W PiS krytykowali Jakiego tuż po wynikach wyborów. Wiceminister uważa, że było to "obrzydliwe"

W kampanii wyborczej zawiódł się na "wielu ludziach" - przyznaje Patryk Jaki w rozmowie z "Dziennikiem Gazetą Prawną". Krytykę tuż po ogłoszeniu wyników wyborów nazywa "obrzydliwą i ohydną".
Zobacz wideo

Patryk Jaki w obszernym wywiadzie, którego udzielił "Dziennikowi Gazecie Prawnej", przyznaje, że zawiódł się na wielu ludziach. - Ale to się zawsze wyrównuje, bo są ludzie, po których bym się tego nie spodziewał, bo za mną nie przepadali, a bardzo pomogli. Polityk nie chciał jednak wymienić ani tych, którzy go zawiedli, ani tych, którzy miło go zaskoczyli.

Przyznaje jednak, że bardzo pomógł mu prezes PiS. - Czułem bardzo duże, osobiste wsparcie prezesa Kaczyńskiego - stwierdza i dodaje, że "nie liczył w kampanii na aż tak duże wsparcie, na pomoc prezesa".

Pytany przez dziennikarza, o powyborczą krytykę ze strony Adama Bielana czy Waldemara Parucha (pełnomocnika premiera ds. utworzenia i funkcjonowania Centrum Analiz Strategicznych), odparł:

To, co zrobili ci panowie, było ohydne (...). Ohydne i obrzydliwe. Pół roku swego życia poświęciłem na walkę wyborczą, na pomoc obozowi prawicy, dostałem lepszy wynik niż PiS w Warszawie, więc chyba nie zawiodłem. I co? Jeszcze nie zdążyłem się wyspać, a oni już atakują mnie personalnie w mediach. Ludzie z tego samego obozu! Nie widziałem podobnych postaw w PO.

Jaki informuje, że nie rozmawiał osobiście z politykami, których wymieniono i porozmawia tylko "jak będzie musiał".

Przekonać brata, by nie palił marihuany

W ostatnim czasie głośno było bracie Patryka Jakiego - Filipie, który jest raperem. Utwory Filipa Jakiego traktują m.in. o zamiłowaniu do marihuany. Starszy brat przyznaje w rozmowie, że jemu również zdarzyło się popalać w liceum. Dziś jest jednak przeciwko legalizacji marihuany do celów innych niż medyczne.

- Próbowałem przekonać Filipa, ale nie udało się, może dlatego, że miałem dla niego zbyt mało czasu. Nie chciałem go wychowywać, lecz jako najstarszy brat czułem swoje szczególne zobowiązania wobec rodzeństwa, akurat dla najmłodszego miałem najmniej czasu, bo zabrała mi go polityka - dodaje wiceminister.