Schetyna złapał wiatr w żagle i próbuje kontruderzenia. Schował program, wyjął fachowców [ANALIZA]

Mobilizacja twardego elektoratu, podkreślanie historycznej wagi nadchodzących wyborów oraz chwalenie się wykwalifikowanymi kadrami i proeuropejskim nastawieniem. Koalicja Europejska stara się przenieść ciężar kampanijnych zmagań na dogodne dla siebie pole.
Zobacz wideo

„Przyszłość Polski. Wielki Wybór” – ogłoszone niedawno kampanijne hasło Koalicji Europejskiej było w sobotnie przedpołudnie kluczowe. W warszawskim centrum targowo-kongresowym Global EXPO kolejni mówcy odmieniali je przez wszystkie przypadki, a sygnał do tego dał przemawiający jako pierwszy Grzegorz Schetyna.

Kontruderzenie

Ostatnie tygodnie były dla niego bardzo pomyślne. Koalicja Europejska bez szwanku wyszła z awantury o kartę LGBT+ i wypowiedzi wiceprezydenta Warszawy na temat adopcji dzieci przez pary jednopłciowe. A nie było łatwo, bo politycy i elektorat PSL oraz konserwatywnego skrzydła PO łapali się za głowy, gdy Rafał Trzaskowski podpisywał wspomnianą kartę, a jego zastępca udzielał wywiadu „Dziennikowi Gazecie Prawnej”.

Szybko okazało się, że w kwestiach światopoglądowych Koalicja Europejska nigdy nie dogada się w 100 proc. (ktoś miał złudzenia, że może być inaczej?). Ważniejsze było jednak pytanie: czy te różnice nie rozsadzą dopiero co zawiązanego sojuszu od środka. Nie rozsadziły. Marcowe sondaże pokazały nawet, że swoista próba ognia wyszła koalicjantom na zdrowie. Opozycyjne przymierze okrzepło, a pod względem społecznego poparcia dogoniło Zjednoczoną Prawicę. Dzisiaj jeśli już przegrywa, to średnio o ledwie 2 pkt proc. Coraz częściej jednak w badaniach opinii publicznej to Koalicja Europejska jest górą – przeprowadzone w marcu sondaże trzykrotnie wskazywały na jej wygraną z „dobrą zmianą”.

Skoro jest dobrze, trzeba to wykorzystać, złapać jeszcze więcej wiatru w żagle. Z takiego założenia zdaje się wychodzić przewodniczący Platformy i jego otoczenie. Przyspieszyć. Wzmocnić przekaz. Zepchnąć przeciwników do defensywy. Właśnie temu miała służyć sobotnia konwencja Koalicji Europejskiej.

Nie program, tylko atuty

Kto spodziewał się w jej trakcie usłyszeć o kompleksowych założeniach programowych, wielkich planach i drobiazgowych wyliczeniach, ten mocno się rozczarował. W obozie opozycji nikt już nie ukrywa, że chodzi o ludzkie emocje, polityczne instynkty, wybór między „my ich” albo „oni nas”. Na niespełna dwa miesiące przez wyborami możemy już z pełnym przekonaniem stwierdzić, że w tej kampanii program, rozwiązania, propozycje będą tylko tłem dla politycznej przepychanki dwóch kolosów. Jeśli programy się pojawią/pojawiły, to w roli figowych listków, które uchronią od zarzutów o bezideowość.

Koalicja Europejska nie chce wygrać z PiS-em swoim europejskim programem, który ogłosiła w minionym tygodniu i który co prawda jest bardzo ciekawy, ale jeszcze bardziej hasłowy. Koalicja stawia na inne atuty, Na polityczny pragmatyzm. Bo to on gwarantuje upragnione zwycięstwa znacznie częściej niż najbardziej nawet dopracowany program.

O jakich atutach mowa? W swoim przemówieniu – skądinąd naprawdę dobrym, a co ważniejsze kompletnym – wskazał je przewodniczący Platformy. Argumentem Koalicji są obyci i znani na europejskich salonach politycy. – Fachowcy, którzy liderów Europy znają po imieniu – zachwalał ich Schetyna. Argumentem Koalicji jest zbudowanie narracji o nowym dziejowym momencie w historii Polski. Momencie, którego Polacy nie mogą przespać. – Wybory w roku 2019 są najważniejsze od pamiętnego roku 1989. Wtedy Polacy jasno odrzucili komunizm a wybrali demokrację, kurs na Zachód i szanse na lepsze życie. Teraz stawka jest jeszcze wyższa – podkreślał wagę nadchodzącej elekcji szef PO. Argumentem Koalicji jest to, że za jej rządów Polska grała w unijnej pierwszej lidze, a z głosem Warszawy w Brukseli każdy się liczył. – Polska musi wrócić do głównego stołu Unii Europejskiej. (…) Polska znowu stanie się europejska – obiecywał Schetyna.

Wreszcie argumentem Koalicji jest potwierdzany wszelkimi badaniami społecznymi euroentuzjazm Polaków i – faktograficznie nieprawdziwa, ale politycznie zabójcza dla przeciwników – opowieść o grożącym Polsce ze strony PiS-u polexicie. – Twórcy brexitu, ideowi i polityczni bracia PiS-u, też na początku twierdzili, że wyjść z Unii nie chcą. A sprowadzili na swój kraj niewyobrażalny chaos, zagrożenie dla milionów miejsc pracy, portfeli – przypominał przewodniczący Platformy. – W tych wyborach Polki i Polacy stają przed Wielkim Wyborem. Silna Polska w solidarnej Unii Europejskiej czy Polska na marginesie lub poza Unią? – pytał się zgromadzonych na sali Schetyna.

Zachód vs Wschód

Ze słów Schetyny i pozostałych liderów Koalicji (Władysława Kosiniaka-Kamysza, Włodzimierza Czarzastego, Katarzyny Lubnauer i Małgorzaty Tracz) wyłania się jasny i prosty przekaz – Koalicja Europejska to Zachód, bezpieczeństwo i dostatek, o których Polacy zawsze marzyli i o które Polacy przez stulecia walczyli; Zjednoczona Prawica to Wschód, niepewność i czyhające za rogiem problemy, których Polacy w swojej historii mieli aż zanadto.

– Zwycięży albo drużyna wielkiej, polskiej dumy, albo drużyna wielkich kompleksów – przekonywał Schetyna, raz jeszcze podkreślając wagę majowych wyborów. Swoje przemówienie zakończył z dobrze znanym, szerokim uśmiechem. Jakby wiedząc, że na zaproponowaną przez niego opowieść nawet kolejna „piątka” PiS-u może nie wystarczyć.

Zobacz wideo