Powstrzymać Biedronia. Tym razem konwencja Koalicji Obywatelskiej wcale nie jest wymierzona w PiS

Nie ma przypadku w tym, że konwencja "Kobieta. Polska. Europa" odbywa się na tydzień przed oficjalnym startem partii Roberta Biedronia. Tym razem to nie Prawo i Sprawiedliwość, a właśnie były prezydent Słupska jest głównym celem Koalicji Obywatelskiej. Z kilku powodów.
Zobacz wideo

Powód nr 1: Gra o tron

Stawką starcia pomiędzy Koalicją Obywatelską (a de facto Platformą Obywatelską) i środowiskiem byłego prezydenta Słupska jest miano realnego lidera opozycji. Od trzech lat prawa do tego tytułu rości sobie Grzegorz Schetyna. Przewodniczący Platformy z jednej strony zdołał odeprzeć szarżę Ryszarda Petru, podporządkować sobie Katarzynę Lubnauer i przeciągnąć na swoją stronę Barbarę Nowacką, a z drugiej (jeszcze) kontroluje Władysława Kosiniaka-Kamysza, którego popularność i polityczne ambicje rosną z każdym miesiącem (co powoli zaczyna być dla Schetyny problemem). Jest to o tyle łatwe, że wspomniani liderzy od początku kadencji mniej lub bardziej orbitują wokół idei "wielkiego antyPiS-u", której politycznym ojcem jest właśnie Schetyna.

Biedroń natomiast postanowił pójść własną drogą i (przynajmniej na razie) nie wchodzić w żadne sojusze z antyPiS-em. Jego taktyką jest odcinanie się od tzw. wojny polsko-polskiej i władającego polską polityką od kilkunastu lat konfliktu na linii PO – PiS. Były prezydent Słupska chce zdobyć głosy wszystkich tych, którzy mają dosyć platformiano-pisowskiego duopolu i opierania debaty publicznej o nieustanną walkę. To przekaz drastycznie inny od tego, co oferuje Platforma i jej sojusznicy. Przekaz, który podoba się Polakom. Jak pokazują sondaże IBRiS dla "Rzeczpospolitej", 32,8 procent wyborców dobrze ocenia pracę Biedronia, a 16 procent widziałoby go w fotelu premiera, gdyby jesienią 2019 roku udało się odsunąć PiS od władzy. W obu badaniach były prezydent Słupska ustępuje jedynie Kosiniakowi-Kamyszowi, wyraźnie wyprzedzając Schetynę.

Samodzielność Biedronia jest więc dla Schetyny sporym wyzwaniem. Podobnym do tego, które na przełomie 2016 i 2017 roku stanowił Petru. Ale jednak trudniejszym, bo Biedronia nie sposób kontrolować w ramach antyPiS-owskiego sojuszu. Zostaje więc zwarcie i próba sił. Kluczowym narzędziem są tutaj oskarżenia o granie na rozbicie opozycji i pomaganie PiS-owi. W myśl zasady: kto nie z nami, ten przeciwko nam. Pytanie, na jak długo to wystarczy.

Powód nr 2: Ocalić słupki

Biedroń to nie tylko zagrożenie dla przywódczych aspiracji Schetyny. To także, a być może przede wszystkim, konkurencja dla Platformy w walce o wyborcze głosy po stronie opozycji. Zwłaszcza teraz, kiedy Schetyna wciągnął na pokład Koalicji Obywatelskiej Barbarę Nowacką, aby dzięki niej wskrzesić powołaną do życia przez Donalda Tuska koncepcję szerokiego frontu i dwóch mocnych skrzydeł (lewicowego i konserwatywnego).

Ugrupowanie Biedronia w ostatnich dwóch miesiącach uzyskiwało w sondażach średnio 7,5 procent, ale w niektórych badaniach dobijało do dziewięciu "oczek". To niezły wynik, zważywszy, że partia formalnie przecież jeszcze nie istnieje i nie działa. Platforma ma podstawy do obaw, zwłaszcza, że jej wyniki od grudnia uległy wyraźnemu pogorszeniu, o czym pisaliśmy już na Gazeta.pl. Logicznym jest więc, że lepiej z Biedroniem rozprawić się teraz, kiedy jest jeszcze względnie słaby i niczego ze swoją formacją nie osiągnął, niż później, kiedy może urosnąć w siłę.

Powód nr 3: Bitwa o lewicowość

Sobotnia konwencja "Kobieta. Polska. Europa", poświęcona w dużej mierze sprawom kobiecym i równościowym, będzie stanowić rękawicę rzuconą Biedroniowi. Termin jej organizacji, tydzień przed oficjalnym startem partii byłego prezydenta Słupska, nie jest przypadkowy. To uderzenie wyprzedzające w bitwie o lewicową wiarygodność. Platforma wie, że w licytacji na konserwatyzm nie ma szans wygrać ze Zjednoczoną Prawicą, więc sięga po głosy z lewej strony. Tym bardziej, że w Sejmie tej kadencji nie ma lewicy, więc okazja do takiego manewru jest wyborna.

PO będzie więc chciała przedstawić się jako adwokat postulatów społecznych i równościowych. Będzie próbowała przekonać Polaków, że partia z 25-procentowym poparciem skuteczniej zadba o te kwestie niż formacje, które cieszą się sympatią pięciu (SLD) czy jednego procenta (Partia Razem) wyborców. W pierwszej linii tego boju Schetyna wystawi Ewę Kopacz (byłą premier), Monikę Wielichowską (pełnomocniczkę ds. równego traktowania w Gabinecie Cieni Platformy) i przede wszystkim Barbarę Nowacką (przewodniczącą Inicjatywy Polskiej). Pytanie, czy ta trójka zdoła zatrzeć złe wrażenie po licznych wpadkach, które w przeszłości Platforma zaliczyła na odcinku lewicowym. Zaletą Biedronia niewątpliwie jest to, że takiego bagażu na swoich barkach nie dźwiga i swojej lewicowości uwiarygadniać nie musi.

Zobacz wideo