Jacek Gądek: Dziękuję o. Ziębie za przeprosiny i wyjaśniam źródło jego błędu

Jacek Gądek
O. Maciej Zięba, którego cenię, przez pomyłkę przypisał mi anonimowy i agresywny komentarz z forum. Dlatego uznał, że zionę pogardą i pychą. Dziękuję dominikaninowi za przeprosiny i wyjaśniam źródła jego błędu.

Na 40. rocznicę wyboru kard. Karola Wojtyły na papieża chciałem opublikować wywiad o Janie Pawle II z duchownym. Niepokorny, bo w kontrze do dwóch modelowych narracji: lewicowej o zgniliźnie Kościoła i prawicowej suflującej nam hagiografię.

Pomyślałem: dobrym rozmówcą będzie o. Maciej Zięba, bo tu jego wiedza jest nieoceniona. Przy tej okazji natrafiłem na - jeszcze świeży - tekst o. Zięby, w którym zmieszał mnie z błotem ("Ojciec Maciej Zięba: Pycha, pogarda i gnuśność liberalnej lewicy", 24.08.2018 "Plus Minus", weekendowy magazyn "Rzeczpospolitej").

Z niedowierzaniem stwierdziłem, że o. Zięba przypisał mi słowa, które na forum pod moim tekstem ("Bez PiS-u 'Polska nie będzie Polską'. Kościół jest skazany na partię Jarosława Kaczyńskiego, 07.08.2018, Gazeta.pl) zamieścił anonimowy internauta. Na dodatek dominikanin wpadł w sidła dziennikarstwa tożsamościowego, upychając mnie na siłę do liberalno-lewicowego wora. Posądził mnie o pychę i pogardę, choć sam tępiłem te cechy - nie tylko zresztą - w lewicy.

Nie zarzucam o. Ziębie, którego cenię, złej woli, ale stwierdzam fakt: pobłądził. Nie robiłem wokół tego publicznego rabanu, by najpierw sprawę wyjaśnić osobiście. I w osobistej rozmowie o. Maciej przyznał, że popełnił błąd, przypisując mi czyjeś słowa. Ludzka rzecz.

Na stronach "Rz" opublikowane zostały już przeprosiny o. Zięby pod moim, ale i czytelników "Plusa Minusa" adresem.

Czuję się jednak w obowiązku wyjaśnić wszystkie zarzuty, które padły pod moim adresem i wskazać ich faktyczne źródło.

To nie moje słowa

O. Zięba pochopnie napisał o mnie jako "komentatorze krytycznym wobec Kościoła". W domyśle krytycznym bez względu na rzeczywistość. Brzmi to jak tłumaczenie, że nie jest się wielbłądem: istotą jest rozeznanie, a krytyka bądź pochwała, to już pochodne. Wcale też nie czekam na upadek Kościoła. Przeciwnie - mam nadzieję, że będzie silny swoją wiernością Ewangelii. A nie wpływem na państwo.

O. Zięba napisał, że "nie jestem w stanie pojąć, że istnieje coś więcej niż gra o strefy wpływów, dążenia do dominacji i własnych korzyści". I to też krzywdząca opinia. W moim przekonaniu coś więcej istnieje: pryncypialność, sumienie, pragnienie wierności Ewangelii - długo by wymieniać. Błędnie zaliczył mnie też do "bardzo szerokiej koalicji oponentów dzisiejszej władzy". Ojcze Macieju, nie tak pojmuję misję dziennikarstwa. Proszę mi wierzyć, że w tym zawodzie też istnieje coś więcej niż gra o strefy wpływów, dominację i korzyści.

I tu dochodzimy do źródła błota, z którym dominikanin przez pomyłkę mnie zmieszał. Podkreślam: przez pomyłkę.

O. Zięba napisał tak: "Klucz interpretacyjny do tekstu dziennikarza 'Gazety Wyborczej' można odnaleźć na końcu. Jest nim nieskrywane zadowolenie, że ‘panowie w sukienkach przegięli’ - biskupi nie dostrzegają, iż nowe pokolenie się buntuje i ‘hierarchia sprzedaje odpusty na pokładzie słonecznym tonącego »Titanica«'. (…) W tekście Gądka sporo jest lekceważących stwierdzeń i określeń. Choćby owo ‘panowie w sukienkach' jest sformułowaniem obraźliwym dla mnie, kochającego swój habit mający ośmiusetletnią tradycję".

Ojcze Macieju, nigdy i nigdzie nie pisałem o "panach w sukienkach".

Nigdy i nigdzie nie pisałem o Kościele jako o "Titanicu".

Nigdy i nigdzie nie posługiwałem się taką - jak ojciec słusznie ocenia - "agresywną tonacją".

Nigdy i nigdzie ojca nie obraziłem.

Nigdy i nigdzie. Jeśli ktokolwiek chciałby mi wytknąć taką agresję i napastliwość, to straci czas. Ani na łamach Gazeta.pl, Onetu, Wirtualnej Polski, ani "Tygodnika Powszechnego". Nigdy i nigdzie.

Skąd więc taki tekst o. Zięby przypisujący mi uprzedzenie wobec Kościoła i cały wachlarz cech godnych potępienia? Bo ktoś tych wszystkich obraźliwych słów jednak użył. Kto? Anonimowy internauta, podpisujący się jako "asperamanka", w długim komentarzu na forum pod moim tekstem. Ten komentarz wyświetlał się jako pierwszy, był wyraźnie oznaczony jako komentarz internauty. Jednak to mi dominikanin przypisał słowa i agresję anonima, z którym nie miałem nigdy i nic wspólnego.

Jestem ojcu Ziębie wdzięczny, że nie cytował zbyt szeroko tego komentarza, bo jadu w nim było dużo więcej. Niemniej, cała ocena mojego artykułu i mojej skromnej osoby, jaką o. Zięba zaprezentował w "Pysze, pogardzie i gnuśności liberalnej lewicy", jest wynikiem przypisania mi słów anonima.

Ktoś powie: może nie Gądek to napisał, ale on tak przecież myśli. Że niby kipię pychą i pogardą. Odsyłam do mojego tekstu z 2 kwietnia 2018 r. ("Paradowanie z hasłem 'aborcja jest OK' uderza w lewicę. Będą wami pogardzać", Gazeta.pl). W nim to pisałem w pierwszych zdaniach: "Hasła 'aborcja jest OK' i paradowanie z rysunkami genitaliów tylko wzmagają społeczną pogardę dla środowisk lewicowych. Taki radykalizm jest szkodliwy i infantylny". Nazywałem to "efekciarską łatwizną".

Czyż to nie brzmi jak tytułowe w tekście o. Zięby zarzuty wobec liberalnej lewicy "pycha, pogarda i gnuśność"?

Rzeczywistość, a nie ideologiczne modele

Ojciec Maciej pochopnie wrzucił mnie do jednego wora z tą formacją światopoglądową, zaliczył mnie do "ludzi lewicy" i to jeszcze skoncentrowanych na ideologicznych kwestiach. Na domiar, wpadł w sidła dziennikarstwa tożsamościowego. Napisał o mnie jako o dziennikarzu "Gazety Wyborczej". Gwoli ścisłości: jestem dziennikarzem w portalu Gazeta.pl, a nie "GW" - to osobne redakcje. O. Maciej najpierw skleił mnie z "GW", a następnie przelał na mnie skojarzenie z krytycyzmem a priori wobec Kościoła, bo zapewne tak postrzega ten dziennik.

No to parę cytatów. Marsz "po aborcję" w tzw. światowym dniu bezpiecznej aborcji nazywałem "egzaltowaną głupotą". Gdy w "Wysokich Obcasach" ukazał się tekst pt. "Kler jedną rękę trzyma w uczniowskich majtkach, a drugą w budżecie państwa", oceniałem, że nie ma tego dnia w mediach rzeczy bardziej "beznadziejnej i płytszej". O tekście stawiającym tezę, że "kto postawi na legalną aborcję, wygra wybory", pisałem, że "bliższe prawdy jest stwierdzenie, że Ziemia jest płaska".

Na swoją obronę przywołam jeszcze zdanie z mojego tekstu z 2 kwietnia: "Dlaczego tak bardzo lewica interesuje się kobietą, która mogłaby dokonać aborcji, by nie rodzić niepełnosprawnego dziecka, ale traci zainteresowanie kobietą, która decyduje się na jego urodzenie i wychowanie?". Spadła na mnie za to krytyka właśnie z lewa. Agnieszka Dziemianowicz-Bąk z Partii Razem stwierdziła, że "z godnym Bogdana Rymanowskiego zacięciem pouczam (lewicę), co robi źle, gdy walczy o swoje prawa". Nie zasłużyłem sobie na taki komplement. 

Czy muszę wymieniać dalej? Proszę mnie nie sklejać ani z lewicą, ani prawicą. Staram się trzymać rzeczywistości, a nie ideologicznych modeli.

Pochwała "zwykłego" człowieka

Ale najbardziej dotknął mnie zarzut, że takich osób jak ja nie interesują "problemy 'zwykłych' ludzi". Nie będę się tu rozpisywał o powodach. Tylko kilka zdań.

Wychowałem się w pięknej miejscowości, ale której próżno było szukać na mapach. W rodzinie - ujmę to eufemistycznie - nigdy się nie przelewało, mimo ogromnej pracowitości rodziców. W zimie nie raz kilometrami wracałem - mówiąc małopolską gwarą - na nogach ze szkoły, bo droga była zasypana śniegiem. Na dziennych studiach (bezpłatnych) musiałem pracować na pełen etat, by móc się utrzymać. Po przyjeździe do Warszawy nie stać mnie było nawet na kredyt w banku. W czarnej godzinie wpłacałem na konto trzy kilogramy miedziaków, bo liczył się każdy grosz.

Ojcze Macieju, czy mam wymieniać dłużej, żeby ojciec, ani nikt inny, nie zarzucał mi pogardy dla zwykłego człowieka i realnych problemów ludzi? Gdybym miał pogardę dla zwykłego człowieka, gardziłbym sobą.

Sidła dziennikarstwa tożsamościowego

Jakim cudem o. Zięba był skłonny uwierzyć, że słowa o "panach w sukienkach" wyszły spod moich palców i że zionę pogardą dla "zwykłego" człowieka? Dlaczego nie zapaliła się ojcu choć żółta ostrzegawcza lampa? Bo zbudował obraz człowieka na podstawie jednego fragmentu tekstu - do tego jeszcze nie mojego autorstwa. Oczywiście, nikt nie ma obowiązku czytać ani moich tekstów, ani zaglądać na profil na Twitterze, ale jeśli już się chce kogoś ocenić - warto to zrobić.

Jestem w stanie w jakimś stopniu zrozumieć trudność, z jaką zapalają się dziś takie lampki ostrzegawcze w głowach publicystów.

W czasach, gdy dziennikarka szacownej "Polityki" faktycznie mówi o "przecwelonym przez PiS Andrzeju Dudzie", a TVP Info na pasku rzeczywiście krzyczy, że "obrońcy pedofilów i alimenciarzy [są] twarzami oporu przeciwko reformie sądownictwa", można pochopnie uwierzyć też - a to akurat są fejki - w "panów w sukienkach" i "wdzięczność wyborcy długiej jak erekcja impotenta". Ale wcale nie trzeba. Wystarczy nieco więcej wiary w człowieka.

***

Dziękuję o. Maciejowi Ziębie za publiczne przeprosiny. Sprawę uznaję za zamkniętą.

***

Wyjaśnienie o. Macieja Zięby opublikowane 10 listopada 2018 r. w magazynie "Plus Minus") i na stronie internetowej "Rzeczpospolitej":

W tekście "Duch pyszny poprzedza upadek", opublikowanym w "Plusie Minusie" 24 sierpnia 2018 r. [po tytułem "Ojciec Maciej Zięba: Pycha, pogarda i gnuśność liberalnej lewicy"], zacytowałem artykuł Jacka Gądka "Bez PiS-u 'Polska nie będzie Polską'. Kościół jest skazany na partię Jarosława Kaczyńskiego", który ukazał się na portalu Gazeta.pl.

Niestety, zapewne podczas kopiowania do oryginalnego tekstu dokleił mi się napastliwy komentarz, który był zamieszczony poniżej. W rezultacie przypisałem Jackowi Gądkowi dwa sformułowania pełne lekceważenia wobec polskich biskupów. Nie zmienia to tez moich tekstów, ale zmienia ocenę publikacji Jacka Gądka.

Przypisałem bowiem jego artykułowi, niesłusznie, agresywny i konfrontacyjny charakter. Dlatego pragnę przeprosić za mój błąd zarówno Jacka Gądka, jak i wszystkich Czytelników "Plusa Minusa".

Maciej Zięba OP.

Zobacz wideo
Więcej o: