Tysiące nowych wyborców dopisanych w stolicy. Mnożą się teorie spiskowe. Jest wyjaśnienie

Do rejestru wyborców w Warszawie przed wyborami samorządowymi dopisało się do tej pory ponad 18,5 tys. osób. To ponad 4 razy więcej niż 4 lata temu. Tak duże zainteresowanie może dziwić, stąd pojawiają się wątpliwości. Eksperci jednak uspokajają.

W Warszawie do tej pory do rejestru wyborców dopisało się 18 516 osób. Najwięcej z nich pochodzi z Radomia, Lublina i Białegostoku. Jednocześnie odrzucono 1 546 wniosków.

Dla porównania: w 2014 r. przed wyborami samorządowymi do rejestru dopisały się 4 354 osoby, co oznacza ponad czterokrotny wzrost.

W obliczu tak dużych różnic mediach społecznościowych zaczęły krążyć spiskowe teorie dotyczące tego, że politycy niektórych opcji mogą "zwozić" do Warszawy swoich zwolenników, by wpłynąć na wyborczy wynik.

- Rzeczywiście jest dużo pogłosek na temat turystyki wyborczej. Nie ulegajmy jednak szaleństwu - mówi w rozmowie z Gazeta.pl Joanna Załuska z Fundacji im. Stefana Batorego, dyrektor programu "Masz Głos, Masz Wybór".

- Coraz więcej osób się interesuje wyborami. Z ostatniego badania CBOS wynika, że chce wziąć w nich udział 81 proc. respondentów. To rekordowa liczba, przed żadnymi dotychczasowymi wyborami aż tyle osób nie deklarowało chęci oddania głosu - zauważa Joanna Załuska.

Jak dodaje przedstawicielka fundacji, mobilizacja dotyczy przede wszystkim ludzi z dużych miast. - Jest bardzo duża grupa wyborców nazywanych "wyborcami medialnymi", czyli wrażliwych na wydarzenia opisywane w mediach. Kampania wyborcza jest ostra, dynamiczna, komentowana w mediach i wyborcy w dużych miastach są bardzo zmobilizowani do udziału w wyborach - podkreśla.

"To nie jest liczba, która zaważy na wyniku"

Według szacunków w Warszawie może mieszkać nawet 200 tysięcy niezameldowanych osób. - To bardzo dobrze, że ludzie, którzy mieszkają w mieście i są z nim związani uważają, że powinni uczestniczyć w wyborach - uważa Joanna Załuska.

Do wniosku o dopisanie do rejestru trzeba dołączyć dokument udowadniający nasze związki z miastem, np. umowę najmu mieszkania. Urzędnicy mają trzy dni na podjęcie decyzji. - To nie jest tak, że dana osoba może "wpaść" do urzędu i rozkazać: ja tu mieszkam, proszę mnie dopisać - mówi Joanna Załuska.

Co więcej, dopisanie do rejestru dotyczy nie tylko tych, ale również każdych kolejnych wyborów. Jeśli więc ktoś chciałby w przyszłych wyborach zagłosować w innym miejscu, znów musiałby dokonać rejestracji w odpowiednim urzędzie. 

- 18,5 tys. to nie jest liczba, która zadecyduje o tym, kto w Warszawie wygra. W małych miejscowości jest inaczej. W 2014 r. w miejscowości Raczki na Podlasiu dwa głosy zadecydowały o tym, kto został wójtem - mówi przedstawicielka Fundacji im. Stefana Batorego.