Ziobro w Sejmie o Stefanie W.: W styczniu 2016 miał zacząć słyszeć głosy. Uważał, że jest aktorem

- W styczniu 2016 miał zacząć słyszeć głosy, które miały komentować jego zachowanie, wydawać polecenia, uważał, że jest świadkiem koronnym, aktorem - mówił w Sejmie o Stefanie W. minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro. Dziś rząd przekazuje informacje na temat śledztwa ws. zabójstwa Pawła Adamowicza.
Zobacz wideo

Zbigniew Ziobro, prokurator generalny i minister sprawiedliwości, zgodnie z ustaleniami z ubiegłego tygodnia, przedstawił w Sejmie informacje na temat przebiegu śledztwa w sprawie zabójstwa prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza.

Ziobro na początku przypomniał, za jakie przestępstwa Stefan W. był w więzieniu (napady na banki), zaznaczając przy tym, że biegli orzekli, że w momencie ich popełniania był poczytalny. Później opisał, w jakich zakładach karnych przebywał W. i jaki był przebieg odbywania przez niego kary.

- Stefan W. nie przejawiał zachowań agresywnych wobec innych osadzonych, wobec przełożonych był regulaminowy, nie stwierdzono sytuacji konfliktowych z jego udziałem - mówił minister sprawiedliwości. Jak przekazał Ziobro, W. był trzy razy karany dyscyplinarnie za niezachowywanie porządku w celi.

Ziobro: Stefan W. w 2016 roku zaczął "słyszeć głosy"

Prokurator generalny powiedział też, że w maju 2015 Stefan W. po raz pierwszy został przyjęty przez psychologa, później trafił do psychiatry. - Był konsultowany psychiatrycznie, przeprowadzali je zewnętrzni specjaliści, jego stan stabilizował się. (...) W styczniu 2016 miał zacząć słyszeć głosy, które miały komentować jego zachowanie, wydawać polecenia, uważał, że jest świadkiem koronnym, aktorem itp. - relacjonował Ziobro.

Później Stefan W. trafił do Szczecina, gdzie rozpoznano u niego chorobę psychiczną, która wymagała terapii i leczenia. - Do chwili opuszczenia zakładu w Gdańsku [ostatni zakład, w którym przebywał W. - red.] pozostawał w stanie remisji choroby - powiedział minister.

Stefan W., jak mówił Zbigniew Ziobro, zamierzał po wyjściu z więzienia funkcjonować jako bezdomny i poruszać się po kraju. Zaznaczył przy tym, że ponieważ u Stefana W. zdiagnozowano jako chorego na zaburzenie typu psychotycznego, nie można było wobec niego zastosować tzw. ustawy o bestiach.

- Nie wykazywał działań przestępczych, raczej rozgoryczenie, co do skrzywdzenia wyrokiem. Deklarował niechęć wobec wymiaru sprawiedliwości i utożsamiał poczucie krzywdy z ówczesnym obozem władzy, czyli Platformą Obywatelską - mówił Ziobro.

Brudziński: Ruszyła procedura ws. cofnięcia koncesji agencji "Tajfun"

Informacji w Sejmie na temat śledztwa ws. zabójstwa Pawła Adamowicza udzielił również minister spraw wewnętrznych i administracji Joachim Brudziński, który pokrótce podsumował przebieg wydarzeń z 13 stycznia tego roku, gdy doszło do ataku na prezydenta Gdańska. Szef MSWiA podkreślił przy tym, że finał WOŚP w Gdańsku nie był zgłaszany jako impreza masowa, przez co "nie było reżimu bezpieczeństwa".

Następnie Brudziński opisał, jakie działania zostały wszczęte po ataku na Adamowicza. Wśród nich wymienił reakcje na groźby, jakie pojawiały się w sieci w stosunku do innych prezydentów miast, czy kontrolę policji w Gdańsku.

- Rozpocząłem procedurę w sprawie cofnięcia koncesji agencji ochrony "Tajfun" (to ona obstawiała finał WOŚP w Gdańsku - red.), były tam nieprawidłowości - mówił Brudziński. Dodał, że imprezę w Gdańsku ochraniały również niepełnoletnie osoby.

Kontrola policji w Gdańsku - tłumaczył Brudziński - dotyczy tego, jak funkcjonariusze potraktowali notatki, które trafiały do nich przed wyjściem Stefana W. na wolność. - Dotyczy tego, czy nie zabrakło należytej staranności, elementów dobrej wymiany informacji i kojarzenia faktów - wskazał.

Powiedział również to samo, co wcześniej minister sprawiedliwości - W. przed wyjściem na wolność deklarował, że opuści województwo pomorskie i zostanie bezdomnym.

Szczurek-Żelazko: Służby ratunkowe działały zgodnie z procedurami

Wiceminister zdrowia Józefa Szczurek-Żelazko podsumowała natomiast przebieg wydarzeń z 13 stycznia, dziękując nie tylko personelowi medycznemu, który walczył o życie Pawła Adamowicza, ale też mieszkańcom Gdańska, którzy tłumnie zgłaszali się, by oddać krew.

- W naszej ocenie wszystkie działania służb ratunkowych przebiegały zgodnie z procedurami - mówiła Szczurek-Żelazko.