Pretensje w obozie PiS. Kaczyński traci zaufanie do Morawieckiego, Czaputowicz może polec

Jacek Gądek
Pasmo afrontów i oskarżeń pod adresem Polski przy okazji szczytu bliskowschodniego odbiło się na zaufaniu prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego wobec premiera. Na pewno zagrożony jest szef MSZ prof. Jacek Czaputowicz. Gdy opadnie kurz po polsko-izraelskim kryzysie, nie może być pewny, że ocaleje.

Już w piątek Jarosław Kaczyński rozmawiał z premierem Morawieckim, do którego miał pretensje o to, że szczyt ws. Iranu szykowany był bez wiedzy Nowogrodzkiej, więc odpowiednio wcześniej nie sposób było się ze zgody na niego wycofać. Szczyt miał pokazać, że Warszawa liczy się na świecie, a skończyło się - w warstwie zrozumiałej dla szeregowych wyborców - na żądaniach USA ws. zwrotów mienia pożydowskiego i drugim konfliktem dyplomatycznym z Izraelem.

A ten spór z Izraelem ma też skutki wewnętrzne - dla obozu władzy w Warszawie. Temat na Nowogrodzkiej jest tym bardziej drażliwy, że pierwszy konflikt z Izraelem (wokół nowelizacji ustawy o IPN) obóz władzy zgasił ogromnym nakładem sił, także samego premiera.

W obozie władzy trwa teraz koncert pretensji i szukanie winnych odświeżenia tego konfliktu. Jak słyszymy od osoby z Kancelarii Prezydenta, Andrzej Duda ma pretensje do premiera Mateusza Morawieckiego. A Morawiecki zrzuca winę na szefa MSZ prof. Jacka Czaputowicza.

Wedle naszych informacji na Nowogrodzkiej - o czym informował także "Do Rzeczy" - wewnętrzna opozycja wobec premiera chciała wręcz dymisji Mateusza Morawieckiego. Tygodnik zwrócił uwagę, że dzisiejsza narada wierchuszki partyjnej odbywać się ma bez udziału premiera, który jest w podróży po Polsce. (Wieczorem rzeczniczka PiS Beata Mazurek powiedziała, że w poniedziałek narada nie jest planowana - red.).   

Scenariusz wyekspediowania premiera istnieje na Nowogrodzkiej od dawna i zakłada wysłanie Morawieckiego do Brukseli w roli polskiego komisarza w Komisji Europejskiej, która formować się będzie po majowych wyborach do Parlamentu Europejskiego - przed polskimi wyborami do Sejmu. Ale zmiana premiera była zakładana tylko na ewentualność pikowania sondaży PiS-u, a przecież partia rządząca w badaniach zajmuje pozycję lidera.

Dymisja szefa rządu to byłoby trzęsienie ziemi w polskiej polityce, a po tym, jak wiele Jarosław Kaczyński zainwestował w Morawieckiego i w obliczu dobrych sondaży (partyjnych i zaufania społecznego do premiera) - wydaje się zatem zupełnie nierealna. Z pewnością jednak - słyszymy od osoby obozu władzy - trwale odbije się na pozycji i zaufaniu prezesa PiS do premiera.

Co ciekawe, gdy akcje Morawieckiego lecą na głowę, rosną Zbigniewa Ziobry, który - jako prokurator generalny - nadzoruje śledczych zajmujących się sprawą z doniesienia Austriaka Geralda Birgfellnera ws. budowy wieżowców przez spółkę Srebrna sp. z o.o.

Pikanterii wewnętrznej rywalizacji szefa rządu i ministra sprawiedliwości dodaje fakt, że już w środę Sejm ma się zająć wotum nieufności wobec Ziobry. Morawiecki będzie zatem musiał go bronić w parlamencie.

Wedle naszych rozmówców obecnie żadna głowa nie poleci. Ale już ta, szefa MSZ Jacka Czaputowicza, może polecieć, gdy kurz po konflikcie z Izraelem opadnie, a więc za 2-3 miesiące. W rządzie nikt już zresztą poważnie nie traktuje szefa MSZ-tu. Na naszą uwagę, że przecież Jarosław Kaczyński mówił o nim po namaszczeniu na ministra bardzo pozytywnie ("kandydatura pana ministra Czaputowicza jest pewnym eksperymentem, ale wierzę, że udanym") nasz rozmówca reaguje śmiechem.

Rolę męża opatrznościowego polskiej dyplomacji i recenzenta odgrywa teraz prof. Krzysztof Szczerski - szef gabinetu prezydenta i dyżurny kandydat na ministra SZ. Nie zwykł chadzać po mediach, ale dziś poszedł do Roberta Mazurka. Choć - jak sam zaznaczył - "ostatnią rzeczą, którą może publicznie robić, to doradzać i sugerować cokolwiek polskiemu rządowi". A potem nie szczędził uszczypliwości.

W RMF FM Szczerski mówił, że "rzeczywiście polski rząd dzisiaj znalazł się w trudnej sytuacji". I wskazywał, że decyzja o organizowaniu szczytu Grupy Wyszehradzkiej w Izraelu to był kiepski pomysł - co więcej - każdy to wiedzieć powinien. - Od samego początku pomysł organizowania szczytu Grupy Wyszehradzkiej w Jerozolimie w czasie szczytu kampanii wyborczej w Izraelu był obarczony ryzykiem - dodał. To krytyka rządu. Na ten szczyt miał się udać najpierw premier, a potem szef MSZ, by w końcu nikt. Problem sam się rozwiązał, bo szczyt zupełnie odwołano.

Zobacz wideo