Jarosław Kaczyński obiecywał koniec "współczesnego niewolnictwa". Słowa nie dotrzymał [ANALIZA]

Jacek Gądek
Mimo obietnic prezydenta Andrzeja Dudy i prezesa Jarosława Kaczyńskiego państwo porzuciło frankowiczów. Obóz rządzący skupia się teraz na uchwaleniu atrapy pomocy, co ma dać efekt propagandowy, a nie realny.

15 maja 2015 r. Andrzej Duda spotkał się z frankowiczami. - Uważam, że te kredyty mogłyby być przewalutowane według kursu, po jakim były brane - powiedział.

Kwiecień 2016 r. Jarosław Kaczyński daje wywiad tygodnikowi "Sieci". - Kredyty frankowe, w które złapano dziesiątki tysięcy rodzin, stały się formą współczesnego niewolnictwa. Prezes PiS obiecał, że "bez względu na różne opory i płacze, zapewne także w naszym obozie, uwolnimy Polaków z tej niewoli".

Prawie nic

Dziś te słowa prezydenta i prezesa brzmią jak żart. Skończyć się bowiem ma na prawie niczym.

Obóz "dobrej zmiany" po ponad trzech latach rządów przypomniał sobie o problemie, ale nie o problemie frankowiczów, ale własnym problemie z dotrzymywaniem obietnic. Wracając do projektów ustaw frankowych, ekipa rządząca chce jedynie stworzyć argument dla podparcia narracji: zrobiliśmy niewiele, ale tyle, na ile stać państwo.

Kilka projektów, tylko jeden z szansą na uchwalenie

Ale od początku. Kilka faktów. W Sejmie działa podkomisja nadzwyczajna do rozpatrzenia kilku projektów frankowych. Szefuje jej sympatyczny poseł Tadeusz Cymański - socjalna i przyjazna twarz obozu władzy. Te projekty to:

- Projekt Kukiz'15 o przewalutowaniu kredytów. Radykalny. Szanse na uchwalenie: 0 proc. Powód? Bo za drogi dla banków.

- Projekt prezydenta o zwrocie spreadów kredytobiorcom. Banki przeliczały kwotę kredytu walutowego wedle własnych, bardzo niekorzystnych dla klientów, kursów. Prezydent zaproponował zatem, by te nienależne zyski zwrócić ludziom. Projekt nie tyle jest obliczony na rozwiązanie problemu frankowiczów, co na oddanie sprawiedliwości. Koszt dla banków to według KNF 9,3 mld zł, więc w jednym roku zysk banków spadłyby z 11,3 do 3,7 mld zł (wedle danych z 2016 r.). Projekt dotyczyłby ok. 900 tys. kredytów. Teraz jednak prezydent o tym projekcie głośno nie mówi, a PiS jakby zapomniało. Powód? Jego wprowadzenie zjadłoby jednoroczne zyski banków, a zachwiałby stabilnością tych, które mają największe portfele kredytów walutowych.

- Projekt opozycji o restrukturyzacji kredytów. Szanse na uchwalenie: 0 proc. Zgłoszony przez opozycję, a i kosztowny dla banków.

- Projekt prezydenta o wsparciu kredytobiorców "znajdujących się w trudnej sytuacji finansowej". Właśnie ten projekt PiS jest w stanie przełknąć, a prezydent gotów uznać to za sukces. To właśnie jest ta atrapa, którą obóz rządzący - prezydent i PiS - nazywa pomocą dla frankowiczów.

Pieniądze leżą i się kurzą

Skupmy się więc na tym ostatnim projekcie ustawie, do którego prezydent i rząd wrócili.

Projekt ten to de facto nowelizacja uchwalonej w 2015 r. martwej ustawy o pomocy kredytobiorcom. Pod koniec rządów PO Sejm przyjął ustawę tworzącą Fundusz Wsparcia Kredytobiorców, do którego banki włożyły 600 mln zł. Ustawa ta jednak do dziś jest trupem. Dlaczego? W rok udało się wykorzystać zaledwie 2 proc. środków. Pieniądze więc leżą i się kurzą. Powód? Fundusz daje jedynie pożyczkę na spłatę kredytu, a i tylko tym kredytobiorcom, którzy de facto są bankrutami. Teraz PiS i prezydent chcą upudrować tego trupa i przedstawić go jako pomoc dla frankowiczów.

Gwoli ścisłości: prezydent proponuje parę zmian, które mają ułatwić dostęp do pożyczek na spłatę kredytu hipotecznego. Projekt będzie w stanie uruchomić pieniądze z Funduszu Wsparcia Kredytobiorców. To przecież wstyd i absurd w jednym, gdy państwo ogłosiło, że jest 600 mln zł na pomoc kredytobiorcom, ale prawie nikt się po nią nie zgłasza.

A po drugie: projekt zakłada dobrowolną restrukturyzację kredytów walutowych przez banki. Jak ten mechanizm będzie działał i czy w ogóle, tego dziś nie sposób ocenić.

Projekt nie rozwiązuje problemu

Tylko czy projekt ten rozwiązuje prawdziwe problemy wynikające z kredytów frankowych? Otóż nie.

Postawmy się w roli kredytobiorcy frankowego. Nie jest dla niego podstawowym kłopotem to, że w wyniku wzrostu kursu franka wzrosłą też comiesięczna rata - o 200 zł, 500 zł czy nawet 1000 zł. I tak może lepiej na tym wyjść niż osoby mające kredyty w złotówkach. Kłopotem frankowicza jest to, że kapitał wzrósł (w przeliczeniu na złotówki) z 300 tys. zł do 600 tys. zł, więc nie jest w stanie się z tego kredytu wycofać.

Konkretny przykład: małżeństwo brało kredyt na kawalerkę, a teraz chce mieć drugie dziecko, ale wstrzymują się z powiększeniem rodziny właśnie z powodu małego mieszkanka. Albo: para się rozeszła i nie mogą wejść w nowe związki, bo mają na karku kredyt z ex. Trudno to zmierzyć, ale przez garb w postaci kredytu frankowego rodzi się mniej dzieci i zawieranych jest mniej małżeństw. Cierpi na tym kondycja konkretnych rodzin i demografa państwa. Żaden rząd - tak PO jak i teraz PiS - nie miał determinacji, by problemem się zająć. Masa frankowiczów pozostaje więźniami własnych mieszkań, domów i banków.

"Nowoczesna forma niewolnictwa" nadal trwa

PiS i Andrzej Duda obiecywali jednak. Prezes PiS zdążył zmienić zdanie i odsyła kredytobiorców do sądów, by tam się z bankami sądzili, a nie liczyli na "dobrą zmianę". Sąd Okręgowy w Warszawie już jest zapchany pozwami, co też zakrawa na ironię, bo PiS obiecywało przyspieszenie procesów.

Jaka kalkulacja przemawia zatem za tym, aby "nowoczesna forma niewolnictwa" (jak mówił Jarosław Kaczyński) trwała? Odpowiedź jest prosta. Po pierwsze: w ocenie obozu władzy to drogie i ryzykowne dla - trzymając się poetyki prezesa PiS - właścicieli niewolników, a więc banków. Po drugie: tych niewolników jest zbyt mało, żeby władza połasiła się na ich głosy. Zresztą wielu frankowiczów i tak by nie zagłosowała na PiS i Andrzeja Dudę.

Liczby, które skryją problem

Jaki będzie praktyczny skutek tego projektu ustawy szumnie nazwanej pomocą dla frankowiczom? Tu kilka liczb, z których niektóre są bardzo szacunkowe. Po uchwaleniu ustawy o "wsparciu kredytobiorców znajdujących się w trudnej sytuacji finansowej, którzy zaciągnęli kredyt mieszkaniowy":

- do 30 milionów wyborców wysłany zostanie komunikat "PiS i prezydent pomogli frankowiczom". A więc przekaz "dotrzymali słowa" i "zrobili tyle, na ile państwo było stać".

- do 817 tys. kredytobiorców frankowych teoretycznie będzie mogła kiedyś skorzystać z tej pomocy.

- kilkanaście-kilkadziesiąt tysięcy frankowiczów (to bardzo zgrubny szacunek) będzie mogła realnie skorzystać, bo zmieści się w limitach określonych w ustawie.

- kilka tysięcy frankowiczów wystąpi o pomoc (to też szacunek). A jeśli ją dostaną, to i tak będzie to pożyczka (część może być umorzona).

Ale przecież kredyty frankowe spłacają się bardzo dobrze, a wysokość rat jest porównywalna do tych kredytów, których udzielono w złotówkach. Nie w tym więc tkwi istota problemu.

Projekt źle zaadresowany

Wymienione wyżej liczby omijają jednak istotę prawdziwego problemu, który wygenerowało masowe wciskanie klientom kredytów w CHF. Projekt prezydenta też go nie rozwiąże, bo jest po prostu źle zaadresowany.

Wejdźmy w skórę frankowicza, któremu "franek" niweczy życiowe plany. Czy skromnie żyjąca rodzina z jednym dzieckiem, przywiązana kredytem frankowym do 35-metrowego mieszkania zdecyduje się na drugie dziecko dzięki tej ustawie? Czy kobieta lub mężczyzna, mając na karku kredyt frankowy, z którego nie może się wycofać, zawrze małżeństwo? Często właśnie nie. Takim ludziom państwo nie chce pomóc, choć są oni najbardziej dotknięci kredytami frankowymi.

To fakt: takich osób, którym kredyt frankowy (ogromny wzrost kapitału, a nie wysokości raty) przekreśla życiowe plany nie jest wielu. Państwo - tak pod wodzą PO jak i teraz PiS, tak za prezydentury Bronisława Komorowskiego jak i teraz Andrzeja Dudy - nie chce albo nie umie stworzyć mechanizmu pomocy zaadresowanego precyzyjnie do nich. Bo to nie jest na tyle szeroki elektorat, aby się nad nim pochylić. A jednocześnie koszt "kupienia" tego elektoratu byłby bardzo duży. Słowem: władzy się to nie opłaca.

Dla prezydenta i PiS dziś ważniejsze jest jedynie zachowanie twarzy. Obóz władzy chce mieć odpowiedź na zarzuty, że mimo obietnic nic nie zrobili dla frankowiczów. Celem przepchnięcia prezydenckiej ustawy jest stworzenie narracji "zrobiliśmy, co mogliśmy" na potrzeby prawie 30-milionów nie-frankowiczów. A nie realna pomoc dla tych frankowiczów, którzy jej akurat faktycznie potrzebują.

Zobacz wideo
Więcej o: