Akcja deeskalacja. PiS i PO będą teraz trzymać nerwy na wodzy, a kto pierwszy nie wytrzyma, ten przegra wybory [ANALIZA]

Po zabójstwie prezydenta Adamowicza każda kolejna awantura polityczna, każde wielkie wzmożenie - wszystko jedno, po jednej czy po drugiej stronie - będzie odpychać wyborców. Najbliższe wybory wygra ten, kto przekona Polaków, że jest w stanie dać im więcej świętego spokoju.
Zobacz wideo

Polacy wytrzymali zabójstwo Marka Rosiaka, wytrzymali samospalenie pod Pałacem Kultury Piotra Szczęsnego, puścili mimo uszu dziesiątki małych i większych aktów politycznej brutalności na ulicach, w telewizji i w parlamencie, ale zadźganie na scenie WOŚP podczas bezpośredniej transmisji prezydenta jednego z największych polskich miast jest czymś zbyt ostentacyjnym jak na naszą polską wytrzymałość.

Można się brać za łby i opluwać w programach publicystycznych - oglądanie tego dla wielu wyborców stanowi rodzaj rozrywki - ale kiedy strach włączyć telewizor na "Fakty" czy "Wiadomości", bo a nuż znowu wydarzy się COŚ TAKIEGO, ludzie zaczynają mieć dość tej całej toksycznej atmosfery. Po zabójstwie prezydenta Adamowicza każda kolejna awantura polityczna, każde wielkie wzmożenie - wszystko jedno, po jednej czy po drugiej stronie - będzie odpychać wyborców. Najbliższe wybory wygra ten, kto przekona Polaków, że jest w stanie dać im więcej świętego spokoju.

Kaczyński: Pojednanie wprowadzimy!

Politycy to wiedzą, dlatego na razie każda strona trzyma nerwy na wodzy. Z badań nastrojów społecznych, które PiS zamawia regularnie, już od jakiegoś czasu wynikało, że nawet prawicowi wyborcy chcą zdjęcia nogi z gazu. Można powiedzieć, że przez te trzy lata kto potrzebował godnościowo się wyszumieć, ten już się wyszumiał i kolejne bitwy z "liberałami", "kastami" i "elitami" zaczynają go nudzić. "Dziennik Gazeta Prawna" opisał - jak zwykle kompetentnie - jakie wnioski z badań nastrojów społecznych wyciąga PiS. "Chcemy przekonać Polaków, że nasza wygrana to gwarancja pojednania w życiu publicznym, że jako rządzący faktycznie to pojednanie wprowadzimy" - mówi anonimowo "DGP" jeden z polityków PiS. "Platforma Obywatelska, zapowiadająca odwrócenie zmian wprowadzonych przez nasz rząd, ma być punktowana za to, że jej ewentualne zwycięstwo byłoby triumfem polityki rewanżu".

Choć PiS jako "gwarancja pojednania" brzmi kuriozalnie, cytowana powyżej wypowiedź dobrze definiuje, o co będzie szła gra w tym roku wyborczym. Każda strona będzie starała się przekonać Polaków, że to ona zapewni jako taki spokój bez tak potwornych wydarzeń jak zabójstwo Adamowicza, bez zadym, bez totalnej nawalanki i bez okrzyków, kto czyją ma krew na rękach.

Symetryzm jako zbrodnia

Problem z tą rozsądną i bardzo potrzebną Polsce obustronną deeskalacją jest taki, że każdy obóz ma swój krzykliwy margines, który bardzo dużo zainwestował w wojnę na wyniszczenie. Nie po to publicyści lansowali się jako niezłomni, nie po to wypuszczali coraz ostrzejsze komentarze czy twitty przy każdej możliwej okazji i nie po to niemal ogłaszali listę żywych torped, żeby teraz zostać z niczym. Teksty Tomasza Lisa i braci Karnowskich są swoim lustrzanym odbiciem, jeśli chodzi o „bezkompromisowość” i "dawanie świadectwa" (ciekawe, czy autorzy to widzą). Głównym wrogiem są tzw. symetryści, czyli nie dość nagrzani osobnicy z własnego obozu, którzy chcieliby iść na jakieś kompromisy z "tamtymi".

Tomasz Lis: "Skoro winni są wszyscy, to winny nie jest nikt. Symetryzm w obliczu zbrodni jest jej rozgrzeszeniem".

Michał Karnowski: "Szczególnie pojmowana symetria każe wielu stawiać znak równości między Polską i anty-Polską, i uważać, że wyraźne opowiedzenie się po stronie Polski jest czymś niesmacznym".

Odpowiedzialność polityków będzie teraz polegać między innymi na tym, żeby przestali zbytnio się przejmować głosami wiernego zaplecza medialnego. Tymi wszystkimi kibolskimi przyśpiewkami, żeby kopać przeciwników mocniej i najlepiej po genitaliach. Politycy powinni odstawić swoje ulubione gazety, a bardziej patrzeć w badania nastrojów społecznych. Oraz - to bardzo ważne - zacząć słuchać tego, co mówią wyborcy, którzy NIE PRZYCHODZĄ na spotkania w domach kultury czy parafiach. Posłowie wszystkich opcji dużo jeżdżą po Polsce, ale często wracają z tych spotkań jeszcze bardziej utwierdzeni w najdzikszych teoriach i w agresji. Głównie z powodu skrzywienia perspektywy, bo na spotkania przychodzi często ów najbardziej nagrzany margines, który dyszy chęcią zemsty i zadaje pytania w rodzaju: "Kiedy rozliczycie Tuska, kiedy zobaczę go za kratami?" (to pytanie do Kaczyńskiego) lub "Czy będzie rozliczenie zbrodni Kaczyńskiego i Trybunał Stanu dla Dudy?" (to pytanie do Schetyny).

Schetyna: byliśmy głupi

Sobotnia konwencja PO pokazuje, że Schetyna to wszystko rozumie. "Wspólnota". "Polki i Polacy powinni być jednością". "Wspólny cel nazywa się Polska". "Szanujmy swoją odmienność". Brzmi to jak mowa-trawa, ale było to dobre przemówienie. Atak został skierowany nie na Kaczyńskiego czy wyborców PiS, ale - w zastępstwie - na telewizję publiczną i prezesa Kurskiego (zresztą całkiem zasłużenie). Nie było też haseł, że oto Kaczyński zamordował nam Adamowicza, co pojawiało się w obozie opozycji tuż po zbrodni (wypowiedzi Wałęsy i Jaśkowiaka). Schetyna, zamiast budować na tym zabójstwie opozycyjny anty-Smoleńsk, płynnie przeszedł do mówienia o nierównościach, solidarności społecznej i "potrzebie zapewnienia w Polsce jednakowych szans". A nawet zdobył się na coś w rodzaju liberalnej autokrytyki, co w PO jest bardzo rzadkie. Schetyna: "Przez lata transformacji wielu ludzi poczuło się zapomnianych i zostawionych samych sobie. Powstawały wielkie projekty infrastrukturalne i gospodarcze, a zapomniano o zwykłych codziennych problemach. Są całe grupy zawodowe, w których zarobki odstają od reszty. Żebyśmy mogli być jedną wspólnotą, musimy to zmienić". I dalej: "Program 500 plus musi dotyczyć nas wszystkich, ale również - a może przede wszystkim - samotnych matek, bo im trzeba pomóc. W tym programie muszą być ważne potrzeby ludzi, a nie światopogląd ustawodawcy".

Podniesienie problemu nierówności kobiet i ogłoszenie "Deklaracji styczniowej" to też krok w dobrą stronę. Nie ma tam mowy o "rozliczaniu zbrodni" Kaczyńskiego, natomiast jest o przedszkolach i żłobkach, bezpłatnych szczepieniach przeciwko HPV, bezpłatnej antykoncepcji, domach dziennej opieki dla seniorów (w Polsce opieka nad starym ojcem czy matką najczęściej spada na kobiety i owe domy dziennej opieki - dające choć parę godzin odpocząć - są dla wielu rodzin sprawą sto razy ważniejszą niż wyliczanie wszystkich zbrodni Kaczyńskiego).

Oczywiście nie wierzę, że będziemy mieli teraz obustronną politykę miłość i wystudzenie nastrojów. Byłoby to zresztą oszustwo, bo różnice między Polakami są istotne, a polityka jest od tego, żeby owe różnice ostro (choć w cywilizowanych ramach) pokazywać. Zabójstwo prezydenta Adamowicza uświadomiło jednak wielu wyborcom, że stężenie toksyn w naszym życiu publicznym jest zbyt wysokie. I że nie chcą włączać wieczorem telewizora ze strachem, kto znowu ma "krew na rękach" albo czy znowu "wyprowadzają nas z Unii". To mogło być dla dużych grup wyborców zabawne na rok, może dwa, ale teraz basta. Dziękujemy pięknie, wystarczy!

Na tych nowych nastrojach społecznych wygra ta siła, która przekona Polaków, że dostarczy im trochę emocji, niechby nawet plucia i jadu, ale jednak w ilościach, które nie są dla nikogo zabójcze.

Więcej o: