Wybory samorządowe 2018. Adamowicz uderza w rywali: To bardzo ostre stwierdzenie, ale prawdziwe

Jacek Gądek
- Kacpra Płażyńskiego i Jarosława Wałęsę łączy to, że bez partii trudno byłoby im zaistnieć. Istnieją też dzięki nazwiskom swoich ojców. Bez tych dwóch rzeczy nic by w polityce nie znaczyli. Rozumiem, że to jest bardzo ostre stwierdzenie, ale prawdziwe - mówi Paweł Adamowicz, prezydent Gdańska.

Kampania wyborcza przed wyborami samorządowymi 2018 wchodzi w decydującą fazę. Czas zatem zacząć odliczanie do głosowania, które odbędzie się już 21 października. Z tej okazji rano od poniedziałku do piątku na Gazeta.pl - w cyklu "Puls kampanii" - opublikujemy krótką rozmowę nawiązującą do aktualnych wydarzeń politycznych, związanych z trwającą kampanią wyborczą.

Jacek Gądek: Udało się panu kogoś "przekupić" kawą i drożdżówką?

Paweł Adamowicz, prezydent Gdańska: Proszę nie żartować w taki sposób. Od 7 do 8 rano niemal codziennie mam spotkania przy kawie i drożdżówkach. Przychodzi bardzo wielu zwolenników, są osoby niezainteresowane wyborami, ale zdarzają się też moi przeciwnicy. Z każdym rozmawiam. Ludzie przychodzą też z prośbami o interwencję i pomoc. 

Nie pospieszył pan z kawą do kontrkandydatów? Do Jarosława Wałęsy i KacpraPłażyńskiego?

Nie raz zapraszałem Jarosława Wałęsę na bezpośrednią, poważną rozmowę o Gdańsku. Unika takiego spotkania. Moi szlachetni konkurenci zaczęli szukać większego kontaktu z mieszkańcami w związku z tym, że kandydują. Ja od dawna jako prezydent cyklicznie spotykam się z mieszkańcami w dzielnicach Gdańska.

Pana rywale nie zgodziliby się tu z zarzutem o bierność. Wypił pan rano szampana, a nie kawę przy prasówce, w której znalazł się sondaż "Gazety Wyborczej' i pan jako nowy lider I tury?

Bardzo radośnie przyjąłem, ale inne badanie "GW" - badanie jakości życia, w którym 92
proc. gdańszczan mówi, że są zadowoleni z życia w naszym mieście. To najlepszy wynik w Polsce. Ale też jeszcze inne badanie - dla Onetu - które pokazuje, że 70 proc. mieszkańców dobrze ocenia moją pracę. A sam sondaż przedwyborczy dał mi osobiście - jak i kandydatom "Wszystko dla Gdańska" i wolontariuszom - wiele energii.

Ale już wyniki II tury już nie mogą pana napawać optymizmem, bo przegrywa pan wniej z Jarosławem Wałęsą 45 do 43 proc.

A ja bym zwrócił uwagę na liczbę wahających się.

12 proc. Bardzo dużo.

Będę zabiegał o te głosy i to te osoby rozstrzygną, kto będzie prezydentem miasta do 2023 r.

Co zmieni się w Gdańsku, którym pan rządzi od 20 lat, jeśli ponownie zostanie panprezydentem?

Po pierwsze: gdańszczanie bardzo często wyrażają oczekiwanie, że Gdańsk pozostanie miastem wolności, równości, otwartości - będzie symbolem niezależności od
rządów Prawa i Sprawiedliwości. To bardzo ważne. Po drugie: nie muszę mieć korepetycji. Swoje doświadczenie w pracy samorządowej traktuję jako atut. Od razu po zaprzysiężeniu mogę kontynuować rozpoczęte inwestycje i ruszać z zaplanowanymi. Urzędowi i agendom miejskim nie grozi żaden paraliż. Gdyby prezydentem miasta został ktoś bez doświadczenia, czyli moi główni kontrkandydaci, to obawiam się, że
taka groźba jest realna. Cały czas pozyskujemy środki z Unii Europejskiej. Właśnie
podpisałem porozumienie z marszałkiem województwa, Mieczysławem Strukiem, na 6 mln zł dofinansowania projektów społecznych. A wcześniej na przedszkole przy ul. Jabłoniowej.

"Korepetycje"? To zabrzmiało protekcjonalnie wobec pana rywali - Jarosława Wałęsy iKacpra Płażyńskiego.

Jak słucham moich kontrkandydatów, to mam wrażenie, że są jak maturzyści, którzy przez lata niewiele robili, a matura już za kilka dni. Pan Kacper Płażyński mógł wcześniej zostać radnym dzielnicy albo miasta, ale Gdańskiem zainteresował się niewiele ponad rok temu. Podobnie europoseł Jarosław Wałęsa. Nie zauważyłem jakiegoś szczególnego zainteresowania sprawami gdańskimi. Był nieobecny, gdy ważyła się sprawa Muzeum II Wojny Światowej albo niezależności sądów. Objawił się dopiero, gdy chciał zostać kandydatem na prezydenta miasta. Ich programy nie są przemyślane. Wałęsa jednego dnia mówi o "republice deweloperów", a
potem pod wpływem krytyki wycofuje się z tego i zrzuca wszystko na PiS, które uchwaliło ustawę "lex deweloper".

To jak pan jest w stanie wyjaśnić, że niemal tyle samo - a może nawet więcej - osób wGdańsku popiera Jarosława Wałęsę, co i pana?

Jarosław Wałęsa jest przede wszystkim kandydatem Grzegorza Schetyny i Sławomira
Neumanna. Gdańska rada powiatowa Platformy wezwała mnie jednogłośnie do
kandydowania. W końcu przyjechał Schetyna i obwieścił, że Wałęsa ma być kandydatem PO. Muszę to powiedzieć: Jarosław Wałęsa nie istnieje bez Platformy Obywatelskiej. Ja natomiast - co widać po sondażach - cieszę się zaufaniem społecznym bez poparcia partyjnych centrali i ich pieniędzy. 

Kacpra Płażyńskiego i Jarosława Wałęsę łączy to, że bez partii trudno byłoby im zaistnieć. Istnieją też dzięki nazwiskom swoich ojców. Bez tych dwóch rzeczy nic by w polityce nie znaczyli. Rozumiem, że to jest bardzo ostre stwierdzenie, ale prawdziwe. 

A Jarosław Wałęsa, jako jedyny kandydat na prezydenta, nie startuje jednocześnie na radnego. W przeszłości podobnie zachowywał się tylko jeden kandydat: Andrzej Jaworski, który
startował z PiS. 

W nowej radzie miasta pana klub - to wniosek z sondażu - będzie bardzo skromny, tojak pan, jeśli wygra wybory prezydenckie, będzie współpracował z radą zdominowanąprzez PO i ludzi Jarosława Wałęsy?

Jeszcze bym nie dzielił skóry na niedźwiedziu. Mam nadzieję, że komitet "Wszystko dla
Gdańska" zdobędzie więcej mandatów niż to wynika z sondażu. A po drugie: mam
doświadczenia z kierowania miastem w koalicji. Będę szukał rozwiązań, aby nie
zatrzymywać rozpędzonej lokomotywy, którą dziś jest Gdańsk.

Szef Rady Europejskiej Donald Tusk wystąpił kilka dni temu obok Lecha i JarosławaWałęsów. To można odczytywać jako subtelne wsparcie dla pana rywala. A pan spotkałsię ostatnimi czasy z Tuskiem?

Szef RE ma ogromny szacunek do Lecha Wałęsy - podobnie jak ja i wielu mieszkańców
Gdańska. Bardzo dobrze, że Donald Tusk znalazł czas, by uświetnić urodziny naszej legendy. Sam nie widziałem się z Tuskiem, ale kilka miesięcy temu - owszem. Tego, że Jarosław Wałęsa nagranie z uroczystości z Tuskiem wykorzystuje w swojej kampanii wyborczej, nie będę oceniał.

Rafał Trzaskowski: ja będę Asterixem, który pogoni złych Rzymian

Więcej o: