Donald Tusk przed Trybunał Stanu? Na drodze stoją jednak matematyka, historia i Gersdorf

Kto może, sugeruje, że Donald Tusk powinien stanąć przed Trybunałem Stanu. Straszak w postaci Trybunału pozwala politykom przez krótki czas brylować. Jakby zapomnieli, jak trudno jest postawić kogoś przed TS, nie mówiąc już o pewności, że dojdzie do skazania.

Trybunał Stanu powrócił ostatnio do łask polityków i jest odmieniany przez wszystkie przypadki, najczęściej w połączeniu z postacią Donalda Tuska, byłego premiera. Wszystko za sprawą jego przesłuchania przed komisją śledczą ds. Amber Gold.

Już w trakcie przesłuchania Witold Zembaczyński z Nowoczesnej sugerował, że komisja próbuje tak manewrować pracami, by postawić obecnego szefa Rady Europejskiej przed Trybunałem Stanu. Później w sukurs szli inni członkowie komisji: Tomasz Rzymkowski z Kukiz'15 i Bartosz Kownacki z Prawa i Sprawiedliwości.

- Nie oceniam, żeby była dzisiaj zasadność kierowania zarzutów karnych względem Donalda Tuska, natomiast oceniam, że jest możliwość rozważenia Trybunału Stanu - oznajmił w TVN24 Kownacki. W TVP Info Rzymkowski nie ukrywał, że takie rozwiązanie jest mu bliskie, deklarując wprost: - Bardzo bym chciał wniosku o Trybunał Stanu dla Donalda Tuska.

Przyczynkiem do postawienia byłego premiera przed Trybunałem Stanu miałoby być złamanie przez niego konstytucji. Jak tłumaczył Rzymkowski, Tusk nie powołał ministra koordynatora ds. służb specjalnych, gdy wybuchła afera Amber Gold, przez co nie było wiadomo, kto nadzorował służby.

Trybunał Stanu - złowrogi "sąd"

Kto może, wspomina o Trybunale Stanu, bo to hasło-wytrych. Brzmi groźnie, poświęcone są mu cztery artykuły w Konstytucji, a przed tym gremium stanąć mogą tylko najwyżsi oficjele państwowi: ministrowie, premier, prezydent, parlamentarzyści (w określonym zakresie) czy szefowie NBP i NIK.

Teraz Trybunałem Stanu straszony jest Tusk, w przeszłości po "nocnym zaprzysiężeniu" członków Trybunału Konstytucyjnego opozycja do TS odsyłała prezydenta Andrzeja Dudę, a w związku z niepublikowaniem wyroków TK - ówczesną premier Beatę Szydło.

Kary, które może wymierzyć Trybunał Stanu, orzeczone mogą być na czas od dwóch do 10 lat i są następujące:

  • odebranie czynnego i biernego prawa wyborczego,
  • zakaz obejmowania stanowisk kierowniczych w organach państwowych,
  • utratę orderów.

Trybunał Stanu i afera alkoholowa

Trybunał Stanu dotychczas tylko raz, w aferze alkoholowej, skazał państwowych oficjeli, wszystkie inne przypadki kończyły się uniewinnieniem lub umorzeniem.

W 1997 roku na pięć lat utraty biernego prawa wyborczego i pięcioletni zakaz zajmowania stanowisk kierowniczych ukarano Jerzego Ćwieka, byłego prezesa Głównego Urzędu Ceł oraz Dominika Jastrzębskiego, byłego ministra współpracy gospodarczej z zagranicą. 

Niewielka liczba postępowań przed TS to przede wszystkim efekt konstytucyjnych "widełek" dotyczących tego, ilu posłów musi zagłosować za postawieniem kogoś przed Trybunałem. Dla prezesa Rady Ministrów, także byłego, ten limit wynosi 276 głosów, czyli 3/5 wszystkich.

Tusk przed TS? PiS brakuje szabel

Matematyka jest bezlitosna dla Prawa i Sprawiedliwości, zresztą w przeszłości rachunki wykończyły też Platformę Obywatelską, gdy chciała przed TS postawić obecnego ministra sprawiedliwości, szefa tego resortu w przeszłości, Zbigniewa Ziobrę.

Na ten moment PiS ma w Sejmie 234 posłów w swoim klubie. Zakładając, że kluby PSL-UED (17 parlamentarzystów), Nowoczesna (22) i PO (135), koło Liberalno-Społeczni (3) sprzeciwiłyby się postawieniu Donalda Tuska, do "dyspozycji" partii rządzącej jest 283 posłów - to dane na 7.11 (mandat posła złożył już np. Rafał Trzaskowski).

Tyle tylko, że PiS musiałoby namówić całe koło Wolnych i Solidarnych (6 posłów), wszystkich z Kukiz'15 (27 posłów) - to daje 267 szabel. Potrzebne byłoby więc jeszcze co najmniej 9 głosów posłów niezrzeszonych (takich w Sejmie tej kadencji jest już 12). W praktyce więc - postawienie Tuska przed TS jest wręcz niemożliwe.

Inny problem: Trybunałem Stanu kieruje Gersdorf

Przy obecnym układzie sił w Sejmie Trybunał Stanu jest więc straszakiem, bez żadnego pokrycia. Jedyny manewr, który w tej sytuacji jest możliwy, to zawnioskowanie do Sejmu (wymagany jest podpis zaledwie 115 posłów, a tylu PiS już ma) o postawieniu premiera przed TS. Wniosek i tak by nie przeszedł, ale towarzyszyć mogłaby mu debata.

Dodatkowo, sam skład Trybunału Stanu raczej nie będzie pasować PiS. O ironio - TS, na mocy ustawy, przewodniczy zawsze I prezes Sądu Najwyższego. Na tę chwilę jest więc to prof. Małgorzata Gersdorf.