Szef gabinetu Dudy wprost o stosunkach z Izraelem. "Polski rząd znalazł się w trudnej sytuacji"

- Jeśli strona przyjmująca nie rozumie, że sam fakt organizowania tego posiedzenia w Jerozolimie w tym czasie jest gestem ze strony Grupy Wyszehradzkiej i nie przygotowuje czerwonego dywanu dla przyjeżdżających tam przywódców, to znaczy, że nie zrozumiała ryzyka, jakim obarczone było to spotkanie - powiedział Krzysztof Szczerski w Porannej rozmowie RMF FM.
Zobacz wideo

Szef gabinetu prezydenta Krzysztof Szczerski był dziś gościem w Porannej rozmowie RMF FM. Odnosząc się do napięć na linii Polska-Izrael, stwierdził, że "wszyscy znamy szlachetnych i dobrych Żydów i znamy głupich i złych Żydów, znamy dobrych i szlachetnych Polaków i głupich i złych Polaków". 

- Kogo ma pan na myśli mówiąc o głupich i nieszlachetnych Żydach? Premiera Izraela, ministra spraw zagranicznych? - dopytywał Robert Mazurek.

Szczerski krytycznie odniósł się do wypowiedzi izraelskich polityków i przekonywał, że istnieją środowiska żydowskie, które są w stanie konstruktywnie wpływać na stosunki polsko-izraelskie. - Po słowach amerykańskiej dziennikarki odezwali się mądrzy i szlachetni Żydzi na świecie, w tym Ronald Lauder. Są środowiska, które to rozumieją, Żydzi, którzy mieszkają dziś w Izraelu i którym zależy na dobrych relacjach polsko-izraelskich - stwierdził.

Co ze szczytem Grupy Wyszehradzkiej?

Robert Mazurek zapytał szefa gabinetu prezydenta, czy jego zdaniem minister Czaputowicz powinien jechać na szczyt Grupy Wyszehradzkiej do Izraela.

- Rzeczywiście Polski rząd znalazł się dzisiaj w trudnej sytuacji. Pomysł, żeby robić to spotkanie w kampanii wyborczej w Izraelu był ryzykowny - stwierdził Szczerski, po czym dodał:

Od samego początku pomysł organizowania posiedzenia Grupy Wyszehradzkiej w Jerozolimie w czasie szczytu kampanii wyborczej w Izraelu był obarczony ryzykiem. On mógłby udać się tylko wtedy kiedy strona przyjmująca rozumiałaby, że jest to gest wobec niej. Jeśli strona przyjmująca nie rozumie, że sam fakt organizowania tego posiedzenia w Jerozolimie w tym czasie jest gestem ze strony Grupy Wyszehradzkiej i nie przygotowuje czerwonego dywanu dla przyjeżdżających tam przywódców, to znaczy, że nie zrozumiała ryzyka jaką obarczone było to spotkanie.
Więcej o: