Krzywonos wspomina dawną przyjaźń z Kaczyńskimi. Maria żaliła się na wpływ bliźniaka

- Był fantastycznym facetem. Prezydentem dobrym nie był - powiedziała Henryka Krzywonos o Lechu Kaczyńskim. W rozmowie wspominała, jak ogromny wpływ miał na niego brat bliźniak.

Posłanka Henryka Krzywonos w rozmowie z "Wprost" opowiedziała o swojej dawnej przyjaźni z Lechem i Marią Kaczyńskimi. - Gdy mieliśmy małe dzieci, spotykaliśmy się w Sopocie, jeździliśmy razem do lasu. Potem szliśmy do jakiejś kawiarenki, Maria, Leszek i ja zamawialiśmy kawę, a dzieciaki bawiły się z ich psem. Dobre czasy - wspominała w wywiadzie. 

"Nadawał się na ten urząd jak ja do baletu"

Z Marią Kaczyńską, choć nie były na "ty" często rozmawiała, a późniejsza pierwsza dama radziła się u niej, gdy miała kłopoty wychowawcze. - U nas w domu zawsze było bardzo dużo dzieci i ona uważała, że mam większe doświadczenie pedagogiczne niż ona, matka jedynaczki - mówiła.

Lecha Kaczyńskiego Krzywonos wspomina z ogromną sympatią. Pytana, jakim prezydentem odpowiedziała jednak:

Był fantastycznym facetem. Prezydentem dobrym nie był. Nadawał się na ten urząd jak ja do baletu. Jego dramatem było to, że to nie on podejmował decyzje, tylko Jarek. Często więc zmieniał zdanie. Rozmawiałam o tym z Marią, a ona mówiła: "Pani Heniu, ja często jestem między młotem a kowadłem. Mamy jakieś plany, nagle dzwoni Jarek i wszystko nieaktualne

Rydzyk o Kaczyńskiej: czarownica

Przypomniała też o tym, jak Maria Kaczyńska stanęła w obronie kobiet, gdy toczyła się debata na temat aborcji, za co Tadeusz Rydzyk nazwał ją "czarownicą". - Zadzwoniłam wtedy do Lecha i zapytałam "jak możesz na to pozwalać?!" - opowiadała Krzywonos. 

Powiedziałam mu: "Wiesz, gdyby jakiś facet nazwał mnie czarownicą, mój Krzysiek obiłby mu mordę". Na co Lech odpowiedział: "Wiesz, Jarek tłumaczy, że to polityka"

- dodała posłanka. Zdradziła również, że Kaczyńska bardzo przeżywała dyskusję o dostępności przerywania ciąży. - Pani Heniu, ile kobiet zginie przez to, że wprowadzimy całkowity zakaz aborcji? - zamartwiała się.

Henryka Krzywonos wspominała w rozmowie 10 kwietnia 2010 roku. - Akurat ubierałam syna, pamiętam, że trzymałam w ręku jego gacie, gdy zadzwonił telefon. "Prezydent nie żyje". Moja reakcja: "Zastrzelili go?". To pierwsze, co mi przyszło do głowy. Potem się dowiedziałam, że miałam lecieć właśnie tym tupolewem, ale listę pasażerów zmieniano, inna osoba poleciała za mnie... - powiedziała. Krzywonos była później pytana, czy chce się dowiedzieć, kto poleciał w jej miejsce, ale nie chciała tego wiedzieć. 

Kaczyński zarzuca sędziom ojkofobię. Co to właściwie znaczy?

Więcej o: