Była ambasador Polski w Izraelu: jesteśmy w stanie wojny dyplomatycznej. Konflikt może eskalować

Jacek Gądek
- Znów jesteśmy w stanie wojny dyplomatycznej i znów nie będzie to wyłącznie konflikt polsko-izraelski, ale będzie mieć też echa w USA - mówi Agnieszka Magdziak-Miszewska, była ambasador Polski w Izraelu. Jak dodaje, jest w Izraelu antypolskie podglebie, na którym w czasie kampanii można zdobyć punkty wyborcze.
Zobacz wideo

Gazeta.pl, Jacek Gądek: Czy kolejny kryzys dyplomatyczny na linii Polska - Izrael to efekt jakiegoś ciągu przypadków, czy może jest on przez kogoś reżyserowany?

Agnieszka Magdziak-Miszewska*: - Nie jestem zwolenniczką teorii spiskowych, ale musimy wziąć pod uwagę dwie istotne okoliczności. W obu państwach mamy podobne rządy i w obu państwach toczy się już kampania wyborcza.

W jakim sensie rządy są podobne?

Tych podobieństw można znaleźć wiele. Ale dam przykład: pani minister kultury Izraela stworzyła listę pisarzy, którzy powinni być dofinansowywani, bo dobrze się zasłużyli Izraelowi i takich, którzy są podejrzani - np. sławny pisarz Amos Oz.

Oba rządy są bardzo czułe na punkcie godności i historii?

Obecny polski rząd prowadzi narrację w takim oto kierunku, że Polacy są rzadko spotykanym w przyrodzie narodem aniołów i właściwie nie popełniali zbrodni. Izraelczycy z kolei są w dużej części potomkami Żydów europejskich, czyli tych, których przodków zamordowano w Holocauście. Faktem jest, że niektórzy Polacy z powodów nienawiści, strachu czy chciwości uczestniczyli w mordowaniu Żydów. Jeśli zatem jedyną polską narracją miałoby być pokazywanie, że Polacy podczas wojny Żydów wyłącznie ratowali, to musi się to spotkać z ripostą rządu Izraela i samych Żydów.

Kryzys polsko-izraelski wybuchł po publikacjach mediów w Izraelu, które twierdziły, że Benjamin Netanjahu wini naród polski o współudział w Holocauście..

…ale tak na dobrą sprawę, to my z całą pewnością nie wiemy, co powiedział Benjamin Netanjahu o Polakach. Czy mówił o „narodzie polskim”, czy o niektórych Polakach, którzy mordowali Żydów.

Osobiście jestem skłonna dać wiarę temu, jak ambasador Izraela Anna Azari zrelacjonowała słowa premiera Izraela. Jeśliby Netanjahu faktycznie mówił o „narodzie polskim”, jak chce tego „Jerusalem Post”, to faktycznie byłby to powód do kryzysu w relacjach dwustronnych. A jeśli powiedział „Polacy zabijali Żydów. To są fakty. Za fakty nikt nikogo w Polsce nie skazuje”, tak jak chce tego Anna Azari, to wówczas w istocie bronił on Polski i mówił prawdę.

Agnieszka Magdziak-MiszewskaAgnieszka Magdziak-Miszewska fot. Mikołaj Grynberg/http://auschwitz.org

A czy premier Izraela miałby jakiś interes w tym, aby wzniecać kryzys dyplomatyczny z Polską?

W izraelskiej kampanii wyborczej temat Polaków musi się pojawić, bo Netanjahu był ostro krytykowany za wspólną polsko-izraelską deklarację z 2018 r. Mówiono o nim w Izraelu, że sprzedaje prawdę i historię w zamian za polityczne profity. Ale on jednak nie miał teraz interesu w tym, aby kryzys w relacjach z Polską odżył na nowo i eskalował.

Dla Netanjahu obrazki z warszawskiej konferencji ws. Iranu były ważne. Ale istotne były też obrazki ze spotkania z premierami V4 w Jerozolimie. Oba wydarzenia miały bowiem dowodzić, że Izrael nie jest osamotniony i izolowany, a sam Netanjahu ma przyjaciół w Europie. Eskalujący konflikt z Polską, a teraz także odwołany szczyt V4 mu nie służą.

Może jednak wśród izraelskich wyborców istnieje antypolskie podglebie, na którym można zdobyć pulę głosów większą niż dzięki fotografiom z premierami Grupy Wyszehradzkiej?

To podglebie faktycznie istnieje, a już zwłaszcza po tym, gdy przed rokiem uchwalono w Polsce nowelę ustawy o IPN.

Przed rządami PiS-u kolejne ekipy starały się propagować w Izraelu narrację opartą o taką filozofię: owszem, byli w czasie wojny Polacy, którzy pomagali zabijać Żydów, to fakt historyczny, ale nie skupiajmy się na tym, bo byli też Polacy, którzy Żydów ratowali. Ponadto historia Polaków i Żydów ma 1000 lat i jej tragiczny finał nie może wymazać tego, co się w niej - także dobrego - wydarzyło. Tragiczna historia nie może być zapomniana, ale można z niej wyciągnąć wnioski, tak jak od 30 lat robi to Polska w stosunkach z Izraelem.

Moi poprzednicy i ja staraliśmy się wprowadzać taką narrację do dyskursu publicznego. Czyniliśmy to poprzez wspólne kursy polskich i izraelskich nauczycieli, czy też szkolenia dla izraelskich przewodników. Pokazywaliśmy Polskę jako kraj przyjazny Izraelowi. Powoli, ale jednak ta narracja trafiała do coraz szerszych kręgów opinii publicznej. Efekty były: z czasem na niektórych polskich ulicach język hebrajski stawał się drugim językiem wśród turystów. Nieprzemyślana i dramatyczna ustawa o IPN uderzyła w polski interes.

A może skoro Netanjahu przed rokiem był tak krytykowany za deklarację polsko-izraelską, to teraz w kampanii wyborczej postanowił zaprezentować się jako twardszy niż wówczas polityk?

Nie sądzę. Netanjahu podpisał przecież tę deklarację wiedząc, że będzie za to ostro krytykowany.

Teraz p.o. szefa MSZ Izraela Israel Kac mówi wprost, że „Polacy wyssali antysemityzm z mlekiem matki”. To przecież oczywista nieprawda, więc ma posłużyć do celów wyborczych?

I właśnie dopiero te słowa są powodem wybuchu wojny dyplomatycznej i racjonalnym powodem do zaostrzenia kryzysu przez polski rząd. Tu nie ma pola do domysłów, bo minister powiedział to publicznie. Słowa Israela Kaca to deklaracja polityczna związana z wyborami, które w Izraelu mają się odbyć w kwietniu.

Do kogo taka wypowiedź jest adresowana?

Być może stoi za tym osobiste przekonanie szefa MSZ o prawdziwości takiego stwierdzenia, ale tego się nie dowiemy. Może on z pewnością zyskać punkty wyborcze w części elektoratu i to nawet nie głównie wśród wyborców mających korzenie w Polsce - wśród nich są osoby o bardzo negatywnym stosunku do Polski opartym o doświadczenie rodziców i ich samych z Holocaustu, a dodatkowo pamiętających też antysemicką nagonkę roku ’68.

O dziwo dużą grupą Żydów niechętnych Polsce są Żydzi sefardyjscy. Ich wiedza o historii jest niewielka i opiera się na stereotypach. Oni ani ich rodziny nie doświadczyły Holocaustu, niemniej wśród nich stereotyp Polaka-antysemity jest głęboko zakorzeniony.

Ambasador RP w Izraelu Marek Magierowski stwierdził, że słowa Israela Kaca to przejaw rasizmu. To delikatnie, czy za ostro powiedziane?

Zdecydowanie popieram tu reakcję ambasadora. Warto zwrócić uwagę, że Magierowski nie odniósł się do całej wypowiedzi Kaca. Nie polemizował ze stwierdzeniami, że Polacy zabijali Żydów, ale wyłącznie z oceną, że Polacy wysysają antysemityzm z mlekiem matki.

Konflikt może się nasilać?

Owszem. Ten konflikt może jeszcze eskalować. Znów jesteśmy w stanie wojny dyplomatycznej i znów nie będzie to wyłącznie konflikt polsko-izraelski, ale będzie mieć też echa w USA. Teraz nawet najdrobniejsze wydarzenie i decyzje dotyczące spraw żydowskich będą zauważane. Choćby ostatnia decyzja o nieprzedłużeniu kontraktu dyrektorowi Muzeum Historii Żydów Polskich Polin może wzbudzić komentarze i krytykę, bo będzie odbierane jako dowód na konsekwentną i nieprzyjazną wobec Izraela politykę rządu Polski.

*Agnieszka Magdziak-Miszewska - była doradcą premiera Jerzego Buzka ds. polsko-żydowskich (1997-1999). Pracowała w polskiej dyplomacji: w Moskwie (1991-1995), Nowym Jorku (jako konsul generalny, 2001-2005) oraz jako ambasador Polski w Izraelu (2006-2012). W latach 2012-2016 pracowała w Ministerstwie Obrony Narodowej jako doradca wiceministra Roberta Kupieckiego i wicedyrektor Departamentu Wojskowych Spraw Zagranicznych. Od roku 2000 do 2018 była członkiem Międzynarodowej Rady Oświęcimskiej. Jest członkiem kolegium kwartalnika „Więź”.