Władze szły z nacjonalistami, choć oddzielone "buforem". Marsz w wydaniu PiS to chaos [ANALIZA]

Wiktoria Beczek
Prawo i Sprawiedliwość być może ma powody, dla których zdecydowało się dogadywać z nacjonalistami. Trzeba było być jednak wyjątkowo naiwnym, żeby wierzyć w powodzenie misji "tylko biało-czerwone flagi".

- Wspólny marsz to ogromny sukces - powiedział Jarosław Kaczyński w rozmowie z jednym z prawicowych serwisów. Ten sam Jarosław Kaczyński zapewniał, że nie ma mowy o polexicie, a jego ugrupowanie wcale nie zmierza do wyprowadzenia Polski z Unii Europejskiej. Jaki związek ma Marsz Niepodległości z potencjalnym polexitem? Władze maszerowały dziś z organizacjami, które nie ukrywają swojej wrogości wobec struktur UE i twierdzą, że Polska będzie niepodległa dopiero, gdy z nich wyjdzie. Kaczyński nie powinien się więc dziwić, gdy kolejny raz zostanie podniesiony ten zarzut wobec PiS-u

To nie ekstremum, to organizatorzy

Władze maszerowały w jednej demonstracji z Obozem Narodowo-Radykalnym, Młodzieżą Wszechpolską i Ruchem Narodowym, bo reprezentanci tych trzech organizacji wchodzą w skład zarządu Stowarzyszenia Marsz Niepodległości, kolejno - Robert Bąkiewicz, Mateusz Marzoch i Witold Tumanowicz. I to te grupy organizatorskie, a nie przypadkowe osoby, stanowiły ten ekstremistyczny element, z paleniem flagi Unii Europejskiej i patriotycznymi okrzykami w rodzaju "raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę" (a gdy służby broniły kontrmanifestacji także "zawsze i wszędzie policja j***ana będzie").  

Marsz Niepodległości był stosunkowo spokojny, jeśli mielibyśmy spokój mierzyć brakiem rannych czy większych szkód. Ale nie był to - jak zapowiadały władze - marsz pod "wspólnym biało-czerwonym sztandarem". Nie brakowało na nim flag z falangami i emblematów Forza Nuova, włoskiej organizacji o charakterze nacjonalistycznym i neofaszystowskim, której reprezentanci kolejny rok z rzędu pojawiają się na Marszu.

Jeśli założymy nawet - jak chciałoby wielu - że ekstremistów była zaledwie garstka wśród tłumu "zwykłych" uczestników, to pozostaje pytanie, dlaczego najwyższe polskie władze musiały przed ową garstką się ugiąć i zorganizować marsz na ich zasadach?

Jak uniknięto katastrofy

Ostatecznej PR-owej katastrofy udało się uniknąć dzięki względom bezpieczeństwa. Część "defiladowa" z prezydentem, premierem, Jarosławem Kaczyńskim, partyjną wierchuszką oraz kombatantami, żołnierzami i orkiestrami wyruszyła jako pierwsza i dziarsko pognała do przodu. Część druga, gdzie pojawiły się flagi ONR, Forza Nuova, krzyże celtyckie i gdzie palono flagę UE, była od pierwszej oddzielona tym, co nazwano "buforem bezpieczeństwa". W ten sposób powstało kilkaset metrów wyrwy i nie było ryzyka, że prezydentowi czy premierowi zrobione zostanie zdjęcie na tle rasistowskich symboli.

Tragedii faktycznej udało się zaś uniknąć tylko dlatego, że przed marszem postawiono służby na nogi i udało się zidentyfikować około 400 ekstremistów, a część z nich zatrzymać. ABW zapobiegła też organizacji koncertów i konferencji, na których miał być propagowany rasizm i totalitaryzm. Neonaziści m.in. ze Szwecji i Rosji zapewne doprowadziliby do powtórki z 2013 roku, kiedy podczas Marszu Niepodległości w ruch poszła kostka brukowa, spłonęła Tęcza na placu Zbawiciela i zaatakowano squat Przychodnia.

Naiwność władz

Wiwatowanie wspólnego marszu i odcinanie się "buforem bezpieczeństwa" od Marszu Niepodległości to chaos, który wygląda jak gaszenie pożaru, przy jednoczesnym polewaniu ognia benzyną. 

Prawo i Sprawiedliwość być może ma powody, dla których zdecydowało się dogadywać z nacjonalistami. Władze mogły obawiać się zamieszek, mogły przypomnieć sobie, że w nowelizacji nie uchwaliły "dominacji" państwowych uroczystości nad wszystkimi innymi, mogły też bać się odpływu głosów prawicowego elektoratu. Trzeba było być jednak wyjątkowo naiwnym, żeby wierzyć w powodzenie misji "tylko biało-czerwone flagi". Udawanie zaś, że cały Marsz był pochodem uśmiechniętych patriotów, jak przedstawiają to na zdjęciach kancelarie prezydenta i premiera, to już taka dziecięca zabawa - zamykamy oczy i udajemy, że wokół nas nic nie ma.

Więcej o: