"Do Rzeczy" o stylu zarządzania Morawieckiego. "Część osób nie wytrzymuje presji i odpada"

- Przyjście na rozmowę nieprzygotowanym i liczenie na to, że jakoś się uda to przykryć dobrym wrażeniem i laniem wody, to jak samobójstwo - tak o współpracy z Mateuszem Morawieckim mówią rozmówca "Do Rzeczy". Z tekstu można dowiedzieć się także, że premier nie podnosi głosu, ale zdarza mu się przeklinać.
Zobacz wideo

Tygodnik "Do Rzeczy" w tekście Kamili Baranowskiej ujawnia szczegóły dotyczące stylu zarządzania i codziennych obowiązków premiera Mateusza Morawieckiego.

Z artykułu można dowiedzieć się m.in., że "już od godz. 7 rano wysyła pierwsze e-maile, ostatnie pisze i wysyła ok. godz. 1.30-2 w nocy". Premierowi według "Do Rzeczy" ma wystarczyć pięć godzin snu. Jest wymagającym szefem. - Przyjście na rozmowę nieprzygotowanym i liczenie na to, że jakoś się uda to przykryć dobrym wrażeniem i laniem wody, to jak samobójstwo - mówi rozmówca tygodnika.

- Część osób nie wytrzymuje presji oraz tempa pracy i przypłaca to problemami w  zyciu prywatnym, więc na jakimś etapie odpada, ale często jest tak, że odchodzą do innych zadań, odsapną trochę, poukładają swoje sprawy i wracają - stwierdza jeden z polityków PiS.

"Do Rzeczy" informuje także, że ludzie z otoczenia Morawieckiego "nigdy nie widzieli, by krzyczał na współpracowników", za to zdarzają mu się przekleństwa. Szef rządu lubi ponadto placki ziemniaczane, w ciągu dnia popija "miętkę", z alkoholi przepada za nalewkami i winem do kolacji. "Od lat w sierpniu z okazji rocznicy powstania warszawskiego przez 63 dni nie pije alkoholu w ogóle" - czytamy w tygodniku.

Więcej o: