Aleksander Hall: nie dam się pokroić za prałata Jankowskiego

Jacek Gądek
- Ks. Henryk Jankowski czasami wprowadzał gości do swojej sypialni na plebanii. Robiło w niej wrażenie renesansowe łoże. Wzbudzało to uśmiech i żarty, ale nie przekonanie, że to miejsce grzechu pedofilii - mówi prof. Aleksander Hall, działacz opozycji w PRL i minister w rządzie Tadeusza Mazowieckiego.

Jacek Gądek: - Bywał pan u ks. Henryka Jankowskiego?

Oczywiście. Często. Znałem go co najmniej od roku 1980.

Pana kolega, Zbigniew Bujak, mówi, że "z księdzem Jankowskim problemy mieliśmy zawsze". Pan też miał problem z nim?

Jeśli chodzi o pedofilię, to nie.

Nie wyobrażam sobie, aby bohaterowie "Solidarności" decydowali się na goszczenie u ks. Jankowskiego, gdyby wiedzieli, że ciąży na nim podejrzenie pedofilii. Nie wyobrażam sobie, aby ze świadomością takich zarzutów podejmowano na plebanii ks. Jankowskiego choćby premier Wielkiej Brytanii Margaret Thatcher. I nie sądzę, aby Adam Michnik chrzcił swojego syna w jego kościele, gdyby te podejrzenia wtedy istniały. Nie wyobrażam sobie też, aby - przy takich wątpliwościach - to było miejsce politycznego kierowania strajkiem z sierpnia 1988 r.

Pana koledzy to sugerują: pedofilia w latach 80. to był temat poza horyzontem poznawczym waszego pokolenia. Może widzieliście, ale nie dostrzegaliście problemu?

Ależ nie. Zjawisko pedofilii jest stare jak świat, choć temat w latach 80. nie był publicznie obecny jak teraz.

To jakie były problemy z prałatem?

Ks. Jankowski był człowiekiem, który wymykał się kościelnej dyscyplinie. Znane było jego umiłowanie do mundurów - wojskowych, marynarskich. Był też łasy na ordery i odznaczenia - nie ważne, czy przyznane przez legalną władzę czy nie. Przyjął nawet order od pseudoprezydenta na uchodźctwie Juliusza Nowiny-Sokolnickiego. To wywoływało żarty.

Ks. Jankowski był jednak w latach 80. akceptowany z dobrodziejstwem inwentarza. Próżność, skłonność do błyszczenia, brak umiaru - tak. Ale pedofilia? Nikt w latach 80. nie formułował akurat tego zarzutu.

"To, że tam jest w tle jakiś homoseksualizm, to było dla nas oczywiste. Wystarczyło zobaczyć jego łazienkę i pokój sypialny" - to dalej Bujak o prałacie.

Czasami wprowadzał gości do swojej sypialni na plebanii. Robiło w niej wrażenie renesansowe łoże. Wzbudzało to uśmiech i żarty, ale nie przekonanie, że to miejsce grzechu pedofilii.

Danuta Wałęsa mówi o oburzeniu. Nie kryje, że ks. Jankowski był obleśny w zachowaniu: "Niestety sama musiałam tego doświadczyć. Byłam oburzona. Dlatego wszystkie hece, jakie wyczyniał, mnie nie zaskoczyły i nie zgorszyły. Uważam, że ze względu na dobro Kościoła, z powodu zgorszenia, jakie ksiądz Jankowski siał, abp Tadeusz Gocłowski powinien go wcześniej odsunąć".

Andrzej Celiński pisze, że wiedział, iż było źle, ale nie aż tak źle. A pan?

W latach 80. nic nie wiedziałem o zarzutach natury seksualnej wobec prałata. W drugiej połowie lat 90. bywałem u niego już rzadko - z przyczyn politycznych. Po okresie "ekumenizmu" solidarnościowego stał się zwolennikiem nurtu krytycznego wobec zmian po 1989 r. Aż w końcu zaczął odsłaniać w swoim kościele te nieszczęsne groby, które trąciły antysemityzmem. Mieszkałem naprzeciwko kościoła św. Brygidy. W ostatnich 8 latach jego życia już u niego jednak nie bywałem.

Przyszedłem dopiero na jego pogrzeb.

Celiński pisze, że ks. Jankowski był wielkim pawiem, który otaczał się młodymi chłopcami. Przecież to się musiało rzucać w oczy. Prawda?

To prawda, że do skromności było mu bardzo daleko. Faktem jest, że wielu młodych chłopców bywało na jego plebanii. Traktował ich jako domowników i adiutantów.

Chłopcy usługiwali mu jak swojemu panu?

Ale wiem też, że prałat wielu z nich pomagał. Często byli to chłopcy z trudnych rodzin, sieroty.

Pan mówi, że pomagał, a w reportażu "Dużego Formatu" Bożena Aksamit opisała taką "pomoc". Piotr, ministrant z wioski w Borach Tucholskich, zeznawał, jak wyglądała. Był w siódmej klasie. Rok 1997. Uciekł z domu. Wylądował na dworcu PKP w Gdańsku, gdzie ktoś miał mu powiedzieć, żeby poszedł do parku przy Żaku. Poszedł. Kręciło się tam sporo chłopców i mężczyzn. Starszy, elegancki pan w okularach zaoferował pomoc - to był ks. Jankowski. Pojechali "zagranicznym samochodem" na plebanię. Chciał się wykąpać, a ksiądz otworzył drzwi łazienki i przyglądał się, kazał mu się odwrócić przodem. Prałat powiedział mu, że może zostać na plebanii, jeśli będzie z nim spał w jednym łóżku. Wedle zeznań chłopca, ksiądz go molestował. A rano dał mu 1000 zł i wypchnął za drzwi. "Należy ci się, bo byłeś dobry" - miał usłyszeć na pożegnanie.

To jest pomoc ks. Jankowskiego, którą opisywał chłopiec.

I właśnie to jest sprawa, która była obiektem śledztwa w 2004 r. Prokuratura ostatecznie nie dopatrzyła się faktów obciążających księdza. A poza tym - na to zwrócili mi uwagę znajomi - ks. Jankowski nie miał prawa jazdy i był wożony.

Miał słabość do niemieckich samochodów, a chłopak zeznawał, że "pojechaliśmy zagranicznym samochodem na plebanię", a nie że sam prowadził.

Byłem poruszony tymi zarzutami wobec prałata. Wtedy po raz pierwszy publicznie pojawiła się informacja o oskarżeniach ks. Jankowskiego o pedofilię.

Teraz Barbara Borowiecka opowiada ze szczegółami, jak ks. Jankowski ją molestował, gdy miała 12 lat. To drastyczne opisy.

Zadaję sobie więc pytanie: czy to fakty, czy konfabulacja?

Nie jest jedyna. Kolejne ofiary zaczynają opowiadać o prałacie jako seksualnym drapieżcy.

Zarzuty są więc zbyt poważne, aby tę sprawę można było zostawić tak, jakby nic się nie stało. Nasuwa się pytanie: dlaczego ofiary mówią osiem lat po śmierci ks. Jankowskiego. Wydaje się, że ofiary mogły zacząć mówić już w 2004 r., gdy prokuratura wszczęła śledztwo.

Barbara Borowiecka mówiła już wcześniej, ale nazwiska księdza, który ją molestował, nie podano w książce z jej zwierzeniami - dla jej dobra. A poza tym to w przypadkach molestowania dzieci, ofiary zaczynają mówić po wielu latach, często po śmierci oprawcy.

Ostatnie lata to jest głęboki podział polskiego społeczeństwa. Jego część uważa, że Kościół jako całość jest częścią obozu "dobrej zmiany", która dobra wcale nie jest. Są wielkie emocje. Gwałtowność reakcji społecznej na publikację reportażu w "DF" - odebrać obywatelstwo Gdańska, usunąć pomnik - to jest odreagowanie środowisk, które właśnie tak widzą Kościół.

Ale do czego pan zmierza?

Sprawę oskarżeń wobec ks. Jankowskiego trzeba zbadać. Możliwe, że historia opowiadana przez panią Borowiecką jest prawdziwa. Wiem, że prałat to postać niejednoznaczna. Odruchy szlachetności mieszały się w nim z pychą, śmiesznością i głupotą. Jego polityczne wystąpienia z ostatnich kilkunastu lat życia były po prostu głupie. Ale ferowanie wyroków na podstawie reportażu i kilku świadectw ludzi jest zbyt wczesne.

Jest zasada: głos musi zabrać druga strona. Ks. Jankowski już nie żyje, ale żyją ci, którzy go zapamiętali inaczej.

Możliwe, że cała procedura naświetlania sprawy ks. Jankowskiego zakończy się wnioskiem: usunąć pomnik prałata, zmienić nazwę skweru, odebrać mu obywatelstwo miasta. Ale nie może się to dziać jakby na czas w etapie Tour de France. Profesjonalne wyjaśnienie sprawy to będzie wyraz szacunku dla tych osób, które mówią, że są ofiarami prałata.

A pamięta pan sprawę księdza z Tylawy?

Tak.

Przez ćwierć wieku proboszcz molestował i gwałcił dziewczynki z parafii. W śledztwie biegli wydali opinię, że ksiądz obmacywał dziewczynki, bo rzekomo mógł mieć zdolności bioenergoterapeutyczne. Sprawę umorzono. Duchownego - powołując się na niby poważną ekspertyzę - bronił szef prokuratorów prowadzących śledztwo, Stanisław Piotrowicz (dziś poseł PiS). W kolejnym podejściu go jednak skazano na więzienie.

Ksiądz z Tylawy molestował dwa pokolenia swoich parafianek. Wszyscy wiedzieli, że jest z nim problem. Ludzie zaczęli mówić po wielu latach. Skazać drapieżcę seksualnego udało się bardzo późno, bo wciąż jeszcze żył.

Ten model nie pasuje panu do sprawy ks. Jankowskiego?

Tylawa to nie Gdańsk. A Piotrowicz to nie prokuratorzy z Gdańska w 2004 r.

W Tylawie to był szeregowy proboszcz w małej parafii. A w Gdańsku wielki duchowny mający alibi w postaci zaangażowania w "Solidarność". I w Tylawie, i w Gdańsku ofiary zaczęły mówić po wielu latach.

I dlatego uważam, że zarzuty o pedofilię prałata muszą być wyjaśniona do końca. Trzeba podjąć próbę zbliżenia się do prawdy.

Tylko kto ma to zrobić?

Na pewno władze kościelne. Na pewno społeczność Gdańska. Wszyscy ludzie dobrej woli, którzy mogą tu pomóc.

Pan wspomniał o "drugiej stronie". Prałat nie żyje, ale jest kuria w Gdańsku, która pewnie dysponuje jakąś dokumentacją, jednak cały czas nie widać otwartości abp. Sławoja Leszka Głódzia.

A ta oczywiście, że być powinna.

To dlaczego tej otwartości nie ma? Przecież to wygląda na krycie prałata.

To jest dobre pytanie do arcybiskupa. Nie jest tajemnicą, że abp Głódź należy do tego samego nurtu w Kościele co i ks. Jankowski. Sam uważam, że wszystkie materiały dot. ks. Jankowskiego - prócz tych, które wyrządziłyby komuś krzywdę - powinny zostać opublikowane w postaci białej księgi.

Abp Głódź przywracał prałata na urząd i zdejmował z niego zakaz głoszenia kazań. Był jego protektorem.

A kazanie na pogrzebie prałata to była wielka pochwała całej działalności ks. Jankowskiego i ledwie kamuflowana krytyka poprzednika - abp. Tadeusza Gocłowskiego, który odsunął prałata od probostwa.

Mówmy wprost: gdyby abp Głódź badał teraz sprawę ks. Jankowskiego, to - po potwierdzeniu zarzutów o pedofilię prałata - musiałby także samego siebie uznać za współodpowiedzialnego, bo go mocno bronił i był jego dobrodziejem.

Ale to byłby grzech nieroztropności, a nie współwina.

To są wyżyny dyplomacji w pana wykonaniu.

Arcybiskup też może się pomylić. Czym innym i dużo poważniejszym byłoby jednak gdyby teraz przeszkadzał w ustaleniu prawdy w sprawie tak ważnej i bulwersującej.

"Dla mnie jest to szok. Coś tam zawsze dochodziło do nas, ale nic tak tragicznego, nic tak wielkiego" - mówi dziś były prezydent Lech Wałęsa, też znajomy ks. Jankowskiego. On też przeczuwał, że z prałatem jest coś nie tak.

Za Wałęsę wolałbym się nie tłumaczyć.

To może za Bogdana Borusewicza? "Wiedziałem o ciemnej stronie jego osobowości, ale nie miałem pojęcia wtedy o skłonnościach pedofilskich" - twierdzi "Borsuk".

Wiem, co Bogdan ma na myśli.

Agenturalność prałata? Ks. Jankowski był TW "Delegatem" zarejestrowanym przez Służbę Bezpieczeństwa PRL.

Proszę pytać Bogdana, czy właśnie o to mu chodziło.

Podsumujmy: prałat miał przebłyski szlachetności. Ale to też: zarejestrowany przez SB agent, człowiek próżny i miłujący bogactwo, otaczał się młodymi chłopcami, a po latach kolejni ludzie mówią, że padli jego ofiarą, bo był pedofilem. Materiał na bohatera i pomnik - kiepski.

Ale to też trzeba powiedzieć: od sierpnia '80 r. do 1989 r. kościół św. Brygidy, gdzie urzędował jako proboszcz, był prawdziwym bastionem "Solidarności". Ks. Jankowski - choć nigdy nie byłem entuzjastą jego kazań - był w oczach wielu działaczy "S" kimś porównywalnym z ks. Jerzym Popiełuszką. Oczywiście, finał ich życiorysów jest zupełnie inny. Znajdą się jednak świadectwa osób, bo pomagał wielu biednym ludziom - to także jest część prawdy o tym człowieku.

A może ks. Jankowski działając na rzecz "Solidarności" tworzył jedynie alibi dla swojej pedofilii?

Nie jestem w stanie odpowiedzieć na to pytanie.

Nie dam się pokroić za prałata. I to nawet gdyby nie był TW "Delegatem". Nie przyłączę się też jednak do linczu na nim jako pedofilu. Oskarżenia są bardzo poważne i wymagają dogłębnego zbadania.

Ferowanie szybkiego wyroku jest obarczone ryzykiem popełnienia błędu. Każdy człowiek zasługuje na to, aby jego sprawę zbadać. Popatrzmy na historię polityczną III RP. Popatrzmy na listy agentów - dopiero czas pozwolił zweryfikować oskarżenia. Raz je potwierdzano, a raz z nich oczyszczano.

Pan mówi teraz z perspektywy historycznej i socjologicznej, a ja czytam wyznania Barbary Borowieckiej, która opowiada, jak wiele razy prałat ją molestował. Historię dziewczyny, która popełniła przez niego samobójstwo. A ktoś inny - tym razem mężczyzna - opisuje, jakim drapieżcą seksualnym był wobec niego.

Nie stawiam zarzutu, że to konfabulacje. Ale mam prawo do wątpliwości.

Jest pan adwokatem diabła. Prałata.

Dziś wiele osób, które go atakują, korzystało kiedyś z jego kuchni, z jego barku, z jego gościnności. Jeśli moje słowa brzmią jako pewien głos w obronie prałata, podczas gdy cały chór głosów go oskarża, to nie żałuję. Nie lubię przyłączać się do nagonek.

Andrzej Celiński: "Ja myślałem, że [ks. Jankowski] to 'pedał', który lubi otaczać się młodymi chłopcami. Młodymi, ale jednak z własnej woli i dorosłymi. Dla mnie ten tekst też był szokiem".

Nie pamiętam, aby wcześniej Andrzej dzielił się takimi swoimi spostrzeżeniami. Ze mną na pewno nie.

Ile razy spotykał się pan z ks. Jankowskim?

Wiele. W latach 80. wiele razy.

Danuta Wałęsa mówi, że był sprośny i siał zgorszenie. A pan nigdy - mimo częstych kontaktów z nim - nie odniósł takiego wrażenia?

Nie. Ale jest faktem, że zachowywał się rubaszne. Zdarzały się dowcipy, które mi nie odpowiadały. Był bardzo rubaszny.

Z czasem zaczął też mówić antysemickim językiem...

...on się pojawił późno - w połowie lat 90.

Co dziś władze kościelne i państwowe powinny zrobić ze sprawą prałata?

Władze kościelne winny udostępnić całą dokumentację dot. prałata. Przydałaby się komisja złożona z autorytetów. Przede wszystkim moralnych.

Tych akurat jest deficyt.

Trudno o nich. Prawda. Może by się jednak udało.

Z urzędu abp Głódź, metropolita gdański, powinien być autorytetem moralnym. A jest od dawna jednym z największych obrońców prałata. Dziś miałoby mu zależeć na prześwietlaniu swojego ulubieńca?

Też myślę, że to nie byłoby szczęśliwe, gdyby badał sprawę z pozycji moralnego autorytetu. Abp Głódź powinien się wyłączyć ze sprawy ks. Jankowskiego i oddać jej wyjaśnianie w inne ręce.

A pan wierzy, że to jest w ogóle możliwe?

Proszę mnie zwolnić z oceny szans na to.

Bo może właściwie nie ma czego oceniać, jeśli sprawę wyjaśniać będzie kuria?

Dobrze, że osoby bliskie ks. Jankowskiemu zapowiedziały pozew do sądu przeciwko "Gazecie Wyborczej", bo taki proces może nas przybliżyć do prawdy.

Trudno się dziwić, że siostry bronią brata.

Wszyscy będą zeznawać pod przysięgą i to będzie istotne.

Działaczka kulturalna z Trójmiasta Lidka Makowska: "W Gdańsku prezydentem miasta [Paweł Adamowicz] jest były ministrant ks. Jankowskiego, a władza świecka od dawna była związana z władzą kościelną, panowała swoista zmowa milczenia na temat skłonności prałata".

Prawdą jest, że Adamowicz był ministrantem prałata Jankowskiego. Nie jest też tajemnicą, że Lech Wałęsa rozpoczynał swoją drogę do prezydentury w parafii św. Brygidy, a cała "S" miała wsparcie arcybiskupa gdańskiego. Oczywiście, dobre relacje między dużą częścią czołówki "Solidarności" i Kościoła w Gdańsku pozostały. Na pogrzebie - dla mnie jednego z najważniejszych ludzi - Tadeusza Mazowieckiego był nasz arcybiskup, wówczas emerytowany, Tadeusz Gocłowski. Były przyjaźnie, ale nie było sitwy, która kamuflowała czyjąś nieprawość czy pedofilię.

Jednak ten prałat "Solidarności", choć byłoby to naturalne, nie został kapelanem w Pałacu Prezydenckim u boku Wałęsy. Prezydent wolał go nie mieć blisko siebie.

Prałat czuł się niedoceniony. Nie otrzymał pozycji, którą uważał, że mu się zwyczajnie należy.

Nie będę wymieniał nazwisk, ale wtedy Polska miała szczęście do mądrych przywódców Kościoła. Potrafili wziąć odpowiedzialność za Okrągły Stół. Mówię to jako człowiek ówczesnego politycznego establishmentu, bo spotykałem się wtedy ze sternikami polskiego Kościoła. Powiem to delikatnie: ks. Jankowski nie miał u nich dobrej opinii. Ale nie chodziło o kwestie obyczajowe i zarzuty o pedofilię, ale jego styl bycia i wyłamywanie się z zasad obowiązujących w Kościele. Prałat sam sobie był sterem i żeglarzem. To budziło irytację i zażenowanie hierarchów, z którymi byłem zaprzyjaźniony na przełomie lat 80. i 90. Ale pedofilem? Tego nie podejrzewali ani oni, ani ja.

Zobacz wideo
Więcej o:
Komentarze (325)
Aleksander Hall: Nie dam się pokroić za prałata. Ale nie przyłączę się do linczu
Zaloguj się
  • superpolpol

    Oceniono 76 razy 54

    Aleksander Hall o Jankowskim hehehehe - to tak jakby Jarek Balbinka o Rydzyku opowiadał :-) oj słodziaczki, słodziaczki...

  • remo29

    Oceniono 59 razy 53

    No dobra, stop. Młodzież nie, ale ja pamiętam jak WSZYSCY kłaniali się w pas Jankowskiemu, a skoro wiedzieli, że to zboczeniec, to co się ja pytam zrobili w tej sprawie? Który teraz zdobędzie się na odwagę, wstanie i powie "daliśmy ciała, nie zrobiliśmy porządku z tym dewiantem, to również przez nas cierpieli ci ludzie". Pomnik sam się nie postawił, noż kurywa mać...

  • sailor2016

    Oceniono 50 razy 44

    Coraz bardziej cuchnie w Polsce szambem wylewającym się z kościoła katolickiego. Może w końcu owce i barany poczują ten smród.?

  • heureuse_beauty

    Oceniono 44 razy 38

    Pan Hall też zaczął karierę od parafii św. Brygidy. Teraz to każdy z nich udaje Greka - " coś tam było z nim nie tak, był rubaszny i miał zamiłowanie do przepychu, ale żeby aż ...tak, pedofilia, to niemożliwe". Tak trudno się przyznać, że się odwracało oczy, bo SPRAWA ( i kariera) była ważniejsza.

  • jakobhorner

    Oceniono 32 razy 30

    Pytanie do Halla - tuż pod Brygidą jest prywatna szkoła jego żony. Kto otaczał opieką duszpasterską te dzieci? Religii, etyki i zasad etycznych nauczyła? Czy przypadkiem nie "pasterze" Księdza Prałata?

  • mrdilbert

    Oceniono 36 razy 28

    czytanie tego wywiadu wywołało u mnie reakcję estetyczną a dokładniej obrzydzenie

  • kzet69

    Oceniono 35 razy 27

    Hipokryzja Halla poraża i udowadnia że cała Polska jest jedną wielką Tylawą!

  • mlody_dron

    Oceniono 35 razy 25

    Kolejny usprawiedliwiacz. Oto jak można zniszczyć swoje zasługi, wystarczy gadać i bronić gada.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX