Prof. Antoni Dudek: Powstała rysa na wizerunku Kaczyńskiego, ale nie obali ona PiS-u

Jacek Gądek
- Jest rysa na wizerunku prezesa PiS, ale dla kogo będzie ona istotna? Dla tych, którzy kreowali albo wierzyli w Kaczyńskiego jako safandułę oderwanego od rzeczywistości - a to nie są ludzie, którzy by popierali PiS, ale raczej krytycy tej formacji - ocenia prof. Antoni Dudek, politolog i historyk z UKSW.
Zobacz wideo

Jacek Gądek: - Skąd środowisko PiS, a konkretnie spółka Srebrna Sp. Z.O.O., ma działki w centrum Warszawy?

Prof. Antoni Dudek: - To efekt tego, co stało się z majątkiem gigantycznego koncernu RSW Prasa-Książka-Ruch, który należał do partii komunistycznej.

Czyli trzeba się cofnąć o 30 lat.

W marcu 1990 r. cały ten majątek próbowała po cichu przejąć Socjaldemokracja Rzeczypospolitej Polskiej (partia m.in. Aleksandra Kwaśniewskiego i Leszka Millera powstała na gruzach PZPR - red.), ale rząd Tadeusza Mazowieckiego wykazał się nietypową dla siebie stanowczością. W ciągu kilku dni uchwalono ustawę o likwidacji RSW. Na jej podstawie powołano 7-osobową komisję likwidacyjną. Najbardziej znanym dziś członkiem tej komisji był dziennikarz Donald Tusk. Zasiadał w niej także Andrzej Grajewski (wiceszef „Gościa Niedzielnego”) i Jan Bijak (wieloletni szef „Polityki”). Komisja ta dostała prawie 200 tytułów prasowych i 19 drukarń do rozdysponowania.

Komu?

Ustawa dawała pierwszeństwo do przejmowania tytułów prasowych spółdzielniom dziennikarskim. Mieli oni zakładać spółdzielnie i na preferencyjnych warunkach kupować tytuły prasowe od państwa. W komisji uformowała się większość, która uznała, że taki proces doprowadzi do dalszej dominacji postkomunistów na rynku prasy, bo przecież dziennikarze polityczni to często byli sprawdzeni towarzysze.
Komisja uznała zatem, że trzeba przyznać tytuły różnym środowiskom politycznym. Na przełomie 1990/91 r. podejmowano już decyzje. Statystycznie faktycznie najwięcej dostały spółdzielnie dziennikarskie. Spółdzielnia „Polityki” się sprawdziła, ale większość z nich upadała, więc tytuły były odsprzedawane za bezcen - biznesmenom albo kapitałowi zagranicznemu.

A jak „Express Wieczorny”, który był bardzo poczytny w PRL-u, trafił do środowiska braci Kaczyńskich?

Największa walka toczyła się o przejecie „Życia Warszawy” i właśnie „Expressu Wieczornego”. Na zasadzie nieformalnego układu politycznego środowisko Unii Demokratycznej dostało „Życie...” a Porozumienia Centrum (pierwszej partii braci Kaczyńskich) - „Express”. W 1991 r. komisja - wcale nie jednomyślnie - przyznała ten tytuł PC.

Z działkami w środku Warszawy?

W 1991 r. z inicjatywy ministerstwa budownictwa, a był nim Adam Glapiński (dziś prezes NBP - red.) w rządzie Jana Krzysztofa Bieleckiego (przyjaciela i współpracownika Donalda Tuska - red.) Sejm przyjął nowelę, która wiązała tytuły prasowe z ich majątkiem. Początkowo bowiem ustawa o RSW mówiła jedynie o tytułach, a pomijała nieruchomości. Wtedy mało kto to doceniał, ale potem okazało się, że najcenniejsze były właśnie nieruchomości, bo tytuły poupadały w kilka lat.

„Expressu” prawie nikt już nie pamięta, a działka przy ul. Srebrnej jest w centrum ujawnianych przez „Gazetę Wyborczą” taśm Kaczyńskiego.

Nieruchomości przejęła najpierw Fundacja Prasowa "Solidarność" (założona przez J. Kaczyńskiego i jego współpracowników), która kupiła „Express”. Kilka lat później fundacja przekazała ten majątek (cztery działki z budynkami) powstałej w 1995 r. spółce Srebrna. Od tego czasu Srebrna nic poza pobieraniem czynszu w budynkach nie zrobiła.

Gdyby nie te nieruchomości środowisko PC a potem PiS by nie przetrwało?

Na pewno byłoby im bardzo trudno - zwłaszcza latach 1993-97, gdy z Sejmu wypadł J. Kaczyński. Wtedy z Sejmu zniknął też Donald Tusk, ale on musiał się wziąć do pracy niepolitycznej - stał się wydawcą dobrze sprzedających się zresztą książek o Gdańsku. Z kolei J. Kaczyński przesiedział te lata na stanowisku w spółce Srebrna - on sam i jego najbliższy współpracownicy de facto utrzymywali się czynszów. Tak przetrwali.

A teraz działka przy ul. Srebrnej może prezesa pociągnąć na dno?

Na pewno ujawniona taśma z rozmowy Kaczyńskiego o planach budowy wieżowca na tej działce nie obali PiS-u. Rysa na jego wizerunku będzie, ale - patrząc na dotychczas ujawniony materiał - nie będzie ona zbyt głęboka.

Bo?

Sprawa jest na tyle skomplikowana, że dla elektoratu PiS staje się mało zrozumiała. Co wyborca w małym miasteczku, który popiera PiS za 500+, zrozumie z tej sprawy?

Może tyle, że prezes choć chodzi w starym garniturze, to okazuje się w rzeczywistości być wielkim deweloperem i biznesmenem, a więc staje się niewiarygodny?

Ale odpowiedzią na taki zarzut jest narracja, że on nie robi niczego dla siebie, tylko dla swojego środowiska i partii, które tak dobrze służą Polsce. Nieprzypadkowo politycy PiS publikują zdjęcia zapuszczonej willi, w której mieszka J. Kaczyński. Faktycznie trudno zarzucić prezesowi PiS, że zajmuje pałac. Jeździ skodą, nie ma na sobie garnituru od Armaniego, ani też drogiego zegarka.

Ale są wizualizacje gigantycznego biurowca w sercu Warszawy. „Wieże Kaczyńskiego”. To trafia do masowego wyborcy?

To prawda. Prezes może jednak ogłosić, że to wszystko ku czci jego tragicznie zmarłego brata, bo udziały w spółce Srebrna, która jest właścicielem działki, ma nie ona, ale Fundacja im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

Powierzchnia biurowa dla korporacji ma upamiętniać zmarłego prezydenta?

Nie. Ale w narracji PiS to zyski z wynajmu biurowca mogą służyć upamiętnianiu śp. prezydenta - finansować wystawy, konferencje, wydarzenia kulturalne.

I kto w to uwierzy?

Ci, którzy popierają PiS. Wyborcy ci uważają, że na początku lat 90. Polska została rozkradziona, ale z tego złodziejstwa udało się J. Kaczyńskiemu coś wyrwać zagranicznym korporacjom i komunistycznej nomenklaturze. Szef klubu PiS w Sejmie prof. Ryszard Terlecki już to mówi o geniuszu biznesowym prezesa, bo potrafi on jak równy z równym negocjować z rekinami deweloperki i nie dać się oszukać.

Nie widzę w dotychczas ujawnianym materiale afery, która zatopi J. Kaczyńskiego. Jest rysa na wizerunku, ale dla kogo będzie ona istotna? Dla tych, którzy kreowali albo wierzyli w J. Kaczyńskiego jako safandułę oderwanego od rzeczywistości - a to nie są ludzie, którzy by popierali PiS, ale raczej krytycy tej formacji. Najmocniejsze jest póki co to, że prezes obiecuje kredyt od państwowego banku na budowę wieżowca.

Bank Pekao SA nawet przyznał kredyt na prace przygotowawcze - 15,5 mln euro. Ale ostatecznie nie miał okazji go wypłacić, bo prezes PiS projekt budowy wieżowca odłożył.

Ciosem w prezesa byłoby, gdyby za te pieniądze kupił nową rezydencję albo maybacha. Gdyby ktoś udowodnił, że prywatnie skorzystał, to dla wyborcy PiS byłoby już szokujące. Ale Kaczyński tego nie zrobił.

Prezes sam jednak mówi, że budowa wieżowca jest w przekazie medialnym nie do obrony. A przecież sam chciał ten wieżowiec budować.

Sposobu likwidacji RSW jest wątpliwy, by nie powiedzieć, że skandaliczny. I w sytuacji z lat 90., i teraz są nieprawidłowości. Dziś kuriozalne jest to, że działki nie są własnością PiS, ale jakiejś nieformalnej grupy ludzi związanej z prezesem. Tylko, że dla wyborców PiS akurat nie jest to problemem.

Można odwrócić sytuację i PiS już to robi: jak to jest, że dookoła tej działki przy ul. Srebrnej rosną wieżowce, wyrasta polskie Citi, a Ratusz będący w rękach Platformy Obywatelskiej nie pozwala akurat na tej działce budować wieżowca? PiS da swoim wyborcom argumenty, że w rzeczywistości mamy do czynienia ze skandalem, ale Platformy.

Kaczyński mówi: „Jeśli nie wygramy wyborów, to nie zbudujemy w Warszawie wieżowca”. Złośliwy by to odczytał tak: naszym celem jest budowa wieżowca, a wybory to tylko środek.

Można i tak to interpretować, ale taka narracja nie przebije się do wyborców PiS, bo przecież oni wiedzą: prezes przez całe życie zajmował się polityką, a nie deweloperką - on mówiąc tak tylko opisuje stan rzeczy w Warszawie.

Partie polityczne nie mogą prowadzić działalności gospodarczej, a prezes PiS występuje jako strona w projekcie deweloperskim. I to jest do przełknięcia?

Z punktu widzenia standardów obowiązujących w Polsce jest to wysoce wątpliwe. Tym bardziej, że prezes nieustannie domaga się podnoszenia tych standardów. Sam powinien dawać przykład.

Prezes PiS jest politykiem skromnie żyjącym, ale pośrednio jest też człowiekiem bardzo zamożnym. Nie zasiada we władzach spółki Srebrna, ale jest za to fundatorem i zasiada we władzach Fundacji im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, która jest właścicielem Srebrnej. Gdyby osoby z jego otoczenia się przeciwko niemu sprzysięgły, to straciłby kontrolę nad tym majątkiem, ale widać jest wśród bardzo duże zaufanie. A przecież gdy majątek jest pod kontrolą grupy osób, nawet rodzin, to często dochodzi do konfliktów. A tu - nie.

Taśm dot. wieżowca jest dużo. Efekt ich publikacji może być odłożony w czasie, ale dotknie PiS-u?

Ważne jest, co znajdzie się w kolejnych nagraniach. Bo to na pewno będzie serial. Niewątpliwie Kaczyński bardzo się kontroluje w czasie rozmów - słychać to na pierwszym nagraniu. Jeśli jednak na którymś kolejnym powie o jedno zdanie za dużo i będzie ono dla prostych ludzi zrozumiałe, to wtedy PiS będzie miał rzeczywiste kłopoty.

Zobacz wideo
Więcej o: