NBP ujawnił zarobki kierowników. "Typowe dla PiSu - dla narodu 500 zł, dla swoich 50 tysięcy"

Platforma Obywatelska wnioskuje, żeby najlepiej zarabiająca w NBP Martyna Wojciechowska zwróciła pensje za ostatnie trzy miesiące, kiedy nie panowała nad kryzysem wizerunkowym instytucji. - Te pieniądze jej się po prostu nie należą - mówiła posłanka PO.
Zobacz wideo

Narodowy Bank Polski ujawnił zarobki kadry kierowniczej po tym jak w poniedziałek Andrzej Duda podpisał nowelizacje ustawy o jawności zarobków w NBPJak napisano na stronie NBP udostępnione informacje dotyczą wysokości przeciętnego wynagrodzenia miesięcznego brutto osiągniętego w 2018 r. na różnych stanowiskach.

Wyróżniono stanowiska: dyrektora oddziału okręgowego, dyrektora departamentu (komórki równorzędnej), zastępcy dyrektora oddziału okręgowego, zastępcy dyrektora departamentu oraz osób zajmujących stanowiska równorzędne pod względem płacowym ze stanowiskiem dyrektora departamentu i jego zastępcy.

Podano wynagrodzenia brutto. W ich skład wchodzą m.in. wynagrodzenie zasadnicze, chorobowe, zasiłki, premie, nagrody, nagrody jubileuszowe i dodatkowe wynagrodzenie roczne.

W dokumencie nie wypisano nazwisk, ale można je z łatwością wywnioskować ze podanych stanowisk. Najwyższe zarobki w 2018 r. miała Martyna Wojciechowska, dyrektor Departamentu Komunikacji i Promocji. To od niej zaczął się konflikt wokół płac w NBP. W 2018 r. zarabiała przeciętnie 49 563 zł miesięcznie. Drugie miejsce na płacowym podium zajmuje Dorota Szymanek, dyrektor Departamentu Prawnego. W 2018 r. zarabiała przeciętnie 47 331 zł. Trzecim najlepiej zarabiającym pracownikiem NBP jest Robert Jagiełło, dyrektor Departamentu Innowacji Finansowych, który zarabiał w 2018 roku 44 971 zł.

"Widać, że komunikacja i promocja to najbardziej cenione działy w NBP"

Po długo oczekiwanym ujawnieniu informacji o zarobkach w internecie pojawiły się liczne komentarze.

"Tak, synu. Dyrektor departamentu bezpieczeństwa NBP zarabia 36 tys., informatyki i telekomunikacji obsługującej cały system bankowy - niecałe 35 tys,
a pani od komunikacji i promocji, która od miesięcy nie umiała zneutralizować wizerunkowej katastrofy NBP - 47,5 tysiąca" - skomentował na Twitterze dziennikarz RMF FM Tomasz Skory. 

"Widać, że komunikacja i promocja to najbardziej cenione działy w NBP. Departamenty stabilności finansowej, zarządzania ryzykiem finansowym czy ryzyka operacyjnego mogą komunikacji i promocji co najwyżej buty czyścić. Księstwo" - podsumował Tomasz Żółciak z "Dziennika Gazety Prawnej".

"Po wejściu w życie ustawy o jawności płac w NBP, jest w niej także zapis o tym, że na stanowiska dyrektorskich płace mogą wynosić max 60 proc. wynagrodzenia prezesa, czyli będzie to jakieś 35 tys. zł. Dyrektora komunikacji czeka obniżka o ok. 15 tys. zł" - zauważył Bartek Goduslawski, również z "DGP".

"NBP pod rządami Adama Glapińskiego stoi na głowie"

Jacek Urbaniak i Marta Golbik z PO zorganizowali konferencje prasową ws. ujawnionych zarobków.

- To jest chore. Narodowy Bank Polski pod rządami Adama Glapińskiego stoi na głowie - stwierdził Urbaniak odnosząc się do irracjonalnych z punktu widzenia efektywności funkcjonowania NBP dysproporcji płacowych pomiędzy poszczególnymi stanowiskami. 

- Struktura wynagrodzeń stoi na głowie. Taka instytucja nie może dobrze funkcjonować - przekonywał. - Z pewnością stąd straty, z pewnością stąd problemy. To jest typowe dla rządów PiSu, dla narodu 500 zł, dla swoich 50 tys. - podsumował.

"Te pieniądze jej się po prostu nie należą"

Marta Golbik odniosła się do kwestii zarobków dyrektor Departamentu Komunikacji i Promocji Martyny Wojciechowskiej.

- Pani Wojciechowska, o której wielokrotnie mówiono, zarabia - łącznie z dodatkiem za Radę w Bankowym Funduszu Gwarancyjnym, w którym również znalazła się dzięki prezesowi Glapińskiemu - ponad 61 tys. zł. Pytanie czy tyle zarabiać powinna osoba zajmująca się marketingiem i promocją w sytuacji, w której od trzech miesięcy nie może sobie poradzić z największy kryzysem wizerunkowym w NBP? - pytała posłanka PO

Marta Golbik przekonywała, że Wojciechowska "podważa wiarygodność NBP i zupełnie nie radzi sobie z powierzonym jej zadaniem". Posłanka złożyła jej zaskakującą propozycję:

- Dlatego oczekujemy od pani Wojciechowskiej, żeby przynajmniej za te trzy ostatnie miesiące, kiedy NBP jest w koszmarnym kryzysie wizerunkowym, za który ona osobiście odpowiada i pobiera ponad 61 tys. zł [miesięcznie - przyp. red.], proponujemy, żeby przynajmniej te pieniądze zwróciła. Proponujemy, żeby przelała je na WOŚP. Te pieniądze jej się po prostu nie należą - zaproponowała Golbik.

Zobacz wideo