PiS odcina się od Pawłowicz, ale nie da jej zrobić krzywdy. Partia pamięta o bulterierach [ANALIZA]

Wiktoria Beczek
Po niekorzystnym rozgłosie w mediach partia rządząca musiała delikatnie odciąć się od kontrowersyjnych wpisów Krystyny Pawłowicz. Ale to nie znaczy, że pozycja posłanki jest zagrożona - PiS nie raz udowadniało, że zawsze pamięta i nagradza swoich wiernych wojowników.
Zobacz wideo

Krystyna Pawłowicz jeszcze kilka miesięcy temu deklarowała, że stopniowo będzie usuwać się w cień, z końcem kadencji zakończy swoją karierę polityczną, a do tego czasu przestanie udzielać się na Twitterze, gdzie dotąd dodawała setki (zwykle impertynenckich) wpisów. Wytrzymała krótko. Po pięciu dniach z powrotem szalała na Twitterze i od razu zaatakowała "upadłych" - jej zdaniem - dziennikarzy.

Cztery miesiące później Pawłowicz oburzyła się na wpis ambasadorki USA Georgette Mosbacher. Amerykanka składała życzenia żydom z okazji święta Pesach, co posłanka nazwała "prowokacją". Później - jak gdyby nigdy nic - skomentowała wpis jeszcze raz, wyjaśniając, że właśnie dowiedziała się, że Pesach przypada w tym roku w tym samym czasie co Wielkanoc.

Sprawa być może rozeszłaby się po kościach, gdyby nie opisała jej w krótkiej depeszy agencja Associated Press, a za nią media z całego świata. Wówczas do akcji wkroczyła rzeczniczka PiS Beata Mazurek, która poinformowała, że "wpisy Krystyny Pawłowicz są wyłącznie jej opiniami". Sama zainteresowana dodała, że jej prywatne wypowiedzi “w żaden sposób nie mogą być łączone ze stanowiskiem rządu ani PiS”, którego członkiem nie jest. Na koniec przeprosiła partię za szkody, które ta odniosła z powodu publikowanych przez nią treści.

Krystyna Pawłowicz może formalnie nie należeć do PiS, ale jej proweniencja jest wszystkim znana. To ona, obok Stanisława Pawłowicza, była twarzą rewolucji w sądach, to ją PiS wybrał do reprezentowania Sejmu w Krajowej Radzie Sądownictwa, a posłanką klubu PiS jest od 2011 roku i - gdyby partia faktycznie chciała się od niej odciąć - można ją było wyrzucić setki razy. Ale Pawłowicz jest potrzebna partii Jarosława Kaczyńskiego - jest bezpośrednia, radykalna w sądach, podsyca złe emocje wobec przeciwników PiS i za to wszystko uwielbia ją twardy elektorat partii. Sam Kaczyński mówił o niej, że "bywa ostra, ale tacy ludzie są bardzo, bardzo potrzebni".

Wielkie wyrzucanie i powroty w chwale

Przez lata zdarzało się, że bulterierzy byli wyrzucani z PiS. Najsłynniejszy z nich, Jacek Kurski, nawet dwukrotnie. Pierwszy raz w 2005 roku, kiedy podczas kampanii wyborczej obwieścił światu, że Donald Tusk miał dziadka w Wehrmachcie. Wyleciał natychmiast, ale już miesiąc później wrócił na łono partii, która pozytywnie rozpatrzyła jego odwołanie. W 2011 roku, wraz z Tadeuszem Cymańskim i Zbigniewem Ziobrą, wyrzucono go za publiczne wypowiedzi na temat konieczności otwarcia się PiS na nowe środowiska i demokratyzacji partii.

Przez kolejnych kilka lat był na obrzeżach polityki, ale partia nie zapomniała o swoim wojowniku - po wygranych wyborach dostał posadę prezesa TVP. I opłacało się przeżyć kilka chudszych lat, by dziś zarabiać niemal 35 tys. zł, a to i tak suma bez dodatków i premii.

Również Zbigniew Ziobro ostatecznie na wyrzuceniu z PiS zyskał. Choć za pierwszego PiS-u miał identyczne stanowisko - ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego - dopiero po powrocie z banicji otrzymał pełnię władzy nad całym wymiarem sprawiedliwości za sprawą zmian w sądownictwie, w które sam był zaangażowany.

Stronniczka Ziobry Beata Kempa, choć współtworzyła wraz z nim Solidarną Polskę i była wiceprezeską partii, w 2015 roku wystartowała z list PiS i natychmiast po wyborach objęła funkcję szefowej kancelarii premier Beaty Szydło, a po tym, jak szefem rządu został Mateusz Morawiecki, nie została zdegradowana do roli posłanki. Na pocieszenie przyznano jej dziwaczne stanowisko członkini Rady Ministrów odpowiedzialnej za sprawy dotyczące uchodźców i pomocy humanitarnej. W ramach tej funkcji zwiedziła już kawałek świata, a w następną podróż prawdopodobnie uda się do Brukseli - w wyborach do Parlamentu Europejskiego startuje z listy PiS, z drugiego miejsca w okręgu dolnośląsko-opolskim.

PiS nagradza za wierność

Partia rządząca, od kiedy walczy o więcej niż tylko własny twardy elektorat, musi wykonywać subtelne ruchy uciszające politycznych harpaganów w rodzaju Krystyny Pawłowicz. Ale nawet jeśli dziś partia odcina się od Pawłowicz, to z pewnością o niej nie zapomni i nagrodzi za wierność i waleczne serce. Być może - jeśli PiS utrzyma władzę, a posłanka zgodnie ze swoją deklaracją będzie chciała odejść z polityki -spokojną emeryturę Pawłowicz spędzi w Trybunale Konstytucyjnym? Pod koniec 2019 r., czyli tuż po wyborach parlamentarnych, skończy się kadencja trzech sędziów TK, to idealna okazja na taki transfer, tym bardziej że - jak można usłyszeć w Sejmie - bycie sędzią Trybunału to marzenie posłanki.

Zobacz wideo