Mateusz Morawiecki nie poleci na szczyt do Izraela. "Dezercja zamiast skuteczności"

Premier Mateusz Morawiecki nie weźmie udziału w szczycie państw Grupy Wyszehradzkiej i Izraela w Jerozolimie. Powodem mają być ostatnie publikacje w izraelskiej prasie. "Powstaje wrażenie polityki od ściany do ściany" - komentuje na Twitterze były europoseł PiS Paweł Kowal.
Zobacz wideo

Premier Mateusz Morawiecki nie weźmie udziału w rozpoczynającym się w poniedziałek w Jerozolimie szczycie państw Grupy Wyszehradzkiej i Izraela. Powodem decyzji szefa rządu są publikacje, które w ubiegłym tygodniu pojawiły się w izraelskiej prasie przy okazji relacjonowania konferencji bliskowschodniej. 

Według dziennika Jerusalem Post, izraelski premier Benjamin Netanjahu podczas wizyty w warszawskim Muzeum Polin miał powiedzieć, że Polacy kolaborowali z nazistami w czasie holokaustu. Kancelaria premiera Netanjahu doprecyzowała potem, że nie chodziło o wszystkich Polaków, a winą za zniekształcenie wypowiedzi obarczyła izraelskiego dziennikarza.

W związku z całą sytuacją prezydent Andrzej Duda proponował nawet, by szczyt Grupy Wyszehradzkiej odbył się nie w Izraelu, a w prezydenckiej rezydencji w Wiśle.

Wczesnym popołudniem w niedzielę premier Mateusz Morawiecki rozmawiał telefonicznie z premierem Benjaminem Netanjahu. Rozmowa odbyła się na prośbę strony izraelskiej.

Szef izraelskiego rządu potwierdził, że w trakcie czwartkowego briefingu dla dziennikarzy w żadnym momencie nie przypisywał Polsce ani polskiemu narodowi odpowiedzialności za niemieckie zbrodnie popełnione czasie II wojny światowej, i że nie padła z jego strony nawet najmniejsza sugestia tego rodzaju

- poinformowała w oświadczeniu rzeczniczka polskiego rządu Joanna Kopcińska.

Mimo to Polskę na szczycie reprezentował będzie minister spraw zagranicznych Jacek Czaputowicz.

"Czytelny sygnał zmiany uprawiania dyplomacji"

Decyzja premiera Mateusza Morawieckiego jest szeroko komentowana przez polityków i publicystów.

"Logika według PiS: z uwagi na słowa premiera Izraela, które w Polsce NIE padły, premier Polski do Izraela NIE pojedzie... A gdzie wyegzekwowanie słowa "przepraszam"? Ono się Polakom należy! Dezercja zamiast skuteczności..." - skomentował na Twitterze poseł PO Andrzej Halicki.

"Mateusz Morawiecki nie leci na szczyt V4 do Jerozolimy, w zamian wysyła szefa MSZ. Moim zdaniem wydarzenie powinno odbyć się w Polsce, ale to i tak czytelny sygnał (mam nadzieję, że trwały) zmiany sposobu uprawiania dyplomacji z Izraelem" - napisał z kolei Marcin Makowski z "Do Rzeczy".

"Miarą sukcesu polskiej dyplomacji jest to, że chcieliśmy przenieść V4 do Polski, a teraz Mateusz Morawiecki bohatersko oświadcza, że on do Izraela nie poleci, za to poleci minister Czaputowicz. Czechy, Słowacja i Węgry wolą się spotkać w Izraelu niż u nas na naszą prośbę" - stwierdził Patryk Słowik z "Dziennika Gazety Prawnej".

"Rano: jedziemy. Południe: chyba nie. Po południu: obniżamy rangę. Obserwują to obywatele, obserwują partnerzy, obserwują przeciwnicy. Powstaje wrażenie polityki od ściany do ściany" - skomentował Paweł Kowal, były europoseł PiS.

"Morawiecki odwołał wyjazd na szczyt Grupy Wyszehradzkiej w Izraelu. Jeszcze trzy dni temu mówili sobie z Netanjahu 'do zobaczenia'. Myślę, że są dużo poważniejsze powody odwołania wizyty niż słowa premiera Izraela" - napisał poseł PO Tomasz Cimoszewicz.

"Czyli mimo zaakceptowanego przez Polskę dementi premiera Izraela, mimo tego, że zdaniem urzędników rządu RP to była dziennikarska manipulacja, Premier Mateusz Morawiecki odwołuje jednak wizytę w Izraelu. To teraz wróćmy do dyskusji o tym, jak nasza dyplomacja jest wspaniała, a Polska jest mocarstwem" - ironizował Bartosz Węglarczyk z Onet.pl.

Zobacz wideo
Więcej o: