Uwięzieni w Polsce PiS-u. Jeśli opozycja się nie zmieni, może wygrywać kolejne wybory, ale i tak nigdy nie będzie rządzić [ANALIZA]

Awantura wokół karty LGBT+ i adopcji dzieci przez pary jednopłciowe pokazuje, że opozycja - czy tego chce, czy nie - funkcjonuje dziś w Polsce od A do Z zaprojektowanej przez Prawo i Sprawiedliwość. Grając na nie swoim boisku, nie ma szans na wygraną. Nawet jeśli zwycięży w tych czy innych wyborach.
Zobacz wideo

Kiedy w 2015 roku PiS odniosło podwójne wyborcze zwycięstwo i zdobyło bezprecedensową w skali III RP władzę, pojawiło się wiele głosów, że kluczowym krokiem do tego było opanowanie języka debaty publicznej. Przeformatowanie go na własną modłę tak, żeby dało się go skutecznie wykorzystywać do realizacji politycznych celów.

To w ten sposób powstały m.in. hasła „dobra zmiana”, którym samookreślili się obecnie rządzący, czy „Polska w ruinie” (to za jego pomocą PiS zniszczyło Platformę Obywatelską w poprzedniej kampanii parlamentarnej). Z kolei już wcześniej – m.in. poprzez przedefiniowanie takich pojęć jak „patriotyzm”, „polskość” czy „prawdziwy Polak” – Nowogrodzka przejęła język, którym mówi się o polityce historycznej i miłości do ojczyzny. W ten sposób de facto zmonopolizowała politycznie oba te obszary.

Już po objęciu władzy PiS na użytek swojej bieżącej polityki zaczęło odwracać znaczenie pojęć. Na warsztat trafiły m.in. „wstawanie z kolan”, „przywracanie suwerenności” czy „antykomunizm”. Wystarczyło powtarzać to dostatecznie długo i konsekwentnie, żeby ugruntować w głowach wielu Polaków – zwłaszcza tych, którzy na co dzień nie śledzą polityki, a swoją wiedzę o wydarzeniach w kraju i na świecie czerpią głównie lub tylko z mediów publicznych – obraz PiS-u jako wybawiciela uciśnionego kraju i umęczonego ludu.

Od sojusznika do agenta Kaczyńskiego

Dzisiaj wiemy już, że opanowanie języka debaty publicznej przez PiS było jedynie wierzchołkiem góry lodowej. Przekonaliśmy się o tym w ostatnich dniach, gdy polityczno-medialny światek do czerwoności rozgrzało najpierw podpisanie przez prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego karty LGBT+, a później – wywiad jego zastępcy dla „Dziennika Gazety Prawnej”.

W rozmowie z „DGP” Paweł Rabiej odniósł się do kwestii praw mniejszości seksualnych: „Nie jestem zwolennikiem zmieniania społeczeństwa na siłę, więc jestem za etapowaniem: najpierw wprowadźmy związki partnerskie, potem równość małżeńską, a na koniec przyjdzie czas na adopcję dzieci. (…) Najpierw przyzwyczajmy ludzi, że związki partnerskie to nie jest samo zło, że nie niszczą tkanki społecznej i polskiej rodziny. Potem łatwiej będzie o kolejne kroki, o równość małżeńską z adopcją”.

Dla obozu Zjednoczonej Prawicy wypowiedź Rabieja była jak przedwczesny prezent gwiazdkowy. Politycy partii rządzącej pod rękę z zaprzyjaźnionymi mediami od razu ruszyli do frontalnego ataku. – Wara od naszych dzieci! – grzmiał prezes PiS-u Jarosław Kaczyński podczas regionalnej konwencji w Katowicach w miniony weekend.

Jarosław Kaczyński podczas konwencji Prawa i Sprawiedliwości przed wyborami do europarlamentu, Katowice, 16.03.2019 r.Jarosław Kaczyński podczas konwencji Prawa i Sprawiedliwości przed wyborami do europarlamentu, Katowice, 16.03.2019 r. Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta / AGENCJA GAZETA

Furia prawej strony nie dziwi, ale nie jest to działanie w afekcie. Nieoficjalnie wiadomo – piszą o tym m.in. Wirtualna Polska i „Newsweek” – że wszystko jest tutaj od początku do końca przekalkulowane. PiS dysponuje wewnętrznymi badaniami, z których wynika, że sprawa LGBT „grzeje” ich elektorat. Będzie zatem na tapecie tak długo, jak długo badania będą pokazywać, że politycznie to się opłaca.

Tyle że w obronie Rabieja nie stanęli nawet jego koledzy i koleżanki z Koalicji Europejskiej. Część z nich wręcz zarzuciła mu bycie tajnym agentem partii rządzącej „Przyjaciele z podwórka. Kiedyś byli razem. Współpracowali Jarosław Kaczyński i Paweł Rabiej. Czy dzisiaj współpracują? Czy spór jest prawdziwy? #UkładKaczyńskiego” (pisownia oryginalna) – napisał na Twitterze poseł PO Stanisław Gawłowski. Do swojego postu załączył zdjęcie Kaczyńskiego i Rabieja z konferencji prasowej w Sarajewie. Fotografia jest z 1993 roku.

Stanowisko posła Gawłowskiego nie jest w Platformie odosobnione (wcześniej od jego wypowiedzi zdecydowanie odciął się prezydent Trzaskowski). Dodając do tego fakt, że już wcześniej podobnym tokiem rozumowania podążyli wierni Platformie medialni i okołopolityczni zagończycy, w ledwie kilkadziesiąt godzin Rabiej został kompletnie sam – okładany bez litości przez prawicę i skazany na ostracyzm przez, wydawałoby się, swoich.

Pomocną dłoń do Rabieja wyciągnął jedynie Robert Biedroń, który sam od lat ma na sztandarach te same postulaty, o których wiceprezydent Warszawy mówił na łamach „DGP”. – Uważam, że Paweł Rabiej nie ma za co przepraszać. Jeżeli ktoś mówi, że chce być proeuropejski, to musi być w tym konsekwentnym. To nie jest czas na chowanie głowy w piasek – powiedział podczas konferencji prasowej. I dodał: – W polityce trzeba mieć odwagę. Jak się chce iść do Europy, to trzeba mieć wartości europejskie i trzeba sprawy stawiać jasno.

Uwięzieni w Polsce PiS-u

Jaka lekcja płynie z tego dla Platformy i skupionej wokół niej opozycji? Ktoś mógłby powiedzieć, że należy bardziej pilnować własnych polityków i ich obecności w mediach. Byłby to jednak błędny wniosek. Jak już napisałem, opanowanie przez PiS języka debaty publicznej było wierzchołkiem góry lodowej. Okazuje się bowiem, że partia Kaczyńskiego nie tylko zdefiniowała, jakim językiem mówimy o poszczególnych aspektach naszej rzeczywistości. Niepostrzeżenie wpłynęła też na to, o jakich aspektach tej rzeczywistości rozmawiamy, a jakie zbywamy milczeniem „bo nie wypada, bo lepiej nie”. Przede wszystkim jednak zaprojektowała tę rzeczywistość wedle własnego uznania, co inne ugrupowania, na czele z Platformą – zajęte zapewne znacznie donioślejszymi zajęciami, jak choćby sprawowanie władzy – przeoczyły lub zlekceważyły.

Rada Krajowa PORada Krajowa PO Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Dziś płacą za to cenę. Wysoką, a będzie coraz wyższa. Nagle okazuje się bowiem, że w pięknym nadwiślańskim kraju pod koniec drugiej dekady XXI wieku lista tematów tabu jest długa niczym kolejki po mięso za późnego Gierka. Rozciąga się od seksualności człowieka i prawa aborcyjnego, przez tabletkę „dzień po” i związki partnerskie, po pedofilię w Kościele, przemoc domową i życie rodzinne.

Przy okazji zdrowy, prawdziwy Polak to heteronormatywny samiec (alfa, jakżeby inaczej), który spłodził syna, zbudował dom i zasadził drzewo. Obowiązkowo: praktykujący katolik (nawet jeśli księdza ostatni raz widział na rekolekcjach w podstawówce), w związku małżeńskim (a nie, jak mawiały babcia z ciocią, żyjący na kocią łapę). Głowa rodziny – on zarabia, ona rodzi i wychowuje dzieci. O uczuciach nie mówi, a jeśli już uderzy raz czy drugi, to nie znaczy, że nie kocha.

Prawdziwy Polak kocha historię swojego kraju i sławi ją przy okazji świąt najróżniejszych. Jest to o tyle łatwe, że jego ojczyzna czarnych kart w swojej historii szczęśliwie nie ma. Jeśli ktoś twierdzi inaczej, znaczy, że padł przygnieciony pedagogiką wstydu albo jest w ostatnim stadium antypolonizmu. Prawdziwy Polak, jak jego dziadowie, żyje prawem wilka, a wobec postępowych nowinek zdeprawowanego Zachodu – gejów (w Polsce gejów nie ma), uchodźców (mamy naszych Ukraińców, wystarczy) czy laickiego państwa (dlatego Zachód upada, bezbożnicy) – jest należycie sceptyczny.

Śmieszne? Przerysowane? Tylko z pozoru. Jeśli odrzeć powyższy opis z celowej publicystycznej groteskowości, wyjaśniłby naprawdę sporo z tego, co w ostatnich latach wydarzyło się w polskiej polityce. W Polsce, jeśli chodzi o sferę aksjologiczną i symboliczną, zaprojektowanej i urządzonej przez katolicko-narodową prawicę. W Polsce, w której „pewnych tematów” lepiej nie poruszać, bo „nie wiadomo, jak ludzie to odbiorą” (a że jeszcze wybory idą, to... no, sami rozumiecie), bo PiS i jego sympatycy będą mieć używanie. W Polsce, w której nie stawiamy ważnych, choć trudnych pytań, bo tym nie zdobywa się sondażowych punktów i nie wygrywa wyborów.

To w tej Polsce tkwi uwięziona opozycja. W Polsce PiS-u. Rozdmuchana do granic przyzwoitości „afera” wokół karty LGBT+ i wywiadu wiceprezydenta Rabieja pokazuje to z całą mocą. Koalicja Europejska może odmieniać swoją europejskość przez wszystkie przypadki, sławić Unię o każdej porze dnia i nocy czy zapewniać o swojej merytorycznej wyższości nad „dobrą zmianą”, ale i tak tego nie zakrzyczy. Od lat gra na boisku PiS-u, w grę stworzoną przez PiS i na zasadach przez PiS wymyślonych. Sama nie chciała zaproponować niczego innego – „ciepła woda w kranie” się nie liczy – bo raz, że to ryzykowne, a dwa, że efekty niepewne. Idea bezideowości i kult zarządzania (a nie rządzenia!) zapędziły ją w kozi róg. Może wygrać te czy inne wybory (ba! ma na to całkiem realne szanse) i odsunąć „dobrą zmianę” od władzy, ale rządzić i tak nie będzie. Bo rządzi ten, kto kontroluje umysły. A umysły Polaków, za przyzwoleniem i przy bierności opozycji, kontroluje PiS.

Zobacz wideo