Jacek Czaputowicz o wyjściu ze studia RMF: Nie mogłem ryzykować i narazić państwa polskiego

- Uznałem, że trudno ryzykować komentarz w sprawie, której nie znam - stwierdził w rozmowie z dziennikarzami minister spraw zagranicznych Jacek Czaputowicz. Jak wyjaśniał, jego resort nie jest władny komentować sprawy związków zamachowca z Nowej Zelandii z Polską, ponieważ to jest kwestia dla służb.
Zobacz wideo

Podczas poniedziałkowego spotkania unijnych ministrów spraw zagranicznych w Brukseli minister spraw zagranicznych Jacek Czaputowicz wyjaśnił, dlaczego wyszedł ze studia przed programem RMF, w którym został poproszony o skomentowanie polskich wątków w zamachu na meczety w Nowej Zelandii.

W rozmowie z dziennikarzami Czaputowicz powiedział, że został zaproszony na rozmowę o expose. - Chcemy mieć kontakty ze wszystkimi radiostacjami. Rzeczywiście, przyjąłem zaproszenie z przyjemnością. Natomiast po przyjściu do studia redaktor poprosił mnie jeszcze przed rozmową - bo oczywiście do rozmowy nie doszło, nie to, że została przerwana (…) - o komentarz dotyczący polskiego wątku zamachu w Nowej Zelandii - wyjaśniał minister.

- Wówczas dziennikarze przedstawili mi wydruk depeszy prasowej, z czego wynikało, że kilkadziesiąt minut wcześniej pojawił się ten polski wątek. Jeden z dziennikarzy RMF chciał zbadać, uzyskać informacje, że w jakimś kontekście się ten polski watek pojawił. Więc wówczas stwierdziłem, że trudno mi tak na żywo bez znajomości tej kwestii komentować. Zasugerowałem zwrócenie się do rzecznika, ale oczywiście byłem gotowy przeprowadzić rozmowę zgodnie z tematem, czyli na temat polityki zagranicznej, expose - dodał.

Czaputowicz: "Nie mogłem narazić resortu czy państwa polskiego"

Według jego relacji, dziennikarze mimo tego domagali się, żeby zacząć rozmowę od zamachu.

- Uznałem, że trudno ryzykować komentarz w sprawie, której nie znam. (…) Powiedziałem, że raczej nie będę tego komentował, i w ten sposób zakończyliśmy tę kwestię. Przykro mi, że dziennikarze RMF nie mogli uzyskać ode mnie opinii na temat polskiej polityki zagranicznej, na co się rzeczywiście umawialiśmy. To wynikało z tego, że ja nie mogłem narazić resortu czy państwa polskiego - brzmi bardzo poważnie polski wątek, kto za tym stoi, czy Polacy, czy nie Polacy - na jakieś interpretacje - zaznaczył.

- Skontaktowałem się od razu z rzecznik MSZ, przedstawiłem, jak wygląda sprawa. Rzecznik zadzwoniła po kilkunastu minutach do dziennikarzy, uzyskała od nich też pytania, czy mamy jakieś nazwiska osób (…) z Polski, z którymi się ten terrorysta kontaktował. Powiedziała, że nie ma takich informacji, trudno nam to komentować, są właściwe służby do tego - stwierdził Czaputowicz.

Minister dodał, że dziennikarz RMF FM "mniej więcej to przedstawił, chociaż niezbyt precyzyjnie, że ja oczywiście nie czułem się na siłach komentować na świeżo polskiego wątku w tej sprawie". Jak podkreślił, MSZ później wystosował komunikat, że resort nie jest władny komentować, bo to jest kwestia służb.

Na koniec Czaputowicz stwierdził, że zawsze jest otwarty na rozmowę, także z RMF, na tematy polityki zagranicznej, jednak musi brać pod uwagę konsekwencje wypowiedzi.

Zamach na meczety w Nowej Zelandii

Do ataku na dwa meczety w nowozelandzkim mieście Christchurch doszło około godziny 2.00 w nocy czasu polskiego. Zamachowcy otworzyli ogień do osób obecnych w świątyniach - bilans to 49 ofiar śmiertelnych i kilkadziesiąt osób rannych. Policja zatrzymała czworo podejrzanych (trzech mężczyzn i kobietę).

W sprawie pojawił się również wątek polski - jeden z zamachowców na magazynku broni napisał polskie nazwisko "Feliks Kazimierz Potocki". Nazwa "Polska" pojawia się również w kilkudziesięciostronicowym manifeście opublikowanym przez jednego z napastników. Śledczy badają sprawę.

Więcej o: