Wybory 2018. PiS przestraszyło się przesłuchania w czasie kampanii? Szef komisji: Śmiech na sali

Do przesłuchania Jacka Rostowskiego przed komisją śledczą ds. wyłudzeń VAT przed wyborami samorządowymi nie dojdzie. Były wicepremier uważa, że Prawo i Sprawiedliwość stchórzyło. - Śmiech na sali - komentuje te słowa w rozmowie z Gazeta.pl poseł PiS-u Marcin Horała, przewodniczący komisji VAT-owskiej.

Kampania wyborcza przed wyborami samorządowymi 2018 wchodzi w decydującą fazę. Czas zatem zacząć odliczanie do głosowania, które odbędzie się już 21 października. Z tej okazji codziennie rano na Gazeta.pl - w cyklu "Puls kampanii" - opublikujemy krótką rozmowę nawiązującą do aktualnych wydarzeń politycznych. 

Miał być wielki show, miało być przesłuchanie Jacka Rostowskiego przed komisją VAT-owską, a tymczasem musimy na ten show poczekać ponad miesiąc.

Marcin Horała: Nie przesadzajmy, nie o show tu chodzi. Także nie o pośpiech, bo komisja będzie pracować jeszcze rok – do końca kadencji Sejmu. Z Ministerstwa Finansów dostaliśmy gigantyczną liczbę materiałów, więc członkowie komisji zgłosili się do mnie z prośbą o przełożenie przesłuchania, ponieważ potrzebują więcej czasu na odpowiednie przygotowanie się do przesłuchania. Zgodziłem się, ponieważ Jacek Rostowski jest naszym kluczowym świadkiem.

Żałuje pan, że 12 października nie będzie przesłuchania ministra Rostowskiego?

Nie żałuję. Wiem, że wiele osób imputuje mi realizowanie prywatnych kampanijnych celów za pośrednictwem komisji...

Taka jest polityka.

Trochę mnie to bawi. Opozycja twierdziła, że przesłuchanie jest na użytek kampanii, więc było źle, że odbędzie się 12 października. Teraz okazało się, że jednak nie będzie to 12 października i też jest źle, też na użytek kampanijny. Można się pogubić.

Minister Rostowski triumfuje na Twitterze: "Po prostu stchórzyli!". Stchórzył pan?

Śmiech na sali. Sam wzywałem ministra Rostowskiego do stawiennictwa przed komisją 12 października. Gdybyśmy tchórzyli, to już na starcie wybralibyśmy inny termin.

To może stchórzyła partia, bojąc się, że na ostatniej prostej kampanii przesłuchanie nie przyniesie polityczno-wizerunkowych korzyści, tylko straty?

Prace komisji zaplanowane są na rok. Jeśli w ogóle można mówić o jakichś korzyściach polityczno-wizerunkowych, to tylko w kontekście całościowym, w kontekście raportu końcowego z prac komisji. Jeśli będzie rzetelny, jeśli będzie pokazywać wszystkie mechanizmy, które chcemy unaocznić, to wtedy komisja może być oceniana jako sukces partii. Przesunięcie jednego przesłuchania nic tutaj nie zmienia. Zwłaszcza, że przyspieszamy przesłuchania innych świadków (m.in. Mateusza Szczurka) ze względu na upublicznioną niedawno przez "Super Express" służbową notatkę z Ministerstwa Finansów, dotyczącą uszczelniania luki VAT-owskiej.

Wcześniej na komisji ds. Amber Gold z ministrem Rostowskim mierzyła się pana partyjna koleżanka i kandydatka na prezydenta Krakowa – Małgorzata Wassermann. Rostowski miał zostać pogrzebany tym przesłuchaniem, a wiele osób twierdziło, że w tym starciu to on ugrał więcej.

Nie zgadzam się. To, co panu Rostowskiego udało się w trakcie tamtego przesłuchania, to bycie aroganckim i unikanie odpowiedzi na pytania członków komisji. Moim zdaniem to jednoznacznie pokazuje, że przegrał tamto starcie. Jeśli ktoś dostaje pytanie i unika odpowiedzi, to znaczy, że ma coś na sumieniu.

Małgorzata WassermannMałgorzata Wassermann JAKUB PORZYCKI

Nie obawiał się pan, że może podzielić los posłanki Wassermann, co z kolei zaszkodziłoby w wyścigu po prezydenturę Gdyni?

Powtórzę: nie uważam, żeby tamto przesłuchanie było niekorzystne dla pani poseł Wassermann.

Ale ludzie ze środowiska Prawa i Sprawiedliwości przedstawiali to starcie tak, że minister Rostowski zostanie w jego trakcie politycznie zjedzony. Tymczasem zjeść się nie dał.

To jest taka zabawa w ustawianie oczekiwań i może faktycznie jeden czy drugi polityk PiS-u dał się na to złapać. Sam mechanizm jest tutaj podobny jak w przypadku debat wyborczych – budowanie nastroju, że jedna strona kogoś rozgromi, a druga jest skazana na porażkę służy tylko temu, żeby np. w razie remisu można było odtrąbić zwycięstwo tej drugiej strony.

Czyli nie boi się pan, że jakkolwiek zaszkodzi to panu w wyścigu po prezydenturę Gdyni?

Gdybym w wyborach na prezydenta Gdyni miał kierować się swoim politycznym interesem, to powinienem zawiesić prace komisji, odwołać wszystkie przesłuchania i zajmować się wyłącznie prowadzeniem kampanii w mieście. Ale komisja VAT-owska to część moich obowiązków poselskich, które wykonuję i będę wykonywać.

Minister Rostowski nie robił tajemnicy, że czekał na to przesłuchanie, był bardzo pewny siebie. Nie dziwi to pana?

Myślę, że to może być celowa taktyka. Minister Rostowski jest w wyjątkowo trudnej sytuacji, bo był główną osobą odpowiedzialną konstytucyjnie za stan finansów publicznych. Będący wówczas nad nim premier może powiedzieć, że nie miał świadomości, że nie wnikał w detale. Pracownicy podlegli Rostowskiemu – że mieli swoje obszary tematyczne, w których akurat wszystko było w porządku. Pan Rostowski nie może się niczym zasłonić, bo był osobą odpowiedzialną za całokształt finansów publicznych. A w nich działo się fatalnie, wystarczy popatrzeć na analizy wpływów podatkowych i wykonania budżetu. Położenie ministra Rostowskiego jest niewesołe, także nie dziwię się, że stosuje różne taktyki wybielania się. To typowe dla kogoś, kto ma duże kłopoty.

Jacek Rostowski w Sejmie, tuż przed przesłuchaniem na komisji ds. afery Amber GoldJacek Rostowski w Sejmie, tuż przed przesłuchaniem na komisji ds. afery Amber Gold Fot. Sławomir Kamiński/Agencja Gazeta

Z trzech głośnych komisji, które powołało PiS – Amber Gold, reprywatyzacyjnej i VAT-owskiej – na razie tylko ta warszawska wizerunkowo i politycznie pomogła szefującemu jej politykowi Zjednoczonej Prawicy. Złośliwi powiedzą: nie tak miało być.

Tutaj stawia pan dwie tezy, z którymi się nie zgadzam. Pierwsza – że działalność w komisji śledczej nie pomogła pani Wassermann. Moim zdaniem zyskała sympatię ludzi i jest oceniana przez wiele osób jako polityk, który poradził sobie z trudnym zadaniem w ważnej sprawie. Druga – że komisje śledcze służą budowaniu wizerunku i popularności ich przewodniczących.

Ale tak jest, wiemy to z historii ostatnich kilkunastu lat, i nie chodzi tylko o szefów komisji.

Tak jest w każdym zawodzie i w każdej pracy – jeśli dobrze wykonuje pan swoje obowiązki, to pan na tym zyskuje. Gdyby pan zrobił ze mną znakomity wywiad i dostał za niego Pulitzera lub inną dziennikarską nagrodę, pomogłoby to panu w karierze zawodowej. Tak samo jest z politykami. Jeśli któryś otrzymuje zadanie poprowadzenia prac ważnej komisji śledczej i dobrze sobie z tym poradzi, to przecież nie ma siły, żeby mu to zaszkodziło. Tyle że nie jest to cel sam w sobie, najważniejsze jest zadanie.

Komisja VAT-owska będzie istotnym atutem w rękach PiS-u przed wyborami do Parlamentu Europejskiego i, zwłaszcza, wyborami parlamentarnymi?

To nie tyle komisja VAT-owska, co kwestie ściągalności VAT-u i stanu finansów publicznych są i dalej będą niezwykle mocną stroną obecnej władzy. Przy okazji są słabymi punktami Platformy Obywatelskiej i pokazują jej nieskuteczność. W tym sensie, oczywiście, prace komisji VAT-owskiej nam sprzyjają.

Kto może głosować w wyborach?

Więcej o: