Wybory 2018. Sawicki z PSL nie zostawia suchej nitki na PiS. "Ta wojna dopiero się zaczyna"

- To niemożliwe, żebyśmy porozumieli się z PiS-em po tak oszczerczej kampanii, jaką wobec nas prowadzili - mówi w rozmowie z Gazeta.pl poseł PSL Marek Sawicki.

GAZETA.PL: Przez noc powyborczą poparcie dla PSL do sejmików wojewódzkich nieco spadło, ale 13,6 proc. głosów to wciąż wynik dwukrotnie wyższy od tego, co dawały Wam sondaże. Jesteście zaskoczeni?

MAREK SAWICKI: Nie jestem zaskoczony. Jestem za to zniesmaczony polską polityką i jej obsługą przez media oraz ośrodki badania opinii publicznej.

Dlaczego?

Bo nie może być tak, że zakłada się wyeliminowanie jednego środowiska z przestrzeni publicznej, jak to ujęła pani marszałek Mazurek. I wszyscy, jak dzikie gęsi, idą w tym samym kierunku. Tak jest zresztą już od wielu lat.

Nie rozumiem.

Od lat ludowcom między kolejnymi wyborami daje się poparcie na poziomie progu wyborczego albo poniżej tego progu. Kiedy przychodzą wybory, to poparcie i sondaże trochę się poprawiają, a potem znowu jest to samo. Trudno w takich warunkach uprawiać politykę. Jeśli w noc wyborczą oglądam TVN i komitety Koalicji Obywatelskiej oraz Prawa i Sprawiedliwości dostały bardzo dużo czasu antenowego, a komitet PSL w tym przekazie nie istnieje, to nie jest normalna sytuacja. Jeśli polski świat medialny nie zrozumie, że głupoty PiS-u nie uda się zatrzymać bez silnego PSL, bez silnego ośrodka konserwatywno-ludowego, to czeka nas jeszcze kilka kadencji jałowej wojenki światopoglądowej między Platformą i PiS-em.

Wasz wynik był dla wielu osób zaskoczeniem. Czujecie się największym wygranym tych wyborów?

Dla nas nie był żadnym zaskoczeniem. Proszę zwrócić uwagę, że od pierwszych wyborów samorządowych w roku 1988 - po zmianie ustroju samorządowego i wprowadzeniu sejmików samorządowych - z każdym kolejnym głosowaniem PSL swój wynik poprawiało.

Czyli jednak spodziewaliście się, że wynik będzie dwucyfrowy?

Wielokrotnie przekonywał o tym prezes Kosiniak-Kamysz. Ja również mówiłem nie raz i nie dwa, że spodziewam się wyniku co najmniej na poziomie rezultatu z 2010 roku (16,3 proc. - przyp. red.) i tak też się stało. Chociaż z ostatecznymi deklaracjami poczekajmy do ogłoszenia oficjalnych wyników przez Państwową Komisję Wyborczą. Bo cztery lata temu w wieczór wyborczy PSL miało 16,7 proc. głosów, potem to poparcie się wahało, aż na końcu okazało się, że mamy prawie 24 proc. głosów. Teraz tego wyniku na pewno nie powtórzymy, ale do 20 proc. możemy jeszcze dociągnąć.

Zastanawialiście się, skąd ten spadek względem 2014 roku? Tłumaczenie tego "książeczką wyborczą" to chyba jednak droga na skróty.

Już panu mówię - propaganda i oszczerstwa premiera Morawieckiego pod adresem PSL przez całą kampanię. Niewiele z tym państwo, jako dziennikarze i media, zrobiliście. Przecież wszystko to, co PiS robiło wobec PSL w ostatnim tygodniu kampanii nadaje się na procesy cywilne. Stek kłamstw i bezczelny atak przy każdej okazji. Oskarżanie nas o wyprzedaż polskiej ziemi i prywatyzowanie polskich przedsiębiorstw to jakieś kuriozum. PSL przez lata było nazywane hamulcowym polskiej prywatyzacji, a w ostatnich tygodniach premier Morawiecki - czyli ten, który na prywatyzacji zbił największy majątek - ciągle mówił, że to my odpowiadamy za prywatyzację przetwórstwa rolno-spożywczego. Tyle że to wtedy, gdy pan Morawiecki był radnym AWS sprywatyzowano najwięcej przedsiębiorstw rolno-spożywczych i zlikwidowano najwięcej PGR-ów. Tymczasem on kompletnie do siebie nie przyjmuje, że jest bezpośrednim spadkobiercą AWS.

Punktowaliście go w tej kwestii przez całą kampanię.

Tak, tylko niech pan zauważy, że dało się go punktować w mediach komercyjnych - chociaż nie wszystkich, bo np. Polsat się z tego wycofał i polityków PSL w programach pani redaktor Gozdyry już praktycznie nie ma. Ale najwięcej czasu antenowego poświęcano wojnie PO z PiS-em. My w mediach byliśmy na marginesie toczącej się kampanii.

Mimo tego dzięki dobremu wynikowi do sejmików, PSL wychodzi zwycięsko z wojny o polską wieś, którą w ostatnich miesiącach toczyliście z PiS-em.

Ta wojna dopiero się rozpoczyna. Jestem za tym, żeby przejrzeć wszystkie materiały telewizyjne oraz publikacje prasowe i internetowe z okresu kampanijnego, w których politycy PiS-u na czele z premierem Morawieckim pomawiali PSL, i uruchomić procesy w trybie cywilnym.

Zostawmy PiS. Porozmawiajmy o PSL i Koalicji Obywatelskiej, bo o waszym ewentualnym sojuszu w sejmikach wojewódzkich mówią dzisiaj wszyscy.

Na pewno mogę powiedzieć, że nie będzie żadnych koalicji z PiS-em. Jest niemożliwe, żebyśmy porozumieli się z PiS-em po tak oszczerczej kampanii, jaką wobec nas prowadzili. Przecież w ostatnim tygodniu głównym przeciwnikiem PiS-u nie była Koalicja Obywatelska, tylko PSL. Jak dzisiaj słyszę, że ktoś mówi o możliwej koalicji PSL z PiS-em, to pukam się w głowę. Po co nam to? Żeby przytulili i udusili?

Ale wszyscy wiemy też, że polityka w samorządzie jest zupełnie inna niż ta ogólnokrajowa. Dacie swoim regionom jasno do zrozumienia, że samorządowe sojusze z PiS-em nie wchodzą w grę?

Będziemy bardzo mocno zalecać, żeby żadnych porozumień z PiS-em nie było. Nawet za cenę braku udziału w rządzeniu. Jeśli PiS będzie w stanie znaleźć jakiegokolwiek koalicjanta, to niech rządzi w sejmikach. Droga wolna. PSL na pewno nie będzie w tym uczestniczyć.

Jeśli wyniki late poll się potwierdzą, z wyborów samorządowych wyjdziecie wzmocnieni. Jaki daje to wam punkt wyjścia do wyborów europejskich i parlamentarnych, na co w nich liczycie?

Już podczas wieczoru wyborczego powiedziałem w paru audycjach, że nie jestem zwolennikiem budowania wielkiej koalicji anty-PiS na wybory europarlamentarne i parlamentarne. Koalicja Obywatelska niech idzie swoją drogą, a PSL powinno zaproponować współpracę wszystkim środowiskom konserwatywnym, dzięki czemu obóz ludowo-konserwatywny stworzyłby własną listę do Parlamentu Europejskiego, a potem także do parlamentu krajowego.

Wybory samorządowe 2018. Schetyna: PiS nie ma gdzie szukać koalicjantów do sejmików. PSL będzie rozmawiał z nami

Więcej o: