcie po trzecie, sprawa domniemanego mobbingu wyszła na jaw w najgorszym możliwym dla Wiosny momencie. Jesteśmy na ostatniej prostej kampanii do Parlamentu Europejskiego, Wiosna walczy o każdy promil głosów, trwa objazd kraju przez liderów ugrupowania. Teraz zamiast przekonywać Polaków do swojego programu i swoich kandydatów, politycy Wiosny będą musieli odpowiadać na niewygodne pytania o to, co w ich formacji dzieje się za zamkniętymi drzwiami. Nie trzeba dodawać, że lepszego prezentu nie mogli sobie wymarzyć przeciwnicy Wiosny - od Prawa i Sprawiedliwości, przez Koalicję Europejską, na Konfederacji czy Kukiz'15 skończywszy.

Rozbrajanie bomby

Wszystkie powyższe czynniki sprawiają, że afera lubelska jest najpoważniejszym z problemów, na które przez trzy miesiące swojego istnienia natrafiła Wiosna. Dotychczas ugrupowanie Biedronia wychodziło z kłopotów obronną ręką albo skutecznie minimalizowało straty. Kwestię finansowania partii udało się odwlec w czasie do chwili złożenia pierwszego sprawozdania finansowego do PKW, a temat trudnego dzieciństwa Biedronia i burzliwych relacji w jego rodzinnym domu zrzucono na karb politycznego rozgrywania przeszłości prezydenta Słupska.

Wpisu Stefaniaka zbyć nie sposób. To tykająca bomba, która może wysadzić w powietrze marzenia liderów Wiosny o politycznym sukcesie. Sprawa zyskała już duży medialny rozgłos, partia na starcie zaliczyła kłopotliwą wpadkę, a czasu do wyborów zostało bardzo mało, więc gra na zwłokę byłaby strategią samobójczą. Wiosna musi podjąć trudne decyzje tu i teraz, zażegnać wizerunkowo-komunikacyjny kryzys i ratować wiarygodność. Zwłaszcza że - jak napisał sam Stefaniak - podobno nie był on jedyną osobą, która w Wiośnie zmagała się z takimi problemami.

Zobacz wideo