Nowa polityka miłości Donalda Tuska. Kiedyś dała mu fotel premiera, teraz może zapewnić prezydenturę

Jacek Gądek
Donald Tusk święcił triumfy w krajowej polityce, gdy na ustach miał miłość. Po dekadzie, już jako szef Rady Europejskiej, ruszył z ofensywą polityki miłości 2.0. Polityki miłości do Europy. I nawet sugerowanie, że PiS to "współcześni bolszewicy", jest jej składową.

- Miłość jest ważniejsza od władzy - mówił Donald Tusk, gdy zwyciężał w kolejnych wyborach. W pragmatyce politycznej miłość jest narzędziem do zdobywania władzy. Jak pokazało osiem z rzędu wygrywanych przez Platformę Obywatelską wyborów - bardzo skutecznym. Wówczas chodziło o miłość między Polakami i do Polski, "miłość, a nie podejrzliwość".

Miłość do Europy

Dziś Donald Tusk często podkreśla miejsce Polski w świecie Zachodu, przywiązanie do Starego Kontynentu - miłość Polaków do Europy i członkostwa w Unii Europejskiej. Miłości do Polski w Europie. Miłość do Europy - to clou nowej polityki miłości Donalda Tuska. Tusk w tę miłość zapewne głęboko wierzy.

Miłość to słowo-klucz, które jest oczywiście nieco na wyrost, ale do świata prostych dychotomii i - jak on sam to nazywa - "odpowiedzialnego populizmu", w których Donald Tusk lubi się poruszać, pasuje jak ulał.

W jego narracji wobec obozu PiS nie ma półcieni: jest jasna i ciemna strona mocy. Jest Zachód i Wschód. Są Europejczycy i bolszewicy. Jest dobro i zło. Mądrość i głupota. Wspólnota i osamotnienie. Jest wreszcie miłość i nienawiść. Jest świadomość i lunatykowanie. Jest miłość do Europy, do której przecież od stuleci Polacy in gremio dążą i jest lunatykowanie władzy PiS w kierunku politycznej barbarii - Rosji. Taką dychotomię kreśli Donald Tusk. I trafia na dobry grunt - każdy sondaż to potwierdza. Według Eurobarometr 87 proc. Polaków uważa, że przynależność do Unii Europejskiej jest korzystna (średnia w 28 państwach to 68 proc.). Występować z Unii chciałoby raptem 11 proc.

Sklejony z Europą

Praktycznym celem polityki miłości - tak jak przed ponad dekadą i w kolejnych latach - jest wydarcie władzy z rąk PiS i przejęcie jej przez Platformę Obywatelską na spółkę z koalicjantami. A choć przynajmniej pozbawienie obozu PiS samodzielnej władzy w kolejnym Sejmie, by - tak jak od 2007 r. - mimo pędzącej gospodarki i bogacenia się ludzi władza poszła w rozsypkę.

Miłość do Europy i europejskość najlepiej spośród polskich polityków uosabia teraz właśnie przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk. Jedni nazywają go przesadnie "prezydentem" Europy. Inni drwią z niego jako "króla Europy". Dla wszystkich jest jednak z Europą sklejony.

Granie europejską kartą jest dla Tuska naturalne. Przekonuje on więc - ni to mimochodem - że ma najwięcej instrumentów i kontaktów z europejskimi liderami, z którymi zresztą jest na "ty", więc "byłby przydatny" przy wytrącaniu PiS-owi sterów i szybkiego obieraniu powrotnego kursu na Europę.

Polacy nie obawiają się Polexitu

Jest jednak kłopot, który stoi na przeszkodzie takiej narracji o Tusku powstrzymującym Polexit.

Dziś przekonanie Polaków, że ekipa PiS odwraca się od tak kochanej (czy to w wyniku dążenia do wyższego poziomu życia, stylu życia czy też czysto emocjonalnie) przez rodaków Europy jest nikłe. Polexitu boi się dziś - a przynajmniej tak mówi - jedynie twardy wyborca opozycji, środowiska krzyczące "Tusku musisz!", a to zdecydowanie zbyt wąskie grono, by mogło odsunąć PiS od władzy.

Po prostu: Polacy gremialnie w żaden Polexit nie wierzą. Obóz "dobrej zmiany" przysięga, że od Unii się nie odwraca, a premier Mateusz Morawiecki przedstawia się jako gwarant osiągnięcia - i to jest sedno oczekiwań ludzi - materialnego dobrobytu znanego z Zachodu.

Stąd Tusk co rusz ostrzega przed Polexitem - nawet wbrew intencji PiS, prezydenta Andrzeja Dudy, premiera Mateusza Morawieckiego i prezesa Jarosława Kaczyńskiego. Przywołuje przykład ośmieszonego byłego premiera Wielkiej Brytanii Davida Camerona, który też nie chciał wychodzić z Unii, a jedynie potraktować nastroje antyunijne jako swoje narzędzie. Skończyło się niewyobrażalnym w skutkach Brexitem i uznaniem Camerona za szkodliwego błazna Europy.

Miną na drodze do budowania jednoznacznie prounijnego, wręcz bezkrytycznego, klimatu przez Tuska jest niechęć Polaków do przyjęcia waluty euro, a w praktyce lęk, że będzie drożej. Tego już dość mocno ugruntowanego przekonania większości Polaków nie sposób odwrócić szybko.

Sklejanie Morawieckiego i Dudy z Cameronem

- PiS być może nie ma planu wychodzenia z Unii, ale wychodzi. Tak jak Cameron. Są jak lunatycy. Nie wiedzą, że wychodzą - to słowa Tuska z wywiadu dla "Gazety Wyborczej". Będą one wracać jak mantra tak, aby - w intencji opozycji i samego Tuska - ten przekaz zaczął "rezonować w emocjach ludzi". Według niego PiS wyprowadza Polskę z rdzenia Europy, "a niebawem w ogóle z Unii", co sprawia, że "Polska może się stać czyjąś łatwą ofiarą i nie będzie mogła liczyć na pomoc ze strony kogokolwiek".

Tak Tusk stara się sklejać Morawieckiego i Dudę z Davidem Cameronem.

Społecznego zapotrzebowania na powrót Donalda Tuska do polskiej polityki nie sposób zmierzyć. Sondaże dziś wskazujące na wygraną Tuska w wyborach prezydenckich mogą być zwodnicze. Pamięć wyborców jest krótka i wybiórcza, ale 4-5 lat nie wywołało społecznej amnezji. Stosunkowo łatwo więc - przy wykorzystaniu narzędzi propagandy - przypomnieć bolesne reformy (jak podniesienie wieku emerytalnego) albo zaniechania rządów PO, co może stopić słupki Tuska.

Tusk i emocje

Skoro nie ma dziś społecznej emocji strachu przez Polexitem, to były premier stara się ją wykrzesać. Obawa przed Polexitem może dopiero sprawić, że Polacy w swoich decyzjach wyborczych zaczną się kierować miłością do Europy.

A szef Rady Europejskiej wzbudza emocje i gra na nich - może najsprawniej spośród polskich polityków. Jego charme i inteligencja emocjonalna stają się już legendarne. A jednocześnie narzeka na prymat emocji w polityce. Sarka, że polityka staje się rywalizacją ludzi, a nie walką na argumenty. A jest przecież jednym z największych beneficjentów takiej personalizacji polityki jako potencjalny kandydat na głowę państwa.

W wywiadzie dla "Gazety Wyborczej" Donald Tusk mówił: - Emocje rządzą dziś polityką nie tylko w Polsce. Dożyliśmy czasów, że w polityce są ważniejsze niż racjonalne argumenty. Miłość, nienawiść, rozpacz, nadzieja stały się solą polityki. Nie akademicki wykład. Źle się czuję w atmosferze tego ostrego konfliktu, w dodatku bardzo spersonalizowanego. Bo tak się złożyło, że ten wielowymiarowy i historyczny spór polityczny dziś ma twarze Kaczyńskiego i Tuska.

Donald Tusk kokietuje, że nie chce być stroną spersonalizowanego konfliktu. W rzeczywistości chce musieć nią być. Chce, aby "Tusku, musisz!" krzyczały nie tylko najbardziej zaangażowane media, ale lud.

Polityka miłości 2.0

Manifest polityki miłości 2.0 - miłości do Europy - Donald Tusk wygłosił w Łodzi na Igrzyskach Wolności. Było to najważniejsza publiczna aktywność na krajowym podwórku od momentu objęcia funkcji szefa Rady Europejskiej. To w Łodzi Tusk przekroczył swój Rubikon.

Tusk podkreślając, że "przechodzi do sedna sprawy", mówił o przynależności do UE i ryzyku Polexitu. Stworzył ciąg najważniejszych dat: 1918 (odzyskanie niepodległości, 1989 (odzyskanie suwerenności). Trzecim dziejowym momentem jest według niego dziś.

Tusk: - Jeśli naprawdę pragniemy, aby Polska była niepodległa przez kolejne sto lat i dłużej, wszyscy musimy ustanowić wspólnotę celów politycznych, jak wtedy w 1918 i wtedy, jak w 1989 r. Dla mnie tą wspólnotą jest silna Polska w zjednoczonej Europie.

Przestrzegł, że "mamy w naszym kraju polityków i siły polityczne, które chcą zmienić ład, który (...) jest fundamentem naszej dzisiejszej i przyszłej niepodległości, to jest oczywiście przyszłość Unii Europejskiej". -To od nas zależy, tu w Polsce, czy politycy doprowadzą do rozbicia Unii Europejskiej i do wyprowadzenia Polski z UE - podkreślał. Wypomniał prezydentowi Dudzie jego słowa o "wyimaginowanej wspólnocie", a wiceszefowi PE prof. Zdzisławowi Krasnodębskiemu (PiS) słowa, że być może "wkrótce i w Polsce staniemy przed koniecznością referendum [ws. wyjścia z UE]".

Śpieszmy się kochać Unię, tak szybko możemy z nie wyjść

Tusk w istocie mówi: ryzyko Polexitu jest realne, śpieszmy się kochać Unię, tak szybko możemy z niej wyjść.

Szef RE zasugerował też, że narracja o Polexicie będzie się zaostrzać. - To nie jest kwestia przyszłych dekad, to jest kwestia przyszłych miesięcy. W ciągu najbliższych kilku, kilkunastu miesięcy napisany zostanie kolejny rozdział, rozdział albo optymistyczny, albo ponury historii integracji europejskiej. I wierzcie mi, te słowa, te zdarzenia będą dotyczyły także bezpośrednio naszej niepodległości - podkreślił.

Rzucił - nie ot tak, ale przemyślanie - pomysł utworzenia komitetu który zorganizuje wielkie, publiczne, na miarę historyczną, wydarzenie 3 maja 2019 r. - Jeśli będzie was rzeczywiście dużo, więcej niż dzisiaj tu w Łodzi, to być może od tego będzie także zależało, czy wolna i niepodległa Polska, wolna i zjednoczona Europa nie będą tylko lekcją historii, ale także lekcją przyszłości - mówił Tusk.

Tak się składa, że najbliższe wybory odbędą się w maju. A że będą do PE, to temat Polexitu może zacząć - mówiąc językiem Tuska - "rezonować w emocjach" Polaków. I jego nadzieja w tym, że istotność tematu Polexitu rozciągnie się też na wybory sejmowe, a potem prezydenckie. Taka perspektywa istnieje. Na wybory europejskie pójdą - tradycyjnie - bardziej liberalni wyborcy z większych miast, co jest szansą dla opozycji na pokonanie PiS choć w tej elekcji.

Huśta emocjami. Z jednej strony apeluje, by "nie przesadzać z epitetami, bo niedługo zabraknie nam słów" (w "GW"), a z drugiej mówi o pokonaniu "współczesnych bolszewików" (w Łodzi). I niech nikt nie sądzi, że Donald Tusk się zagalopował w emocjach, a potem krygował, że "to było o bolszewikach, o nikim innym". Tusk jeśli już się zagalopowuje, to tam, gdzie chce.

***

Jeśli strach przed Polexitem nie zacznie rezonować w emocjach wyborców i nie wzbudzi tym samym jeszcze silniej miłości do Unii, to Donaldowi Tuskowi trudniej będzie marzyć o prezydenturze.

Więcej o:
Komentarze (224)
Nowa polityka miłości Donalda Tuska. Może mu dać fotel prezydenta
Zaloguj się
  • wolak007

    Oceniono 37 razy 15

    Neobolszewiccy płatni wciskacze klawiatury trollują Tuska.
    Widać, przyszedł prikaz z góry dojnej zmiany. A to oznacza, że prezes boi się Tuska jak diabeł święconej wody?!

  • signum_t

    Oceniono 27 razy 11

    A się pisowskich trolli wysypało. Już poświętowali? Już obrobili temat KNF?

  • jerzyb-ucholc

    Oceniono 18 razy 10

    W świetle przesłuchań przez Wasserman wszystko się wyjaśniło, "bolszewizm" to między innymi ręczne sterowanie prokuraturą. PiS kłamie bo mówił że chodzi im o repolonizację np. banków a tu widać że chodzi o nacjonalizację czyli zwykłe złodziejstwo. Przygotowanie ustawy odbywa się w nocy, kto ją pisał , Ziobro i Jaki i Morawiecki? Wszyscy wiedzieli, ze coś się dzieje z mediami informacyjnym Solarza, Gawryluk i pis dzielec Rymanowski. Teraz wiadomo bo do RN banku został wprowadzony "słup" prawnik kolega Chrzanowskiego.

  • simr1979

    Oceniono 18 razy 8

    Autor niestety ma rację w tym, że Polacy nie boją się polexitu. A to dlatego, że kompletnie nie rozumieją, czym jest Zachód, czym różni się od Wschodu. To smutne, bo świadczy, że do Zachodu ani nie należymy, ani nie mamy do tej przynależności aspiracji.

  • damtek

    Oceniono 25 razy 7

    Szarańczę należy odsunąć od władzy.
    Wspierajmy wszystkich, którzy działają na rzecz demokracji, praworządności i rozwoju.

  • rtg

    Oceniono 7 razy 5

    Trafne komunikaty Pana Donalda Tuska o bolszewikach okazały się już zgodne z historycznymi faktami. Bolszewicy

  • representation1

    Oceniono 41 razy 5

    Śpieszmy się kochać Tuska
    - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
    Tak szybko odchodzi na lepszy stołek.

  • alefizyk

    Oceniono 8 razy 4

    Cenię Tuska. Rządził w czasie kryzysu światowego. W tym czasie Polska zrobiła znaczny skok do przodu. Obecnie rządzący korzystając z tego nie zostawiają na nim suchej nitki

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX