Paweł Adamowicz nie żyje. Janina Ochojska: może jego śmierć będzie opamiętaniem dla Polaków

Jacek Gądek
- Gdy człowiek ginie od noża podczas święta dobra, to jest to strasznie trudne do zaakceptowania - mówi Janina Ochojska, szefowa Polskiej Akcji Humanitarnej, wspominając Pawła Adamowicza.

Janina Ochojska, szefowa PAH: - Przeczytałam właśnie wiadomość, że Paweł Adamowicz nie żyje. Miałam jeszcze nadzieję, że przeżyje atak nożownika i jeszcze będziemy wspominali czasy, kiedy pojechaliśmy razem do Sarajewa. Tam się zaprzyjaźniliśmy.

Jacek Gądek, Gazeta.pl: To był rok 1995.

I od tego czasu zawsze jak byłam w Gdańsku, bądź gdy organizowaliśmy akcje pomocy dla różnych krajów, to Paweł był otwarty i chętny do pomocy. Jego ostatnie zdjęcie z puszką WOŚP jest symboliczne. On taki był - dawał siebie, służył swojemu krajowi i miastu, ludziom.

To straszne, że zginął w taki sposób. Straszne, że w naszym kraju dobrzy ludzie giną pełniąc swoje obowiązki, w czynieniu dobra. Nie mam słów.

Dla pani nie był prezydentem Gdańska, ale po prostu Pawłem.

Pamiętam, jak trwało tysiąc dni oblężenia Sarajewa. Prezydenci i szefowie rad różnych miast zostali zaproszeni przez Tarika Kupusovića, prezydenta Sarajewa. Paweł był wtedy przewodniczącym rady miasta. Udaliśmy się razem z Markiem Edelmanem samolotami ONZ-tu.

Stają mi teraz przed oczami obrazy naszych "spacerów" po zrujnowanym Sarajewie. Widzieliśmy, jak wyglądał parlament. Braliśmy udział w symbolicznym spotkaniu przedstawicieli różnych religii. To były trzy wieczory spędzone w oblężonym Sarajewie. Ten wyjazd miał wymiar symboliczny. Ośmiu prezydentów miast ufundowało respirator dla dzieci i dwa przenośne aparaty EKG. Tak sobie teraz pomyślałam, że Paweł w Sarajewie rozpoczął właśnie od pomocy dla dzieci.

Tam w Sarajewie, gdzie strzelano i spadały bomby, Paweł przeżył. A teraz nie przeżył zbiórki na WOŚP.

Jaki był Paweł Adamowicz?

Był człowiekiem lubiącym życie. Człowiekiem wesołym. W Sarajewie zaprzyjaźnił się z ludźmi, u których mieszkaliśmy. Wieczorem grał na gitarze i śpiewał angielskie standardy.

Ale przede wszystkim był człowiekiem służby. Chciał być potrzebny. Jemu nie było łatwo być prezydentem Gdańska i pełnić tę służbę - zwłaszcza w obliczu wielu pomówień, które go spotykały. On uważał, że jeżeli czegoś się podejmuje, to musi wytrwać do końca, choćby nie wiem, jak to byłoby trudne.

Jego poczucie odpowiedzialności za ludzi i miasto - to było w nim niezwykłe. Dla mnie zaszczytem jest, że mogłam go znać i się z nim przyjaźnić. Na Piotra i Pawła pamiętałam o jego imieninach, a on o moich. Adamowicz zawsze był dumny, że jednak jestem - jak on - gdańszczanką.

Trudno o tym teraz mówić?

Jak człowiek umiera na skutek choroby, to jest to smutne i też pozostawia po sobie pustkę. Ale Paweł odszedł w wyniku bezsensownego ataku. Zdaję sobie sprawę z tego, że wielu Polaków myśli, że to efekt rozbudzanej nienawiści i podziału. Wierzę, że nie pozwolimy, aby nienawiść powodowała dalsze krzywdy. Może śmierć Pawła będzie jakimś opamiętaniem dla Polaków, ale szkoda że aż tak wielkim kosztem.

Będę chciała być na na jego pogrzebie.

Czy to naiwność sądzić, że coś dobrego z tego dramatu jednak wyniknie?

Gdy dzieje się coś trudnego, to zwykliśmy mówić: mamy nadzieję, że mimo wszystko coś dobrego z tego jednak wyniknie. Ja też nauczyłam się, żeby z takich trudnych chwil wyciągać coś pozytywnego. Ale jak przychodzi moment, gdy człowiek ginie od noża podczas święta dobra, to jest to strasznie trudne do zaakceptowania.

Więcej o: